Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział I: Pierwsze spotkanie

W kwestii formalnej: nastąpiła drobna zmiana w systemie punktowym. Ponieważ (jak się za chwilę przekonacie) istnieje spora szansa, iż w tym tomie McSparkle dogoni Belkę w kwestii bucery, dotychczasową kategorię „bitch” rozszerzamy o męski odpowiednik „asshole”, które będą sumować się we wspólną grupę „bitch/asshole”.






Zanim przejdziemy do samego rozdziału, czeka nas – jak to zwykle w książkach Stefy bywa – elegancki cytat, pochodzący z dzieła należącego do kanonu światowej literatury ( psycholog miałby zapewne coś do powiedzenia na ten temat) oraz krótki, acz przeładowany angstem prolog. Dziś na tapecie mamy...



...Księgę Rodzaju, a konkretnie fragment o Drzewie poznania dobra i zła.



Meyer, zrób mi tę przyjemność i nie wciskaj słów Pisma do swoich bazgrołów. Dziękuję.



Tym razem wyjątkowo nie zamierzam znęcać się nad przemyśleniami Belli w przedsłowiu. Nie, nie znaczy to, że są ciekawsze niż zazwyczaj – po prostu na korzyść Stefci działa fakt, że w momencie wydania „Zmierzchu” nikt nie mógł przewidzieć powstania kolejnych części; to zaś sprawia, że czytelnik faktycznie może podejrzewać, iż pannie Swan grozi realne niebezpieczeństwo. Nie muszę chyba dodawać, że formuła ta wyczerpie się już w Nju Munie.





Po tak miłym wstępie czas zająć się właściwą treścią dzisiejszej analizy.





Naszą bohaterkę spotykamy, gdy wraz z mamą kierują się na lotnisko w Phoenix; Bella zamierza bowiem opuścić słoneczną Arizonę na rzecz zamieszkania z tatą w ponurym, deszczowym Forks.



To właśnie przed tymi posępnymi, deszczowymi chmurami uciekła moja matka, gdy miałam zaledwie parę miesięcy. Ona uciekła, ale ja musiałam spędzać w Forks bite cztery tygodnie każdego lata. Wreszcie, jako czternastolatka, zbuntowałam się i od trzech lat jeździłam z tatą co roku na dwutygodniowe wakacje do Kalifornii.



Meyer nie oszczędza serc czytelników – już w pierwszym akapicie zostaje nam ukazany cały tragizm życiowej sytuacji panny Swan. Czy wam też napływają do oczu łzy współczucia, gdy czytacie, iż to biedne stworzenie musiało spędzać CAŁY MIESIĄC ze swym kochającym ojcem?! Dobrze, że Belcia szybko postawiła na swoim i tatulo poleciał w te pędy przeorganizowywać swe życie (także zawodowe), by dogodzić małej księżniczce.



Boru, a taką miałam nadzieję, że po powodzi punktów na PZS uda mi się wrócić do zwyczaju dawania pojedynczych punkcików jak za czasów Księżyca w Pełni. Ale co mam zrobić, nieszczęsna, skoro Stefa od samego początku stara się, bym dogłębnie znienawidziła narratorkę powieści?



Bitch: +50



Mimo to zgodziłam się tam wrócić. Sama skazałam się na wygnanie. Byłam przerażona. Nienawidziłam tego miejsca.



Nadal nie podajesz nam żadnego konkretnego powodu, dla którego mielibyśmy ci współczuć twojego ciężkiego losu, złotko. Póki co zachowujesz się po prostu jak nieślubne dziecko stereotypowego emo i przysłowiowej drama queen.



Bitch: + 20

Angst: + 50



Bello – odezwała się mama w hali odlotów – pamiętaj, że nie musisz tego robić. – Powiedziała to po raz setny i niewątpliwie ostatni.


Mama Belki wcale nie zmusza dziewczyny do przeprowadzki, mało tego, nieustannie podkreśla, iż nie ma ku temu potrzeby. Zapamiętajmy tę informację na przyszłość, dobrze?



Spojrzałam jej w oczy – ma wielkie oczy dziecka – i poczułam narastającą panikę. Jak mogłam zostawiać samą tak nieobliczalną i nieprzytomną osobę? Czy sobie poradzi? Oczywiście, miała teraz Phila, rachunki będą zatem płacone w terminie, lodówka i bak pełny, a jeśli się gdzieś zgubi, będzie miała do kogo zadzwonić, ale mimo to...



Moja matka jest idiotką” - odsłona pierwsza.



Pamiętacie, co mówiłam we wstępie w związku z odniesieniami do poprzednich analiz? Gdybym nie wiedziała jak potoczy się dalej ta historia, być może byłabym w stanie uwierzyć, iż Renee jest chodzącą nieodpowiedzialnością i kiepską rodzicielką. Sęk w tym, że znam treść następnych tomów i doskonale wiem,iż sytuacja prezentuje się nieco inaczej: pani Dwyer to roztrzepana, ale w gruncie rzeczy troskliwa i przenikliwa osoba, która dba o dobro córki i wspiera ją na tyle, na ile to w jej sytuacji możliwe, a jej jedyną prawdziwą wadą jest wydanie na świat kogoś tak niewdzięcznego i zarozumiałego jak nasza heroina.



Bitch: + 10

Ego: + 75



Bella wsiada do samolotu i rozmyśla nad swoim życiem w stanie Waszyngton. Dziewczyna obawia się nieco spotkania ze swym ojcem, gdyż oboje są małomówni i łatwo krępują się w nowych sytuacjach.

Po dotarciu na miejsce następuje powitanie z papą:



U mamy wszystko w porządku. Też się cieszę, że cię widzę, tato. – Nie wolno mi było mówić do niego po imieniu.



To byłby w sumie całkiem ciekawy element relacji tych dwojga, gdyby Meyer łaskawie wyjaśniła nam, co się za tym wszystkim kryje. Czy Belka nazywa komendanta „Charliem”, bo jest nieprzyzwyczajona do konceptu posiadania ojca (mało prawdopodobne, zważywszy, iż co roku spędzała z nim wakacje)? A może to jakaś forma podświadomej kary za brak stałego miejsca w życiu córki? Tego niestety nigdy się nie dowiemy; biorąc zaś pod uwagę, iż panna Swan nałogowo określa swą matkę mianem „Renee” wszystkie hipotezy bledną wobec tej jedynie słusznej – nasza bohaterka stara się wszystkimi możliwymi sposobami umniejszyć znaczenie rodziców w swym życiu, chcąc tym samym podkreślić swoją, ekhm, dojrzałość i niezależność. Czy muszę dodawać, iż nie jestem pod wrażeniem?



Charlie wychodzi ze skóry, by jego latorośl dobrze czuła się w nowym domu, ma więc dla niej prezent powitalny:



Znalazłem dobre auto, jak dla ciebie. Naprawdę tanie – oznajmił mi tato po zapięciu pasów.

Jaka to marka? – Nie spodobało mi się to „jak dla ciebie”.

Chevrolet. Właściwie to Pick-up.

Gdzie go znalazłeś?

Pamiętasz Billy’ego Blacka z La Push? – La Push to maleńki rezerwat Indian nad samym morzem.

Nie.

Jeździliśmy razem na ryby – podpowiedział Charlie.

To by wyjaśniało, dlaczego go nie pamiętałam. Jestem prawdziwą mistrzynią w wymazywaniu z pamięci bolesnych i niepotrzebnych wspomnień.






Bolesnych wspomnień”???



Gdyby takie słowa wypowiedziała jakakolwiek inna postać literacka, przyjęłabym, iż Billy regularnie gwałcił Bellę w łódce, podczas gdy Charlie leżałby na pomoście nieopodal pijany do nieprzytomności. Ponieważ jednak mówimy o Belci, jestem pewna, że traumą była sama konieczność spędzenia kilku godzin w ograniczonej przestrzeni ze swoim ojcem.



Wiele dzieciaków ma nieszczęście posiadać ojców – przemocowców i pijaków, od których nigdy w życiu nie otrzymają nawet chwili czułości, nie mówiąc już o prezentach czy wspólnych wyjazdach. Dla tych dzieci możliwość wypadu z kochającym tatą na ryby byłoby największą radością i wspomnieniem, które starałyby się zachować w swoich sercach na zawsze.



To nie jest kwestia wędkowania. Belka mogła nie lubić tego akurat rodzaju aktywności, ale wystarczyłaby odrobina dobrej woli, by nawet z pozoru nudny wyjazd uczynić chwilą wartą zapamiętania. Niestety, myślę że na tym etapie każdy z Was doskonale zdaje sobie sprawę, z jakim rodzajem homo sapiens będziemy się męczyć przez resztę analiz.



Bitch: + 100

Angst: + 1000



[Billy]Jeździ teraz na wózku inwalidzkim – ciągnął tato – więc nie może już prowadzić. Obiecał, że sprzeda mi go tanio.

Jaki to rocznik? – Sądząc po jego minie, miał nadzieję, że nie zadam tego pytania.








Bello? Wyraz twarzy twojego ojca nie ma nic wspólnego z rokiem produkcji auta. Ten nieszczęśnik po prostu nie może uwierzyć, że będzie musiał od dziś dzielić dom z psychopatycznym potworem.



Ręka w górę, moi drodzy – ilu z was po usłyszeniu, iż wasz nowy samochód jest schedą po sąsiedzie który niedawno został inwalidą i nie może go więcej używać zapytałoby w pierwszej kolejności o rocznik owego pojazdu?



Bitch: + 3000



Przepraszam – naprawdę, NAPRAWDĘ nie chciałam od początku szafować tysiakami. Ale sami powiedzcie, czy można tu cokolwiek opuścić?





Okazuje się, że autko jest wprawdzie stare, ale jare – i w dodatku już w posiadaniu pana komendanta:



Kurczę, tato, jest wystrzałowy! Dzięki! – Pozbyłam się przynajmniej jednej z ponurych wizji dotyczących pierwszego dnia w nowej szkole. Nie musiałam już wybierać pomiędzy trzy kilometrowym spacerem w deszczu a zajechaniem na lekcje w radiowozie.



Myślę, że powinniśmy uczcić ten cytat chwilą wzniosłego milczenia – nieczęsto zdarza się, by nasza bohaterka okazywała wdzięczność komukolwiek poza przedstawicielami legendarnych gatunków.





Bella rozpakowuje się; Meyer, niczym rasowa aŁtoreczka serwuje nam dokładny opis pokoju, wzbogacany emocjonalnym komentarzem ze strony bohaterki:



(...)nareszcie mogłam przestać się uśmiechać. Wpatrywałam się przez chwilę zrezygnowana w ścianę deszczu za szybą i uroniłam kilka łez, ale tylko kilka. Resztę planowałam zachować na wieczór, jako gwałtowny akompaniament do rozmyślań o jutrzejszym dniu.



W swoich analizach „50 twarzy Greya” Devis często wstawia obrazek sympatycznej bucofoki, który ma na celu dodatkowe podkreślenie bucery głównego bohatera. Nie możemy być gorsi, dlatego też Belcia otrzymuje od dziś swą własną rangę – Dramatyczną Lamę:






Niech ci, promyczku, dobrze służy.



Angst: + 100



Do miejscowego gimnazjum i liceum chodziło raptem trzystu pięćdziesięciu siedmiu (ze mną pięćdziesięciu ośmiu) uczniów, gdy w Phoenix tylko mój rocznik liczył siedemset osób. W dodatku wszystkie te dzieciaki z Forks dorastały razem – ba, nawet ich dziadkowie znali się od dzieciństwa! Miałam szansę stać się wytykanym palcami dziwadłem z wielkiego miasta.



Eeee...Chyba nie łapię, w czym rzecz. Rozumiałabym, gdyby Belka obawiała się, iż ciężko będzie jej znaleźć przyjaciół w zamkniętych klikach tworzonych przez dzieciaki, które znają się od pieluch...Ale „wytykane palcami dziwadło”? Dziewczyno, opanuj się, jesteś tylko nową uczennicą, a nie potworem z Loch Ness (hehe, wyczuwacie mój subtelny żart?); nikt nie będzie na twój widok zatrzymywał się w pół kroku.



Ego: + 10



No, chyba że twoja stwórczyni postanowi przelać na ciebie frustrację z okresu swojej własnej młodości i wykreuje cię na czczoną przez wszystkich rówieśników Mary Sue.



Gdybym chociaż wyglądała, jak przystało na dziewczynę z gorącego południa, gdybym była opaloną, wysportowaną blondynką, taką, co to gra w szkolnej drużynie siatkówki albo występuje w zespole przed meczami, może wtedy wyróżniałabym się na korzyść. Ale nic z tego. Mój wygląd nie mógł mi pomóc.

Chociaż w Phoenix zawsze świeciło słońce, moja skóra przypominała odcieniem kość słoniową, a nie miałam ani niebieskich oczu, ani rudych włosów, które jakoś by ten fenomen tłumaczyły. Byłam szczupła, ale nie nabita, więc każdy widział, że żadna ze mnie sportsmenka. Do sportów brakowało mi po prostu niezbędnej koordynacji ruchowej, dlatego każde moje wyjście na boisko kończyło się publicznym upokorzeniem i obrażeniami, którym ulegali z mojej winy także inni zawodnicy.



Co ma piernik do wiatraka? Zdawało mi się, że chcesz znaleźć w nowej szkole przyjaciół, a nie kandydata na męża (subtelny żart nr 2).



Patrząc tak na siebie, doszłam do wniosku, że nie ma co się oszukiwać. Nie chodziło tylko o wygląd. Skoro nie znalazłam dla siebie miejsca w szkole z trzema tysiącami uczniów, czy mogłam mieć nadzieję, że poradzę sobie w Forks?

Nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami przychodziło mi z trudem. Tak naprawdę, nawiązywanie kontaktów z kimkolwiek przychodziło mi z trudem. Nawet mama, która była mi najbliższą osobą pod słońcem, nie potrafiła do końca przebić się przez moją skorupę. Nigdy nie nadawałyśmy na tych samych falach. Czasami zastanawiałam się, czy naprawdę odbieram świat w ten sam sposób, co inni. Może mam coś z głową?



Owszem, masz. Uważasz swoich troskliwych, odpowiedzialnych rodziców za idiotów, patrzysz z góry na każdego, kto nie świeci się na słońcu/nie epatuje muskułami, nie potrafisz funkcjonować bez mężczyzny u boku, obce jest ci pojęcie asertywności i jesteś gotowa porzucić absolutnie wszystko dla faceta, który przez 99% czasu traktuje cię jak niesforne dziecko. Ale podejrzewam, iż autorka chciała raczej zasugerować tym paragrafem, iż powinnam zachwycać się - ekhm - niezwykłością naszej protagonistki.

Nawiasem mówiąc, owe zapewnienia o przywiązaniu do matki brzmią wyjątkowo zabawnie w obliczu faktu, po przemianie w ucieleśnioną Mary Sue nasza heroina raz na zawsze przestaje zaprzątać sobie głowę czymś tak nieistotnym, jak kontakt ze swą rodzicielką.



Następnego ranka Bella schodzi na śniadanie (yay!), po czym szykując się do wyjścia ogląda fotografie w salonie:



(…) rodzice w dniu ślubu w Las Vegas, nasza trójka w szpitalu po moim narodzeniu (zdjęcie autorstwa uczynnej pielęgniarki) wreszcie – liczne świadectwa mego dorastania, aż do ubiegłego roku. Kolekcja ta budziła we mnie pewne zażenowanie i planowałam namówić tatę, żeby ją usunął, przynajmniej do czasu mojego wyjazdu.

Cały wystrój domu był wyraźnym świadectwem tego, że Charlie nadal kocha moją mamę, i nie czułam się z tą myślą najlepiej.



I znów – to byłby całkiem ciekawy motyw, gdyby Meyer była łaskawa go w jakikolwiek sposób rozwinąć. Oczywiście, nic z tych rzeczy – nie można pozwolić, żeby jakieś tam tęsknoty starego zgreda przysłoniły nam barwne życie uczuciowe naszej bohaterki.



Głupota: + 10





Bella dociera do swej nowej szkoły:



Moje nowe liceum składało się z kilkunastu zbudowanych w podobnym stylu pawilonów z czerwonej cegły. Z początku nic byłam w stanie ocenić, ile ich właściwie jest, tyle rosło wokół drzew i krzewów.

To miejsce nie miało w sobie nic z placówki wychowawczej. Gdzie ogrodzenie z siatki, pomyślałam z nostalgią, gdzie wykrywacze metalu przy wejściu?



...To byłby całkiem udany fragment, gdyby nie fakt, iż Belka jest tu absolutnie poważna.



Czas udać się do recepcji i odebrać nowy plan lekcji:



W czym mogę pomóc?

Nazywam się Isabella Swan – oświadczyłam. Oczy sekretarki rozbłysły – najwyraźniej doskonale wiedziała, kim jestem. Z pewnością byłam już tematem plotek. Tak, tak, to ja, córka pana komendanta i jego narwanej byłej żony.



:D



Ona ma paranoję. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego całego cyrku. Czy ta dziewczyna naprawdę wierzy, że mieszkańcy Forks nie mają nic lepszego do roboty, tylko plotkować o nijakiej siedemnastolatce...Którą tak czy siak powinni kojarzyć, skoro w dzieciństwie regularnie odwiedzała Charliego?



Głupota: + 20

Ego: + 40



Bella otrzymuje od sekretarki mapkę szkoły i plan zajęć, a następnie udaje się na pierwszą lekcję.



Wsunęłam papiery do torby, zarzuciłam ją na ramię i znowu wzięłam głęboki oddech. Poradzisz sobie, szepnęłam do siebie bez przekonania. Nikt cię przecież nie ugryzie. Westchnęłam i wyślizgnęłam się z auta.

Idąc w stronę pełnego nastolatków chodnika, starałam się chować twarz w kapturze. Z ulgą zauważyłam, że w zwykłej czarnej kurtce nie odstaję zbytnio od reszty. Minąwszy stołówkę, budynek łatwością zlokalizowałam budynek nr 3, w którym miałam mieć pierwszą lekcję: na jego narożniku, na białym tle wymalowano wielką czarną trójkę. Podeszłam do drzwi, dysząc niczym ofiara hiperwentylacji, ale postanowiłam wziąć się w garść i weszłam do środka śladem dwóch młodocianych osób bliżej nieokreślonej płci.



Panna Swan jest przerażona, a poprzedniej nocy siąpała w poduszkę przekonana, że w nowym liceum nie odnajdzie przyjaciół. Zapamiętajmy.



Podeszłam do nauczyciela, żeby złożył podpis na moim arkuszu. Był to wysoki, łysiejący mężczyzna, niejaki Mason, jeśli wierzyć tabliczce na jego biurku. Gdy przeczytał moje nazwisko, przyjrzał mi się uważniej (nie było to zbyt miłe z jego strony), a ja oczywiście spłonęłam rumieńcem. Dzięki Bogu, kazał mi przynajmniej usiąść w pustej ławce z tyłu klasy, nie przedstawiając mnie najpierw wszystkim obecnym. Trudno im było gapić się na mnie, wykręcając głowy, ale to ich nie powstrzymywało, starałam się, więc nie odrywać wzroku od otrzymanej przed chwilą listy lektur. Nie była zbytnio zaawansowana: Bronte, Szekspir, Chaucer, Faulkner... Wszystko czytałam wcześniej. Było to trochę pocieszające, ale i zapowiadało nudę. Zaczęłam się zastanawiać, czy mama przysłałaby mi teczkę z moimi starymi wypracowaniami, czy też uznałaby to za oszustwo. Spędziłam lekcję, wymyślając, jak potoczyłaby się ta dyskusja, nauczyciel tymczasem tłumaczył coś monotonnym głosem.


Wszyscy się na mnie gapią! Znam już te lektury! Mój nauczyciel łysieje! Nienawidzę swojego życia!!!”



Gdy zabrzęczał dzwonek, wyrośnięty pryszczaty chudzielec o kruczoczarnych włosach przechylił się nad przejściem między ławkami, żeby ze mną porozmawiać.

Isabella Swan, prawda? – Wyglądał na przesadnie uczynnego chłopaka i członka koła szachowego.

Bella Swan – poprawiłam.

Siedzące w pobliżu osoby odwróciły się w moim kierunku.

Gdzie masz następną lekcję?

Chwilka. – Musiałam wyjąć plan z torby.WOS z Jeffersonem, w budynku nr 6.

Nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Zewsząd otaczały mnie ciekawskie spojrzenia.

Ja idę do czwórki, mogę pokazać ci drogę. – Tak, facet był przesadnie uczynny. – Mam na imię Eric.



Nowo poznany chłopak zamiast lecieć na boisko palić szlugi z kumplami oferuje ci pomoc w znalezieniu klasy. Czy:



a) dziękujesz za okazanie troski i cieszysz się, że pojawiła się szansa na nawiązanie pierwszej znajomości

b) traktujesz go z góry, mimo iż dzień wcześniej narzekałaś na brak kolegów?



Bitch: + 20



No cóż, powodzenia – powiedział, gdy już dotykałam klamki. – Może okaże się, że mamy razem jeszcze inną lekcję. – Wydawało się, że naprawdę mu na tym zależy.



Na moc Mary Sue nie ma mocnych – jedno spojrzenie i po tobie.



Mary Sue: + 5



Reszta przedpołudnia przebiegła według podobnego schematu. Pan Verner, nauczyciel trygonometrii, którego i tak bym nienawidziła ze względu na sam przedmiot, był jedynym, który kazał mi wyjść przed klasę i się przedstawić. Coś tam wyjąkałam, cała czerwona, i potknęłam się o własne buty, wracając do ławki.



Nienawidzenie nauczyciela ze względu na przedmiot który wykłada to zaiste dowód najwyższej dojrzałości. I w dodatku ten nieludzki oprawca kazał jej wyjść na środek klasy i powiedzieć, skąd przyjechała!



Bitch: + 20



Po dwóch lekcjach zaczęłam rozpoznawać pierwsze twarze. Zawsze też trafiał się ktoś śmielszy, kto podchodził do mnie, mówił, jak ma na imię, i wypytywał o to, jak mi się podoba w Forks.



Innymi słowy, bajka – zamiast zlać obcą, uczniowie liceum w Forks starają się, by Bella czuła się w ich gronie jak najlepiej. O co zakład, że ta mimoza i tak znajdzie powód do narzekań?



Pewna dziewczyna usiadła przy mnie i na trygonometrii, i na hiszpańskim, a potem poszła ze mną do stołówki na lunch. Była niziutka, przy moich 162 cm niższa ode mnie przynajmniej o głowę, ale nie rzucało się to tak bardzo w oczy dzięki jej fryzurze – burzy skłębionych, ciemnych loków. Nie pamiętałam, jak ma na imię, uśmiechałam się, więc tylko i kiwałam głową, przysłuchując się opisom lekcji i nauczycieli. Nie starałam się za tym wszystkim nadążać.



No i słusznie, co się będziesz uczyć zwyczajów plebsu; w XIX fabryce to robotnik miał znać nazwisko swego szefa, a nie na odwrót.



Bitch: + 40





Zaraz, moment – skoro jesteśmy na stołówce, to znaczy że są tam też...



To właśnie wtedy, jedząc lunch i próbując rozmawiać z siódemką wścibskich nieznajomych, po raz pierwszy ich zobaczyłam.

Siedzieli w kącie na przeciwległym krańcu stołówki. Było ich pięcioro. Nic rozmawiali i nie jedli, choć przed każdym stała taca nietkniętego posiłku. W odróżnieniu od większości uczniów nie gapili się na mnie, można się, więc było im przyglądać bez obawy, że któreś mnie na tym przyłapie.

Ale to nie ten brak zainteresowania moją osobą mnie zaintrygował.



Co zainteresowało naszą bohaterkę? Czy był/a to:



a) najnowszy model telefonu, którym bawił się jeden z nieznajomych

b) powalająca uroda całej grupy?



Tak! Zgadliście. Nasza heroina po raz pierwszy spotkała na swej drodze Cullenów. Tu następuje długi opis ich (idealnego) wyglądu, którego nie muszę przytaczać; Stefa zadbała o to, by czytelnik dowolnej części serii był w stanie narysować każdego członka familii nawet przez sen. Jedyną ciekawostką jest fakt, iż Matka Natura obdarzyła Edzia wyjątkowo skromną muskulaturą:



Trzeci, z rozczochraną, kasztanową czupryną, nie imponował budową ciała i wyglądał na najmłodszego z trójki.



Nawiasem mówiąc, skromność Belci osiąga nowe szczyty; Cullenowie mają szczęście, że nie ochrzaniła ich na miejscu za ten karygodny brak atencji.



Ego: + 100



Jak już wspominałam, perfekcyjność nowo poznanej grupy...Chwila, moment:



Wszyscy, niezależnie od odmiennego koloru włosów, mieli także bardzo ciemne oczy, a pod oczami głębokie cienie – sine, niemal fioletowe.



...Meyer? Cienie pod oczami nie są sexy. Bella chyba podziela moją opinię, bo po jej transformacji nie słyszeliśmy ani słowa o nagłym pojawieniu się śliw pod ślepiami. No, chyba że to taki ichni odpowiednik kontrolki, która mruga gdy kończy się paliwo...



Nie mogłam oderwać wzroku od tej dziwnej grupy, ponieważ ich twarze, tak odmienne, a tak do siebie podobne, były porażająco, nieludzko wręcz piękne. Takich twarzy nie spotyka się w rzeczywistym świecie, co najwyżej na wygładzanych komputerowo fotografiach w czasopismach o modzie lub na obrazach starych mistrzów, gdzie należą do aniołów. Trudno było zdecydować, które z piątki jest najpiękniejsze – może jasnowłosa piękność albo chłopak o kasztanowych włosach?



Ech, ta magia Imperatywu Narracyjnego: możesz być wymoczkowatym rudzielcem, ale jeżeli autorka wybrała cię na tru loffa dla swego alter ego, to w hierarchii przegonisz nawet Miss Universe.



Unikali wzroku innych uczniów, a i wzroku swoich kompanów, ich spojrzenia zdawały się prześlizgiwać po otoczeniu bez cienia zainteresowania. Niższa z dziewczyn wstała właśnie i podniosła ze stołu tacę – nawet nie otworzyła butelki z napojem ani nie nadgryzła jabłka – i odeszła z gracją spacerującej po wybiegu modelki. Przypatrywałam się oczarowana jej krokom godnym baletnicy, póki nie odstawiła tacy, by zniknąć za tylnymi drzwiami, co uczyniła szybciej, niż to się wydawało możliwe. Zerknęłam na pozostałą czwórkę, ale siedzieli nieporuszeni.



...Gdybym kombinowała przez tysiąc lat, nadal nie byłabym w stanie wymyślić gorszego kamuflażu dla swojej prawdziwej tożsamości. Podsumujmy: Cullenowie przychodzą na stołówkę, siedzą w milczeniu we własnym gronie, bujają się nad tacami z nieruszonym jedzeniem niczym dzieci z chorobą sierocą po czym wychodzą, po drodze odstawiając balet. W zasadzie jedyne, czego im brakuje to wielki, błyszczący transparent z napisem: „Jesteśmy zwykłymi nastolatkami. Serio. Nie zwracajcie na nas uwagi”.



(Tak właśnie prezentują się Cullenowie na stołówce. Podziękowania dla CraftyKhajitt za cudowną ilustrację ich genialnej konspiracji.)


Głupota: + 100



Co to za jedni, u licha? – zapytałam dziewczynę poznaną na hiszpańskim, której imię wyleciało mi z głowy.

(…)

To Edward i Emmett Cullenowie – wyszeptała – z Rosalie Hale i Jasperem Hale. Ta, która wyszła, to Alice Cullen. Wszyscy mieszkają u doktora Cullena i jego żony.

(...)

Całkiem fajni ci faceci – powiedziałam.

Było oczywiste, że to niedopowiedzenie.

O tak! – Jessica ponownie zachichotała. – Tyle, że wszyscy są sparowani. No wiesz, Emmett chodzi z Rosalie, a Jasper z Alice. I mieszkają razem – podkreśliła. W jej głosie wyczułam prowincjonalne zgorszenie. Ale, jeśli miałam być szczera, podobny układ i w Phoenix byłby tematem plotek.

Którzy to bracia Cullenowie? – spytałam. – Nic wyglądają na spokrewnionych.

Bo i nie są. Doktor Cullen to jeszcze miody facet, ma góra trzydzieści parę lat. Cała piątka jest adoptowana. Ale Hale’owie, ci blondyni, to brat i siostra – bliźnięta.

Takich starych to się chyba nie adoptuje, prawda?

Pani Cullen przygarnęła Jaspera i Rosalie, gdy mieli osiem lat. Teraz mają osiemnaście. To chyba ich ciotka czy coś.



Carlisle ma trzydzieści kilka lat, Esme – dwadzieścia sześć. Dla dobra sprawy przyjmijmy, że oboje uchodzą za trzydziestoparolatków. To oznacza, że musieliby przygarnąć dzieciaki w wieku około dwudziestu pięciu lat. Nie jest to niemożliwe, zwłaszcza, jeżeli byliby jedynymi żyjącymi krewnymi Hale'ów, ale...Stefciu, naprawdę nie byłoby łatwiej stworzyć pana doktora i panią doktorową jako osoby po czterdziestce? Przecież i tak byliby wiecznie pinkni i młodzi, a dzięki takiemu posunięciu uniknęlibyśmy absurdu w stylu Esme matkującej pięć lat młodszemu Jasperowi.



Głupota: + 75



Aha, Bello, czy mogłabyś wreszcie przestać podkreślać, jak bardzo głupi i zaściankowi są ludzie z prowincji? Naprawdę, twoje poglądy stałe się jasne dla wszystkich czytelników już w okolicach pierwszego akapitu.



Bitch: + 20



Ta rodzina to od dawna mieszka w Forks? – zapytałam. Powinnam ich była przecież zauważyć któregoś lata.

Nie – odparła Jessica nieco zdziwiona, jakby nawet dla osoby nowo przybyłej powinno być to oczywiste. – Sprowadzili się tu dwa lata temu z jakiejś miejscowości na Alasce.

Wiadomość tę przyjęłam z ulgą. Nie byłam jedynym cudakiem z innego stanu i z pewnością nie wyróżniałam się tak wyglądem czy zachowaniem. Zrobiło mi się ich nawet trochę żal, że mimo urody są nie do końca akceptowanymi outsiderami.



Nie żałuj, wyznam ci szczerze. Oni, podobnie jak ty, nie przepadają za przebywaniem z niższymi warstwami społecznymi. I co to u diabła znaczy „mimo urody”? W Forks, żeby zyskać kolegów, należy legitymować się przystojną facjatą?



Ten z rudawymi włosami, to, który? – spytałam.

(...)

To Edward. Wiem, wygląda zabójczo, ale nie zawracaj nim sobie głowy. Nie chodzi na randki. Najwyraźniej – żachnęła się, rozżalona – żadna z miejscowych dziewczyn nie jest dla niego dostatecznie ładna.



Cóż, za moich czasów cała szkoła już dawno huczałaby od plotek, że najmłodszy Cullen jest gejem.



Zaczęłam się zastanawiać, kiedy mógł odrzucić jej zaloty, i musiałam przygryźć wargę, żeby ukryć uśmiech. Edward siedział teraz odwrócony do nas bokiem, ale wydawało mi się, że ma uniesiony policzek, jakby też się właśnie uśmiechał.



Dwoje buców, znajdujących radość w deptaniu serc Bogu ducha winnych osób – to musi być miłość!



Bitch: + 20





Po posileniu się nadchodzi czas na lekcję biologii:



Właściwie to wszystkie miejsca były zajęte z wyjątkiem jednego na środku – koło Edwarda Cullena, którego rozpoznałam po oryginalnym kolorze włosów.

Podchodząc do biurka nauczyciela, żeby się przedstawić i poprosić o podpisanie arkusza, przyglądałam się chłopakowi ukradkiem. Kiedy go mijałam, cały zesztywniał i, co dziwne, rzucił mi rozwścieczone spojrzenie. Zaszokowana natychmiast odwróciłam wzrok i oblałam się rumieńcem. Potknęłam się o jakąś książkę i musiałam się podeprzeć o stół, żeby nie upaść.

(…)

Zauważyłam, że oczy Edwarda były czarne jak węgiel.

Pan Banner podpisał mój arkusz i wydał mi podręcznik, nie zaprzątając sobie głowy jakimś idiotycznym przedstawianiem mnie klasie. Poczułam, że będzie nam się dobrze współpracować.

Oczywiście, nie mając wyboru, musiał poprosić mnie, żebym usiadła koło Cullena. Nie wiedząc, co myśleć o wrogiej reakcji chłopaka, starałam się wcale na niego nie patrzeć. Położyłam swój podręcznik na stole i zajęłam miejsce. Zauważyłam przy tym kątem oka, że mój sąsiad zmienił w tym czasie pozycję. Odsunął się, jak mógł najdalej, niemal już spadał z krzesła i odwrócił twarz, jakbym wydzielała jakąś niemiłą woń. Dyskretnie powąchałam swoje włosy, ale czułam tylko ulubiony szampon o zapachu truskawek. Trudno było uwierzyć, że kogoś to odrzuca. Odgarnęłam włosy na prawe ramię, tak, żeby w jakiś sposób nas oddzielały, i starałam się skupić na tym, co mówił nauczyciel.



Och, nie przejmuj się, Bello; w każdej klasie trafi się jakiś burak. Po prostu nie zwracaj na niego uwagi i pociesz się, że niedługo będziesz zapewne miała okazję przesiąść się do kogoś życzliwszego.



Nie mogłam się powstrzymać i od czasu do czasu zerkałam na Edwarda zza kurtyny włosów. Przez całą godzinę się nie rozluźnił i nadal siedział na samym skraju ławki. Zauważyłam, że lewą dłoń oparł na udzie i zacisnął w pięść tak mocno, że widać było ścięgna. Tego uścisku także nie rozluźnił. Miał na sobie białą bluzę z długimi rękawami, ale te podwinął do łokci. Jego ręce okazały się z bliska zaskakująco mocne i muskularne. Wzięłam go wcześniej za chucherko pewnie dlatego, że siedział koło brata – ciężarowca.



No tak, głupia ja. Zupełnie, jakby McSparkle mógłby być w czymkolwiek daleki od perfekcji.



Lekcja zdawała się dłuższa niż inne. Może byłam już trochę zmęczona, a może czekałam na to, aż chłopak wreszcie rozluźni dłoń? Jak długo mógł ją tak ściskać? Do tego siedział całkiem nieruchomo i chyba wcale nie oddychał. O co chodziło? Zawsze się tak zachowywał, czy jak? Zaczęłam dochodzić do wniosku, że źle oceniłam Jessicę. Może jej niechęć nie wynikała ani z zazdrości, ani z odrzucenia?

To nie mogło mieć ze mną nic wspólnego. Ten facet widział mnie pierwszy raz w życiu.

Po raz kolejny zerknęłam w jego stronę i natychmiast tego pożałowałam. Znów na mnie patrzył, a jego czarne oczy pełne były obrzydzenia. Cała się skurczyłam, a do głowy przyszło mi wyrażenie „gdyby spojrzenia mogły zabijać”.

W tym samym momencie zabrzęczał dzwonek i aż podskoczyłam na krześle. Edward Cullen zerwał się z miejsca kocim ruchem, cały czas odwrócony do mnie plecami -okazało się, że jest o wiele wyższy, niż mi się wcześniej wydawało – i wypadł na dwór, zanim ktokolwiek inny w klasie zdążył choćby wstać.



Innymi słowy, facet zachowuje się w najlepszym przypadku jak ostatni prostak, w najgorszym – jak ktoś z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Zapewne panna Swan dziękuje losowi, że już po wszystkim i na następnej lekcji poprosi nauczyciela o zmianę partnera.



Asshole: + 100



Jesteś Isabella Swan, prawda? – zapytał męski głos.

Podniosłam wzrok. Koło mnie stał śliczny chłopak o słodkiej twarzy elfa i jasnych włosach pozlepianych żelem w pedantycznie rozmieszczone kolce. Ten tu z pewnością nie uważał, że śmierdzę.

Bella Swan – uściśliłam z uśmiechem.

Mike.



Zaraz...To Mike jest śliczny? Więc jakim cudem Belka pogardzała nim przez wszystkie te tomy???



Poszliśmy razem. Gadał jak najęty, za co właściwie byłam mu wdzięczna. Do dziesiątego roku życia mieszkał w Kalifornii, więc wiedział, jak musi mi brakować słońca. Dowiedziałam się, że chodzi też ze mną na angielski. Był najsympatyczniejszą osobą, jaką poznałam tu do tej pory.

Ale gdy wchodziliśmy już do szatni, spytał:

Co to było z Edwardem Cullenem? Dźgnęłaś go ołówkiem, czy co? Zachowywał się jak wariat.

Wzdrygnęłam się. A więc nie tylko ja to zauważyłam. A jego reakcja odbiegała od normy. Postanowiłam udać, że nie wiem, o co chodzi.

To ten, obok którego siedziałam na biologii?

Zgadza się. Wyglądał, jakby go coś bolało, czy co.

Hm... Nawet się do niego nie odezwałam.

To dziwny gość. – Mike zatrzymał się na chwilę, zamiast iść do swojej szatni. – Gdybym to ja miał fuksa siedzieć koło ciebie, na pewno bym cię zagadnął.

Pożegnałam go uśmiechem. Był miły i bez wątpienia mu się spodobałam, ale na Cullena nadal byłam wściekła.



Na fukające jeże, co tu się wyprawia? Bella miła dla Mike'a? Bella wściekła na Edzia??? Świat stanął na głowie!

A tak w ogóle:



Mary Sue: + 10





Jeszcze tylko odbębnimy mecz siatkówki i można wracać do domu.



W końcu doczekałam się dzwonka i poczłapałam do sekretariatu oddać arkusz z podpisami. Nie padało już, ale przybrał na sile chłodny wiatr. Objęłam się rękoma. Wszedłszy do przytulnego biura, zbaraniałam i zapragnęłam natychmiast się wycofać. Przy kontuarze stał nie, kto inny, jak Edward Cullen. Rozpoznałam go po rozczochranych miedzianych włosach. Na szczęście nie zwrócił uwagi na to, że do pomieszczenia weszła nowa osoba. Przycisnęłam się do ściany, czekając na swoją kolej. Chłopak wykłócał się o coś z sekretarką. Miał niski, pociągający głos. Z zasłyszanych strzępków szybko zorientowałam się, w czym rzecz. Usiłował zmienić swój plan lekcji tak, aby chodzić z inną grupą na biologię.

Trudno mi było uwierzyć, że to wszystko przeze mnie. Musiała istnieć jakaś inna przyczyna, coś wydarzyło się w sali od biologii zanim do niej weszłam. To, dlatego, a nie przeze mnie, był taki wzburzony. Przecież nie mógł, ot tak, zapałać do mnie nienawiścią.



Nasza heroina wykazuje w tym rozdziale niespotykaną jak na nią dawkę logicznego rozumowania. Miejmy nadzieję, że wkrótce jej przejdzie.



Obrócił się powoli i nasze oczy się spotkały. Jego twarz nadal była piękna – zważywszy na sytuację, absurdalnie piękna – ale wzrok miał przepełniony mieszaniną agresji i wstrętu. Przez chwilę bałam się, że się na mnie rzuci. Ciarki przebiegły mi po plecach. Spojrzenie chłopaka zmroziło mnie bardziej niż szalejąca za oknami wichura. Wszystko to trwało tylko kilka sekund.

Trudno – powiedział do sekretarki aksamitnym głosem, odwróciwszy się do mnie na powrót plecami. – Widzę, że rzeczywiście nic nie da się zrobić. Dziękuję za fatygę. – I wyszedł, nie patrząc w moją stronę.



No same powiedzcie, dziewczęta, która z Was nie chciałaby takiego fantastycznego chłopaka?



Asshole: + 200



Kiedy wsiadałam do samochodu, parking był już niemal zupełnie pusty*. Za kierownicą poczułam ulgę. Zdążyłam się już przywiązać do swojej furgonetki, była dla mnie namiastką domu w tej zarośniętej krzakami dziurze. Siedziałam tak przez jakiś czas pogrążona w myślach, ale wkrótce w szoferce zrobiło się chłodno, więc odpaliłam silnik. Całą drogę powrotną walczyłam z cisnącymi się do oczu łzami.



Nic dziwnego. To mógłby być taki miły dzień, gdyby nie ten dziwak...



...A, płaczesz, bo facet który potraktował cię ten sposób jest przystojny? No cóż, nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczka: albo uroda, albo maniery. A chyba wszyscy wiemy, co znajduje się wyżej w twojej hierarchii wartości...



Angst: + 20





Jak potoczy się (nie)znajomość z niewychowanym Cullenem? O tym w następnym odcinku.





Statystyka:



Bitch/Asshole: 3590

Angst: 1170

Ego: 225

Głupota: 205

Mary Sue: 15





Maryboo


25 komentarzy:

  1. Zachowanie Cullenów na stołówce - no comment, dzieci Stirlitza.
    Drama Llama urocza :D

    Cass.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drama Llama cudowna ;) Nie mogę przestać czytając to myśleć o 50 shades niby dwa i jedna trzecia tomu ale mózg ryje. Niezłe staty jak na 1 rozdział. Dziękuję za poprawę humoru. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Drama LLama jest zajebista :D!
    Czytając pierwszy rozdział można mieć wrażenie, że to będzie całkiem ciekawa książka. W końcu tyle wątków tutaj jest do rozwiązania! Ludzcy znajomi, wampiry (jeszcze nie wątpiry) i... no i dupa. Cokolwiek to miało już w następnych rozdziałam traci ręce i nogi. I fiutka też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Jeszcze jedno! Jako przyszła kosmetyczka rzeknę: niebieskie oczy czy rudość ma niewiele do bladości skóry.

      Usuń
    2. Otóż właśnie. A tak na dobitkę dodam, że sama mam bardzo jasną skórę przy brązowych oczach i tak z grubsza brązowych włosach. I, niestety, wyjątkowa w tym nie jestem, bo taki sam rozkład kolorystyczny prezentuje moja koleżanka z pokoju, koleżanka zza ściany, trzy koleżanki z drugiego segmentu, kilkoro kuzynów, sąsiadka i, obawiam się, połowa Polski. Sądzę, że w USA też nie jest to jakiś ewenement i tylko zastanawiam się, co każe Stefci uważać, że to takie niesamowite jest...

      Usuń
  4. O tak, Drama Llama wymiata :D
    Ja przyznaje szczerze, że czytając zmierzch (a było to chyba ledwo po jej wydaniu w polsce) stwierdziłam, ze jest nienajgorsza (oczywiscie wtedy myslałam, ze jest to twór jednotomowy). Mimo wszytko SMeyer miała jakiś tam pomysł, który włożyła trochę wysiłku, i jakiś sens się tam krył (pomijam sparklenie, bo nawet mnie to zabiło).
    Myślałam, też że analiza będzie z czystym kontem, ale widze przyzwyczajenia biora górę :P
    Niemniej nie zmienia to faktu, że uśmiałam się mocno i z niecerpliwością czekam już na kolejny odcinek :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Pico

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie najbardziej wkurzyło to: "Nienawidzenie nauczyciela ze względu na przedmiot który wykłada to zaiste dowód najwyższej dojrzałości.".
    Nienawidzę fizyki stale i niezmiennie, przy każdym pytania cała klasa się ze mnie śmiałą, bo profesor uwielbia żartować z głupich odpowiedzi, za cichego mówienia (które jest moją domeną) albo z niewiedzy.
    Mimo to jako człowieka go uwielbiam: jest sprawiedliwy, dobrze uczy, wymaga, ale rozumie też, że nie wszyscy wszystko zrozumieją.

    Dlatego tam mnie wkurza "nienawidzę nauczyciela bo nie umiem przedmiotu". Ugh, zachowanie rodem z gimbazy.

    Widać natomiast jedną rzecz: Meyerfaktycznie, MIAŁA POMYSŁ. Całkiem niezły nawet (prócz sparklenia), ale zamiast sprzedać komuś kto umie pisać wzieła se z motyką na słońce...

    OdpowiedzUsuń
  6. Woah, nie spodziewałam się na dzień dobry takiej punktacji, mimo że drzewiej sama to coś próbowałam zanalizować (poległam na wampirzym baseballu) i wiem, jakież to durne. ^^ Dołączam do fanklubu Drama Llamy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudna kwintesencja merysójkowości zapowiada się w tym tomie. Sam rozdział nawet nie taki wkurzający, może dlatego, że mało w nim drętwych dialogów - Edzio wszak jeszcze prawie się nie odzywa.

    Co do jednego mogę stanąć w obronie Belki:
    "Nienawidzenie nauczyciela ze względu na przedmiot który wykłada to zaiste dowód najwyższej dojrzałości. I w dodatku ten nieludzki oprawca kazał jej wyjść na środek klasy i powiedzieć, skąd przyjechała!"
    A ja rozumiem tę drugą część - wściekłość na nauczyciela za to, że kazał stanąć przed klasą i się przedstawić. Sama tego nadal nienawidzę, choć jestem chyba o jakieś 10 lat starsza od Belli.

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja czepiam się tego, że Bella nienawidziłaby go ze względu na sam przedmiot. Innymi słowy - od wejścia założyła, że facet zasługuje na pogardę tylko dlatego, że uczy matematyki. Podobnie jak Hyakki_Yakou zawsze byłam noga z fizyki, co nie zmienia faktu, iż moja fizyczka z gimnazjum była absolutnie cudowną osobą.

      A co do przedstawiania się...Bądźmy szczerzy - panna Swan to typ osoby, którą Angole zwykli określać mianem "attention whore". Widać to zresztą po ilości punktów, które przydzieliłam w kategorii "ego". Rozumiem niechęć do publicznych wystąpień; rzecz w tym, że gdy przyjrzymy się zachowaniu Belki to szybko ujrzymy, że ta dziewczyna tak naprawdę cierpi wtedy, gdy NIE znajduje się w centrum uwagi.

      Maryboo

      Usuń
    2. Toteż zaznaczam, że czepiam się tylko tej drugiej części cytatu; znienawidzenie kogoś za wykładanie przez niego nielubianego przedmiotu jest tak idiotyczne, że nie wiem, jak to przeszło przez korektę.

      Ale to była tylko taka dygresja na marginesie, bo tak jak piszesz - to wszystko takie pieprzenie "och, jaka ja skromna i nieśmiała, patrzcie wszyscy i adorujcie mnie".

      Melomanka

      Usuń
    3. No pardon, ale człowiek musi czasem pokonać strach przed powiedzeniem: "Cześć, jestem X, przyjechałam z Y, mam nadzieję, że się dogadamy" czy coś równie elokwentnego. Generalnie rozwiązuje to sprawę ciekawskich spojrzeń i szeptów "Kim u licha jest ta laska?", a przynajmniej znacznie je zmniejsza. Sama nie lubię publicznych wystąpień, ale bez przesady. Rozumiałabym, gdyby odpytał ją przy całej klasie naśmiewając się z braków jej wiedzy, czy coś w ten deseń.

      Usuń
    4. Rzeczywista nieśmiała i zakompleksiona dziewczyna, nie taka jak Bella, wolałaby dać się każdemu poznać pomału, na przykład siadając na różnych zajęciach z różnymi osobami, a nie dokonywać takiej autoprezentacji. Nieśmiała osoba uważająca się za szarą myszkę jest raczej przekonana, że nikt jej nie zauważa, a nie że wszyscy o niej szepczą i posyłają ciekawskie spojrzenia.

      Melomanka

      Usuń
    5. Wcięło mi cały komentarz, więc ograniczę się do stwierdzenia, że z kompleksami trzeba się mierzyć, a nie wściekać na sprawcę konfrontacji z tymi potworkami - dlatego nie usprawiedliwiłabym Belki, nawet, gdyby była autentycznie nieśmiała.
      No i myślę, że nawet najbardziej paranoidalny nieśmiałek wie, że nowość w małej szkole jednak budzi zainteresowanie.

      Usuń
  8. P.S. Tutaj zjadło Ci przecinek: "A, płaczesz, bo facet który potraktował cię ten sposób jest przystojny?"

    OdpowiedzUsuń
  9. Słusznie pisze Cass - dzieci Stirlitza, jako żywo.
    Czytałam to paskudztwo tak dawno temu, że zdążyłam zapomnieć, jaka Belka jest wkurzająca. Agghrr, to jej wieczne marudzenie! Heroina wizualizuje mi się jako skwaszona, nadęta prukwa.
    I to ocenianie ludzi wyłącznie pod kątem urody!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mały prezent na dobry początek: szkic Cullenów w stołówce (wybaczcie mi zdolności plastyczne, a raczej brak takowych): http://batysia.deviantart.com/art/Transparent-352576722
    Dobra robota, dziewczyny, i trzymajcie tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CraftyKhajitt, cudowne! Mogę to dorzucić do analizy (rzecz jasna, z oznaczeniem autora?)

      Maryboo

      Usuń
    2. Oczywiście, czuję się zaszczycona!

      Usuń
  11. Analiza prześwietna, idę czytać drugą część. Z jednym się tylko nie zgodzę - cienie pod oczami SĄ sexy. Ale w połączeniu z czarnymi włosami do pasa i czerwonymi oczami, a nie z byciem sparklącym pseudowampirem...
    Nefariel

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo trafne spostrzeżenia, świetnie mi się czytało! O mało nie umarłam ze śmiechu przy fragmencie o bolesnych przeżyciach Belki na rybach (molestujący ją Billy i Charlie leżący pijany nieopodal). Ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że ma naprawdę beztroskie życie. No i fajnie wytknięte wszystkie niekonsekwencje: boi się, że nie znajdzie przyjaciół, ale nie raczy zapamiętać imienia Jessiki i traktuje Erica jak namolnego podrywacza. Natomiast śliczny Mike jest traktowany życzliwie, a chamstwo przystojniaka Edka doprowadza ją do łez. Powód nie jest tajemnicą- tylko uroda się liczy i to też bezlitośnie punktujecie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fani i tak maja w DUPIE waszą opinie :P "Zmierzch zawsze SPOKO!!!" <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam, to sobie skomentuje i podzielę się swymi przemyśleniami. Bo tak czasami samobójczo próbuję dojść, co autor chciał napisać, tylko mu totalnie nie wyszło, i przy "Zmierzchu" też mi się to zdarzyło (to chyba klasyfikuje się jako guilty pleasure). Bella wkurzała mnie do stopnia, kiedy chciałam rzucić książką o ścianę, ale nie mogła, bo to był e-book i szkoda było komputera. Ale tak:
    Bellcia jest skupiona na sobie, nieśmiała i boi się świata, więc prześladuje ją, że wszyscy będą się na nią gapić - to ma sens w pewnych sytuacjach, nie wymagam od bohaterki bycia rozgarnięta i dojrzałą życiowo i w ogóle, niech se będzie ze stanów średnich stanów średnich siedemnastolatek w USA. Jest córką policjanta w niedużym mieście, gdzie ludzie się znają, a małomiasteczkowe "każdy gada o każdym i zagląda mu przez dziurkę od klucza" założę, że nie jest domeną li jeno Polski, więc daje to jakieś podstawy, by gdybać sobie, że ludzie będą jej ciekawi (ej, córka gliny jako znajoma może pomóc wyciągnąć z głupich tarapatów, np. durnego małego mandatu czy coś... nadzieja matką głupich, ale każdy jakąś matkę ma; traktuję ojca policjanta jako ekwiwalent bycia dzieckiem wymagającego nauczyciela itd. ludzie są jacy są i mogą gadać, to się zdarza, a życiowy pesymista będzie się tego spodziewał).
    Jako takie, jako "pomysł na postać", to się trzyma kupy, nawet jeśli z bohaterki wychodzi egocentryczka... ok. Nie muszę lubić bohaterki i nie musi być ona wzorem do naśladowania, mogę coś czytać w nadziei, że główna postać wpadnie, ku mej uciesze, pod czołg. Poza tym (udaję, że nie wiem, jak się to potoczyło) można mieć nadzieję, że deszczowe Forks ją uszlachetni i będzie powieść o wyższości małych miasteczek nad anonimowymi metropoliami.

    I z całym moim rozmyślaniem nad tym problem jest taki, że autorka strzela sobie po stopach opiniami Belli o matce, które niby mają pokazywać jej DOJRZAŁOŚĆ (pogrubiłabym, a nie pisała wielkimi literami, ale nie wiem jakie kody działają na blogspocie, przepraszam)... wiec albo jest ona (dorosłość) selektywna, albo dupa blada.
    Druga seria z kałasza po stopach, to rzucanie tymi wkurzającymi jak szlag analizami tego, co zrobi otoczenie i dlaczego. Jedno kuźwa, że spodziewam się, że ktoś zareaguje tak i tak, bo mi się tak wydaje, a drugie to patrzę z góry na wszystkich i wszystko o nich wiem @#$%^&*()(*&^

    Tyle mego rozmyślania. Analiza mi się podobała. Po kufeleku piwa za uwagę o zmyślności Cullenów i za ilustracje do tegoż c[] raz i dwa c[]! :) Za celność uwag o angstowaniu i podejściu do nauczania zdałby się jeszcze jeden, ale południe jeszcze nie ma i może to by już był e-alkoholizm.

    A! i skojarzyło mi się jeszcze, że może trauma do łowienie ryb wynikała z tego, że pływali na nie łódką i Bellcia rzygała jak mały kociak ilekroć zaczęło trochę bujać? Ale to znowu teoria, bo i tu autorka nie raczyła rozwinąć idei... Narracja pierwszoosobowa ma swoje ograniczenia, ale skoro bohaterka opowiada to "nam", to by mogła... @#$%^&*()(&^ Ta, mam marzenia i w ogóle. Już się zamykam i czytam dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nareszcie! Wasza analiza "Zmierzchu" jest świetna. Wreszcie - jakieś logiczne podejście. Szkoda, że dopiero teraz tu trafiłam. Za mną cała przeczytana seria i filmy też obejrzane. Na początku podchodziłam do tego neutralnie, ale to ciągłe niezdecydowanie Belki mnie rozwaliło. Jednak chyba nie żałuję, że poznałam książki i bohaterkę, bo teraz potrafię docenić pewne siebie, zaradne dziewczyny, a nie ofiary losu, totalnie niezaradne i nieprzystosowane do życia. Jestem pełna podziwu dla Was - nie boicie się krytyki ze strony fanów, a jeśli się pojawia odpowiadacie na nią inteligentnie, udowadniając swoją rację i nie obrażając nikogo. Brawo.
    Pozdrawiam xoxox
    Suzzy

    OdpowiedzUsuń
  16. – To Edward. Wiem, wygląda zabójczo, ale nie zawracaj nim sobie głowy. Nie chodzi na randki. Najwyraźniej – żachnęła się, rozżalona – żadna z miejscowych dziewczyn nie jest dla niego dostatecznie ładna.

    Cóż, za moich czasów cała szkoła już dawno huczałaby od plotek, że najmłodszy Cullen jest gejem."

    O, to, to. xD Ale w uniwersum Smeyer homoseksualizm nie występuje. Nie ma go i już.

    - tey

    OdpowiedzUsuń