Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział XV: Cullenowie

Nastaje poranek; naszą bohaterkę budzą promienie słońca, świergot ptaków oraz głos dobiegający z bujanego fotela:

Twoja fryzura przypomina stóg siana, ale i tak mi się podoba.

Nie. Proszę mi nie tłumaczyć, że dany fragment miał być w zamierzeniu dowcipny i uroczy, a Edzio okazuje w ten sposób czułość swej wybrance. To Cullen. WSZYSTKO, co wychodzi z ust tego buca, jest nacechowane zarozumialstwem, protekcjonalnością i poczuciem wyższości nad otoczeniem. Tekst, który można by uznać za formę flirtu w ustach normalnego nastolatka, w przypadku McSparkle'a jest dokładnie tym, na co wygląda: pozornym komplementem, który w rzeczywistości ma na celu wbicie szpilki w adresata.

Asshole: +1

Bella z radości, iż poprzednia noc nie była jedynie snem rzuca się rudzielcowi na kolana. Odpowiedź Warda?

Nie masz tak bogatej wyobraźni – zażartował.

Jeżeli każda uwaga twego partnera wygłoszona w twoją stronę jest słabo zakamuflowaną obrazą, to wiedz, że coś się dzieje.

Asshole: +1

Belcia martwi się, że Charlie nakryje Edwarda w jej sypialni, co - biorąc pod uwagę fakt używania przez tego drugiego alternatywnych źródeł połączenia z królestwem panny Swan - niechybnie zaprowadziłoby do serii niewygodnych pytań. Na szczęście okazuje się, że tatulo wybył już do pracy, uprzednio podłączając (rozłączony poprzedniego wieczoru) akumulator w autku córki.

- Muszę przyznać, że się rozczarowałem. Czy naprawdę powstrzymałaby cię byle awaria samochodu?

Edziu?



Mam serdecznie dosyć na dziś ciebie i twoich spostrzeżeń, a jestem zaledwie w połowie pierwszej strony tego rozdziału. Idź być burakiem gdzie indziej, bardzo proszę.

Asshole: +1

Bella udaje się do łazienki by wykonać poranne czynności (i to jeszcze nie koniec motywów rodem z blogaska w tym odcinku!), po czym spłoniona i podekscytowana wraca sprintem do swojego Adonisa. Okazuje się, że Edek skłamał (też mi nowość) – nie spędził przy swej lubej całej nocy, ale w pewnym momencie opuścił posterunek i udał się do domu w celu przebrania się.

Spałaś mocno, nic nie przegapiłem. – Uśmiechnął się łobuzersko. – Rozmowna byłaś
wcześniej.

...Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego ten facet jeszcze nie dostał w gębę? Furda poprzedni wieczór – ta uwaga ma na celu przypomnienie, że McSparkle spędził do tej pory w sypialni Belci kilkanaście godzin.

Ciemną, głuchą nocą.

Skradając się w zakamarkach pokoju.

Podsłuchując jej senne mamrotania (i zapewne przeszukując bieliźniarkę, bo dlaczego by nie?)

BEZ JEJ ŚWIADOMOŚCI I ZGODY.

I w dodatku go to bawi.

Asshole: + 30

Spojrzał na mnie z czułością.
Powiedziałaś, że mnie kochasz.
To już wiesz – przypomniałam mu, spuszczając wzrok.
Ale zawsze miło usłyszeć.
Wtuliłam twarz w jego ramię.
Kocham cię – szepnęłam.
Jesteś całym moim życiem.




Pamiętacie, jak w rozdziale dziewiątym oznajmiłam, że nie będę znęcać się nad słynnym cytatem mówiącym o nieodwołalnym zakochaniu na wieki, bo mam w zanadrzu coś lepszego? Tak. To jest właśnie to, co miałam na myśli.

Na początek musimy ustalić jedną rzecz: ten dialog nie jest zły sam w sobie. Ba, powiem więcej – to jest całkiem realistyczny zapis rozmowy pary nastolatków, która po raz pierwszy w życiu przeżywa słynne „motylki w brzuchu” i której wydaje się, że owo uczucie jest czymś absolutnie niespotykanym i wyjątkowym. Wystarczy sięgnąć po jakąkolwiek powieść młodzieżową, by przeczytać identyczne wyznania padające z ust zakochanych dziewcząt i chłopców.
Problem polega na tym, że w owych książkach jest jasno ukazane – poprzez spostrzeżenia wszechwiedzącego narratora lub dalszą akcję dzieła – iż dane miłosne zaklęcia są tyleż urocze, co naiwne i nietrwałe; młodzi ludzie zazwyczaj są dosyć zmienni w uczuciach (i mają do tego pełne prawo, będąc na początku ciernistej ścieżki życia i emocjonalnych zawirowań), a ukochany/a, który tydzień temu był/a całym światem, rychło może stać się zaledwie odległym znajomym. Takie życie.

Meyer napisała tę scenę na serio.

Czytając dzisiejszy rozdział, czytelnik ma się zachwycić głębią i siłą uczucia naszych gołąbeczków; owa deklaracja jest w zamierzeniu całkowicie poważna i wiążąca. To nie zauroczenie i hormonalna burza – to uderzenie Prawdziwej Miłości...która na tym etapie serii nie ma w ogóle prawa bytu.

Naprawdę. Rzekome uczucie Belki i Edwarda NIE MA SENSU. Ci dwoje spędzili ze sobą kilka tygodni, z czego połowa czasu zeszła im na wzajemnej niechęci; resztę godzin można by podzielić na wspólne lekcje biologii, spotkania na stołówce, wypad do Port Angeles i ostatnią dobę na Polanie Miłości. Edek i Belka nie wiedza o sobie kompletnie NIC. Owszem, Wardo podzielił się pewnymi szczegółami ze swojego życia, a panna Swan wypełniła ankietę dotyczącą znaku zodiaku i ulubionego owocu, ale to wszystko. Żadne z nich nie wie NICZEGO konkretnego na temat drugiej osoby. Jakie są jej/jego marzenia, plany, przekonania? Co z jej/jego systemem wartości (kwestia duszy i wiecznego potępienia, odbijająca się czkawką w następnych dwóch tomach)? Jak zapatruje się na kwestię wiary, niewolnictwa, homoseksualizmu? W końcu: jaką osobą jest właściwie mój partner? Cullen i Swan nie tylko tego nie wiedzą, ale co gorsza wcale ich to nie obchodzi. Ich „miłość” na tym etapie jest już w zamierzeniu całkowicie ukształtowana...I w sumie ciężko temu zaprzeczyć, biorąc pod uwagę, że w trzecim tomie BD, pomimo ślubu i potomka, ta dwójka wciąż kompletnie siebie nie zna i bynajmniej nie chce poznać. Edkowi wystarczy poddańcza natura i zapach lubej, a Belci piękna facjata ukochanego.

Musimy jednak pamiętać, że Stefa nie odbiera tego w ten sposób. Dla niej miłość Edwarda i Belli jest przypieczętowana na wieki wieków Ręką Przeznaczenia – ergo, perfekcyjna i kompletna. W Meyerlandzie prawdziwe uczucie to takie, które spada na ciebie z nieba w pełnym pakiecie, bez konieczności docierania się i poznawania drugiej osoby. Wspólne rozwiązywanie konfliktów i uczenie się sztuki kompromisu jest dla frajerów – twój partner powinien być skrojony wprost na miarę. Po co pracować nad związkiem i przekonywać się, że warto akceptować drobne wady drugiej połówki dla uczucia, które was łączy? Wpój się i daj sobie usunąć całą osobowość, by wasza relacja mogła po wsze czasy obfitować w tęcze i kucyponki.

Miłość nie działa w ten sposób, Stefa. Nie ma idealnych ludzi; każdy związek wymaga wysiłku i bycia otwartym na potrzeby i pragnienia drugiej strony.

Cóż jeszcze można dodać w tym temacie?



Dziękuję, Dean.

Głupota: + 1000
Lenistwo: + 2000
Kicz: + 200

Czas na śniadanie – oświadczył Edward znienacka. Chciał mi zapewne udowodnić, że tym razem pamięta o wszystkich moich człowieczych potrzebach. Podniosłam dłoń do gardła i spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach. Wyraźnie zbiłam go z tropu.
Żartuję – prychnęłam. – A twierdziłeś, że kiepska ze mnie aktorka!
Skrzywił się.
To nie było zabawne.

Fakt, ni cholery. Wiem, że żądza krwi McSparkle'a to jeden z najbardziej niekonsekwentnych motywów tej serii, ale biorąc pod uwagę niedawne deklaracje rudego tego rodzaju dowcip wskazuje na, ekhm, niezbyt wysoki iloraz inteligencji.

Głupota: +1

Edzio precyzuje, iż chodziło mu o śniadanie dla swej pani, po czym postępując zgodnie z opkowymi standardami, pomaga jej zejść na śniadanie:

Przerzucił mnie sobie przez ramię, delikatnie, ale i tak z zapierającą mi dech w piersiach zręcznością. Zniósł mnie po schodach ignorując moje protesty, a w kuchni posadził bezceremonialnie na krześle.

...Jakkolwiek Bella często sprawia wrażenie, że nie wszystkie śrubki w jej umyśle są właściwie naoliwione, pod względem fizycznym do tej pory prezentowała się bez zarzutu (minus niezdarność). Dlaczego Edek traktuje ją, jakby była niepełnosprawna, do diaska?! ONA SOBIE TEGO NIE ŻYCZY. A biorąc pod uwagę, o kim mowa, to stwierdzenia nabiera niezwykłej wręcz mocy. Postaw ją na podłodze i pozwól samej pokonać niebezpieczny dystans z sypialni do kuchni, ty dupku!

Tyran: + 20

Belcia konsumuje śniadanie i wypytuje rudego o plany na dzisiejszy dzień; okazuje się, że McSparkle zaplanował udanie się do Cullen Mansion w celu zapoznania ukochanej ze swoją rodziną. Belka obawia się, czy przypadnie do gustu przyszłym teściom, szwagrom i szwagierkom:

- Czy wiedzą, że znam ich sekret?
Wiedzą o wszystkim. – Uśmiechał się, ale w jego głosie słychać było niechęć. – Wczoraj nawet zakładali się o to, czy mi się uda. Nie wiedzieć, czemu, żadne, oprócz Alice, nie dawało mi szans. Ha!

...Wypowiadałam się na ten temat w ostatniej analizie. Odmawiam dalszego babrania się w psychice tych psychopatów. Aha, Bello?



, jeżeli po usłyszeniu tego rodzaju deklaracji nadal masz ochotę oglądać znaczki u Warda.

Głupota: + 30

- Tak czy siak, w rodzinie nie mamy przed sobą tajemnic. Trudno by było inaczej, skoro ja czytam w myślach, a Alice przewiduje przyszłość.

Dzisiejszy rozdział obfitował będzie w moje wynurzenia. Ale co mogę zrobić, skoro co chwilę natykam się na tego rodzaju kwiatki?

Ten krótki cytat potwierdza to, co zostało przeanalizowane wzdłuż i wszerz przez liczne grono antyfanów: rodzina Cullenów nie miałaby prawa bytu, gdyby Stefa posiadała bodaj śladową wiedzę z zakresu psychologii.

Pomińmy na chwilę dar Alice, który i tak okazuje się być skuteczny jedynie w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia oraz w czasie gradobicia i skupmy się na Edku. Wyobraźcie sobie, że wasz brat/ojciec/syn posiada moc czytania w myślach, której nie potrafi wyłączyć ani wyciszyć. Niezależnie od tego, jak bardzo się przed tym broni, słyszy i widzi KAŻDĄ z rzeczy, które tworzycie w swojej głowie – łącznie z najbardziej intymnymi i prywatnymi marzeniami i wspomnieniami.

Wyobrażacie sobie życie z kimś takim?

Potrzeba prywatności jest czymś, co posiada, ceni i miłuje każdy z nas. Nieważne, jak wielkim jesteś ekstrawertykiem – wszyscy potrzebujemy przestrzeni tylko dla siebie. Cullenowie są pod większym obstrzałem niż najniebezpieczniejsi z więźniów – bo nawet człowiek pozbawiony wolności osobistej ma prawo do zachowania dla siebie swoich przemyśleń i uczuć. Carlisle i spółka nie są indywidualnymi i niezależnymi bytami, ponieważ wszystko to, co tworzy nasze „ja” - pragnienia, obawy, opinie – automatycznie zostają pobrane przez Warda.

To scenariusz rodem z koszmaru. W prawdziwym życiu McSparkle – nieważne, jak bardzo kochany przez swoich bliskich – zostałby od nich odseparowany przynajmniej na odległość kilku przecznic. Życie z osobą, która pomieszkuje w twojej głowie w trybie 24/7 jest po prostu awykonalne.


A tak swoją drogą...dlaczego Edek sam nie zaproponował, że wyniesie się precz (choćby do centrum Forks), żeby zapewnić familii minimum prywatności? Kręci go podsłuchiwanie ich seksualnych fantazji, czy jak? Czy ten bubek ma w sobie choć ODROBINĘ empatii, do diaska?!

Asshole: + 2000

Tak, a Jasper owija cię sobie wokół palca tak, że nawet nie wiesz, kiedy zacząłeś się zwierzać.

Moc Jaspera to jedno z najbardziej przerażających zjawisk w tej serii; poświecę mu zdrową dawkę przemyśleń przy okazji rozdziału dwudziestego pierwszego.

Belka chce wiedzieć, czy to Ala przewidziała dzisiejsze odwiedziny; Edzio potwierdza, ale wydaje się przy tym być niezadowolony. McSparkle sugeruje, by panna Swan przedstawiła go swemu tacie. Prośba zdaje się być dosyć normalna i rozsądna, ale nasza heroina ma obiekcje:

Zamierzasz powiedzieć Charliemu, że jestem twoim chłopakiem, czy nie?
A jesteś? – Wzdrygałam się na samą myśl o tym, że Charlie i Edward mogliby znaleźć się w tym samym pokoju i miałoby jednocześnie paść słowo „chłopak”.
Cóż, przyznaję, w moim przypadku to określenie jest nieco naciągane.
Odniosłam wrażenie, że jesteś kimś więcej – zwierzyłam się, wpatrując w blat.

- Jesteś moim PRZEZNACZENIEM!!! Chłopak to takie...plebejskie określenie. Jessica czy Lauren – te mogą mieć „chłopaków”, ale ja...Ja mam swego własnego Adonisa!

Niemniej twój ojciec będzie musiał się dowiedzieć, dlaczego ciągłe kręcę się wokół jego córki. Nie chcę, żeby komendant Swan nałożył na mnie zakaz zbliżania się do ciebie.

...Ja...Nie. Wiecie co? Idźmy dalej. Po prostu idźmy dalej.


Bella kończy śniadanie i udaje się na górę, by dobrać strój na pierwszą wizytę u wampirycznej familii.

W końcu wybór padł na moją jedyną spódnicę – długą, w kolorze khaki, o sportowym kroju. Założyłam też ciemnoniebieską bluzkę z dekoltem, w której, jak stwierdził Edward we wtorek, ślicznie wyglądam. Zerknąwszy w lustro, upewniłam się, że moja fryzura pozostawia wiele do życzenia, więc związałam włosy w koński ogon.
Jest dobrze – mruknęłam do siebie, zbiegając po schodach. – Nic zbytnio uwodzicielskiego.
Nie spodziewałam się, że Edward czeka w przedsionku, i wpadłam na niego z impetem. Pomógł mi złapać równowagę, przytrzymał chwilę na wyciągnięcie ręki, a potem przyciągnął do siebie.
Mylisz się – zamruczał mi do ucha. – Wyglądasz bardzo uwodzicielsko. Tak kusząco... Nie, to nie fair.

Wiem, wiem, hormony i te sprawy...Ale naprawdę, Edziu? Długa spódnica khaki? Strach pomyśleć, jak zareagujesz na widok swojej dziewczyny w szortach.

Edek postanawia udowodnić Belli, jak bardzo jest pociągająca; w tym celu...Nie, musicie to zobaczyć, inaczej nikt mi nie uwierzy.

Palce Edwarda sunęły w dół po moich plecach, a oddech przyspieszył. Znów zaczęło kręcić mi się w głowie. On tymczasem pochylił się i wolno, ostrożnie, po raz drugi złożył na mych ustach pocałunek. Moje wargi rozwarły się odrobinę... A potem była już tylko ciemność.
Bello? – Edward tulił mnie mocno do siebie, żebym upadła. Słychać było, że się o mnie boi.
Zemdlałam... Przez ciebie – oskarżyłam go słabym głosem.

...Jeżeli ktoś jest w posiadaniu gifa, który w pełni oddawałby reakcję przeciętnego czytelnika na ten fragment, byłabym zobowiązana. Przejrzałam ich mnóstwo i zapewniam, że nic nie spełniło moich oczekiwań.

A niby jestem we wszystkim dobry – westchnął.
W tym cały problem. Jesteś za dobry. O wiele za dobry.

Prawdziwy Mistrz Przyciskania Warg o Wargi, nie ma co.

- Nie wiem, co się stało. Wydaje mi się, że zapomniałam o oddychaniu.

Wiesz, że te twoje dzieło jest marne, kiedy nawet reżyser ekranizacji wyśmiewa się z wybitnej tępoty głównej bohaterki (patrz: Emmett i żart o żuciu gumy w „Zaćmieniu”).

Głupota: + 300

Chcę mieć jasność. Zamartwiasz się nie, dlatego, że jedziemy do domu pełnego wampirów, tylko dlatego, że mogą cię nie zaakceptować, tak?
Zgadza się. – Nie dałam po sobie poznać, jak bardzo mnie zaskoczył, używając z taką swobodą unikanego do tej pory słowa.
Pokręcił głową.
Jesteś niesamowita.

Nie – jest głupia jak but i pozbawiona instynktu samozachowawczego. Bello, czyżbyś cierpiała na tę samą przypadłość co Dory z „Gdzie jest Nemo?”. Zapomniałaś już, że połowa tej familii GŁOSOWAŁA ZA POZBAWIENIEM CIĘ ŻYCIA?!

Głupota: + 300


Nasze gołąbeczki jadą (nie pytajcie, kiedy znaleźliśmy się w samochodzie – ot, taki przeskok czasowy) przez ciemny, ciemny las, aż w końcu oczom Belli (oraz czytelników) ukazuje się willa don Cullenów.

Nie wiem, czego się właściwie spodziewałam, ale z pewnością nie tego. Zgrabny, foremny budynek liczył sobie jakieś sto lat, a próbę czasu przeszedł z pewnością zwycięsko. Zbudowany na planie prostokąta, miał dwa piętra i ściany w kolorze złamanej bieli. Okna i drzwi były albo oryginalne, albo świetnie zrekonstruowane. Przed domem nie stał żaden samochód. Słychać było szum pobliskiej rzeki, ale kryła się widocznie gdzieś za ciemną ścianą lasu.

Ja tam się nie znam, ale jakim cudem panna Swan potrafi ot tak ocenić wiek budynku, który na pierwszy rzut oka najwyraźniej nie wyróżnia się niczym specjalnym?

Głupota: + 1

Wystrój wnętrza był mniej przewidywalny niż wygląd samego domu, zaskoczył mnie. Powitała mnie ogromna, jasna przestrzeń. Niegdyś parter składał się zapewne z wielu pokoi, ale większość ścian usunięto. Wychodząca na południe ściana naprzeciw była jednym wielkim oknem, za którym, w cieniu cedrów ciągnął się trawnik sięgający brzegu szerokiej rzeki. Nad częścią po prawej górowały masywne, drewniane, zakręcające schody. Zewsząd biły w oczy różne odcienie bieli – białe były deski podłogi, ściany, grube kilimy, a także belkowany sufit.

Biel pomieszana z bielą z subtelnym odcieniem bieli. Faktycznie, szczyt smaku i gustu. Mam nadzieję, że Esme (która, jak podaje leksykon, ukończyła architekturę i zajmuje się renowacją i urządzaniem każdego kolejnego domu, do którego się przeprowadza się rodzina C) nie zapomniała usunąć klamek i wyciszyć piwnicy.

Czas przywitać się z rodzicami wybranka:

Doktora Cullena widziałam już oczywiście wcześniej, ale mimo to poraziła mnie jego uroda i zadziwiająco młody wygląd. U jego boku, jak się domyślałam, stała Esme – jedyny nieznany mi jeszcze członek rodziny. Była tak samo blada i piękna jak pozostali, a coś w jej twarzy o kształcie serca i miękkich, falistych, jasnobrązowych włosach przywodziło na myśl niewinne dziewczęta z epoki kina niemego. Natura poskąpiła jej wzrostu, ale i zbędnych kilogramów, choć z pewnością miała bardziej zaokrąglone kształty niż reszta. Oboje byli ubrani na luzie, a jasne kolory ich ubrań harmonizowały z wystrojem domu. Uśmiechnęli się na mój widok, nie podeszli jednak bliżej. Domyśliłam się, że nie chcą mnie przestraszyć.

Primo: No, przynajmniej pamiętała o kaftanach.

Secundo: I po diabła tak się czają? Carlisle zapomniał już, że kilka dni wcześniej macał szyję Belki na ostrym dyżurze?

Głupota: + 5

Po krótkim przywitaniu do zebrania dołączają Alice z Jasperem. Ala rzuca się Belce na szyję i komplementuje jej zapach, co wprawia w zakłopotanie nawet resztę gruboskórnych Cullenów, a Jazz, który

miał w sobie coś z lwa

trzyma się na bezpieczny dystans (BTW, zakładam, że ów lwi pierwiastek to owa nieszczęsna koafiura, którą mieliśmy wątpliwą przyjemność oglądać w „Zmierzchu”).

Dziękujemy – odezwała się Esme. – Cieszymy się bardzo, że przyszłaś. – W jej głosie pobrzmiewał pewien ton, którego nie rozpoznałam od razu, ale w końcu zdałam sobie sprawę, że przyzwana matka Edwarda uważa, że przychodząc do ich domu, postąpiłam bardzo odważnie.

No...Przekroczenie progu domostwa ludzi którzy niedawno planowali twoją śmierć bez wątpienia wymaga wielkiej odwagi i jeszcze większej próżni między uszami.

Bella zauważa, że wśród zebranych nie ma Emmetta i Rosalie i obawia się, że jest to oznaka ich niechęci dla jej osoby. Cóż, trafiła w pięćdziesięciu procentach; co do Emmetta (który jest najbardziej wyluzowaną, dowcipną, odważną, Niesamowitą postacią w tym uniwersum, ex aequo z Charliem rzecz jasna), mam szczerą nadzieję, że zaplanował sobie na to popołudnie jakieś ciekawsze zajęcie niż robienie za członka najnowszego fan clubu panny Swan.

Zastanawiałabym się dalej nad nieobecnością tej pary, ale moją uwagę przykuła mina Carlisle’a. Spojrzał znacząco na Edwarda a kątem oka zauważyłam, że mój towarzysz kiwa głową. By nie wyjść na podejrzliwą, zaczęłam wędrować wzrokiem po pokoju.

Sexual subtext ahoy!

Instrument na podwyższeniu doprawdy robił wrażenie. Nagle przypomniało mi się moje marzenie z dzieciństwa. Obiecywałam sobie, że jeśli kiedykolwiek wygram w totka, kupię taki fortepian mamie. Nie była jakoś specjalnie uzdolniona w tym kierunku – grywała wyłącznie w domowym zaciszu na naszym pianinie z drugiej ręki – ale ubóstwiałam ją wówczas oglądać. Była taka radosna i zaabsorbowana, wydawało mi się, że to zupełnie inna osoba, jakaś tajemnicza istota, która wstąpiła w tak dobrze mi znaną mamusię.

Cytuję ten fragment nie dlatego, że jest specjalnie istotny dla dalszej fabuły, ale dlatego że jest – mówię absolutnie poważnie – jedynym w całej serii przykładem istnienia więzi między Renee a jej córką, o której istnieniu tak często przekonuje nas Meyer. Belka nie jest tu protekcjonalna, wspomina miłe wydarzenie z dzieciństwa i mówi o swej mamie z autentyczną czułością i przywiązaniem.

Pamiętacie, że pani Dwyer raz na zawsze zniknie z życia naszej heroiny tuż po uroczystości zaślubin, prawda?

Esme dostrzegła moje zainteresowanie.
Grasz? – spytała, wskazując fortepian.
Pokręciłam przecząco głową.
Skąd, ale jest tak piękny. To twój?
Nie – zaśmiała się. – Edward nie mówił ci, że jest muzykalny?
Muzykalny? – zerknęła z wyrzutem na mojego kompana. Zrobił minę niewiniątka. - Powinnam była się domyślić.
Esme nie wiedziała, o co mi chodzi.
Nie ma rzeczy, której by nie potrafił, czyż nie? – wyjaśniłam.

Belciu, ten goguś już i tak ma zdecydowanie zbyt wysokie mniemanie na swój temat (i fakt, że jest absolutnie najukochańszym z przybranych dzieci pana i pani doktorowej i najbardziej ubóstwianym z rodzeństwa bynajmniej nie pomaga) – przestań karmić jego ego, bo niedługo będzie zmuszony zamienić volvo na Macka.

Jasper prychnął,

Cóż, Bello, jakby ci to powiedzieć...Istnieją pewne dziedziny, w których - eufemistycznie rzecz ujmując - brak mu doświadczenia”.

a Esme spojrzała na Edwarda z przyganą w oczach.
Mam nadzieję, że się zbytnio nie popisywałeś – stwierdziła – Tak nie przystoi.

To miło, że Esme postanowiła zająć się wychowywaniem swego przybranego dziecka, ale jak się wkrótce przekonamy – trochę poniewczasie.

Stepfordzka żona sugeruje, by Wardo zagrał coś dla Belki. McSparkle przez chwilę się kryguje, ale ponieważ jego ego nie było głaskane już od dobrych dwudziestu sekund, rychło przystaje na propozycję.

A potem jego zwinne palce poszły w tany, tylko migały na tle kości słoniowej. Pokój wypełniła piękna melodia o tak skomplikowanej kompozycji, że sposób, w jaki radzi sobie z nią jedna para rąk, przechodził ludzkie pojęcie. Mimowolnie otworzyłam usta. Reszta rodziny, widząc moją reakcję, wybuchła stłumionym śmiechem. Edward przeniósł wzrok na mnie, nie przerywając gry, i mrugnął.
I jak, podoba ci się?
Sam to skomponowałeś? – Nareszcie to do mnie dotarło.
Przytaknął milcząco.
To ulubiony utwór Esme – dodał.
Zamknąwszy oczy, pokręciłam głową.
Coś nie tak?
Czuję się jak ostatnie zero.

Nie mogę odpędzić się od wizji Edka wykonującego solo utworu na cztery ręce.

Mary Sue: + 10

A tak swoją drogą – czujesz się jak zero, Bello, bo...Tak na dobrą sprawę, właściwie nim jesteś. Nie chodzi mi nawet o brak jakichś szczególnych talentów czy umiejętności. Ta dziewczyna nie ma żadnych pasji, marzeń, hobby – niczego, co definiowałoby jej osobę. Jej najwyższym (i jedynym) celem życiowym jest zmienić się w błyszczącą kukłę i spędzić resztę wieczności na ramieniu swego chłopa; sądząc po zakończeniu BD, nic się nigdy nie zmieni w tej materii.

Edzio wyznaje, że owa melodia (będąca w rzeczywistości kołysanką) została stworzona specjalnie z myślą o Belci. Ponieważ reszta rodziny rozpierzchła się po całym domu (najprawdopodobniej uznając, że wyrobili już dzienną dawkę podziwiania panicza), wypływa kwestia nieobecności państwa Cullen-Hale.

Cóż, [Emmett] uważa, że oszalałem, ale to mnie się czepia, a nie ciebie. Próbuję przekonać do ciebie Rosalie.

Biorąc pod uwagę odchyły Cullena obawiam się, że owe próby mają mniej wspólnego ze spokojną konwersacją a więcej z groźbami i niszczeniem mienia Rose. Jestem też pewna, że reakcja Emmetta brzmiała mniej więcej: „Stary, w tej rzece jest pełno rybek, musiałeś uprzeć się akurat na tę humorzastą lalę? Whatever, twoje małpy, twój cyrk. Lecę kupić najnowsze GTA” (Emmett, co robisz w tej rodzinie dewiantów? Powinieneś połączyć siły z Charliem; we dwójkę stworzylibyście Brygadę N i niczym superbohaterowie z komiksów ratowali świat przed złem i występkiem, w wolnych chwilach wyskakując na mecze i wyprawiając się na niedźwiedzie.).

Dlaczego tak ją drażnię? – Nie byłam pewna, czy chce poznać odpowiedź na to pytanie.
Teraz to Edward westchnął.
Z całej naszej rodziny Rosalie najbardziej męczy to, że... że musi być tym, kim jest. Ciężko jej pogodzić się z tym, że ktoś z zewnątrz zna jej sekret. No i jest odrobinę zazdrosna.
Zazdrosna? Zazdrości mi czegoś? – Trudno mi było w to uwierzyć. Jak ten chodzący ideał urody mógł mi czegokolwiek zazdrościć? Czego, u licha?

Przecież Rosalie jest TAAAKA piękna! TAAACY piękni ludzie nie mają żadnych zmartwień, marzeń czy lęków, prawda? TAAAKA uroda to synonim całkowitego szczęścia.

Głupota: + 50

...Z drugiej strony – czego, u licha, można zazdrościć Belli? Wszak Rose poślubiła Emmetta! W tym uniwersum to jak wygrać najwyższą nagrodę na loterii (No dobrze, Belka jest córką Charliego, ale na to już nic nie da się poradzić. Chociaż...myślę, że E&R byliby znacznie lepszymi dziećmi od panny Swan; KAŻDY byłby znacznie lepszym dzieckiem od panny Swan. Jestem pewna, że komendant w głębi duszy dobrze wie, że jego latorośl jest potworem. Kto wie, może Carlisle zgodzi się na wymianę? Wprawdzie to bardzo niesprawiedliwy układ – jęcząca mimoza za Niesamowitego faceta i zakochaną w motoryzacji, niezależną i silną dziewczynę, ale Wardo byłby szczęśliwy, a jak wszyscy wiemy, szczęście Brokatowego Księcia jest najwyższym celem familii pana doktora).

Edzio tłumaczy, że Rózia też chciałaby być człowiekiem; wyjaśnia też, że Jasper dostał odgórny nakaz trzymania się z daleka od wybranki brata ze względu na swój wzmożony apetyt. Nasza heroina chce wiedzieć, co sądzą o niej przyszli teściowie:

Cieszą się z mojego szczęścia. Poniekąd Esme zaakceptowałaby cię nawet, gdyby okazało się, że masz trzecie oko i błonę między palcami. Martwiła się o mnie od wielu lat. Bała się, że coś jest ze mną nie tak, że zbyt wcześnie zostałem przemieniony. Odetchnęła z ulgą. Za każdym razem, gdy cię dotykam, niemal zachłystuje się z ekscytacji.

...Przeczytałam ten fragment kilka razy. Niestety, nic się nie zmienia – za każdym podejściem brzmi to tak, jakby Esme popłakała się z radości usłyszawszy wiadomość, że jej wiecznie nadęty, pogardzający wszelkimi napotkanymi kobietami, dziewiczy syn jednak nie jest gejem.

-A co takiego Carlisle przekazał ci telepatycznie, że skinąłeś głową?
Zauważyłaś? – zdziwił się.
Oczywiście.
Edward pogrążył się na chwilę w myślach.
Przekazał mi pewne informacje. Nie był pewien, czy chciałbym, żebyś się o tym dowiedziała.

...Nie patrzcie tak na mnie. To nie moja wina, że ten rozdział jest wprost wyładowany seksualnym podtekstem.

Musisz, ponieważ przez następne kilka dni, a nawet tygodni, będę wobec ciebie trochę... nadopiekuńczy. Nie chcę, żebyś pomyślała, iż jestem urodzonym tyranem.



Okazuje się, że do Alice przewidziała, iż w Forks pojawią się nie-wegetariańskie wąpierze. Belcia wzdryga się na tę informację, co z kolei wywołuje reakcję Cullena:

Nareszcie jakieś normalne zachowanie! – mruknął. – Zaczynałem się już zastanawiać, gdzie się podział twój instynkt samozachowawczy.

Chłopie, daj spokój. Znając twoją lubą, to zapewne był dreszcz ekscytacji.

Grana przez Edwarda melodia, moja melodia, coraz bardziej melancholijna, dobiegła wreszcie końca. Ostatnia nuta pobrzmiewała jeszcze jakiś czas przejmująco.
Dziękuję – szepnęłam. W oczach miałam łzy. Zawstydzona otarłam je szybko wierzchem dłoni.
Edward dotknął delikatnie miejsca, w którym jedną przeoczyłam, po czym podniósł dłoń do oczu i przyjrzał się przechwyconej kropli. Tak szybko, że nie mogłam mieć pewności, czy naprawdę byłam tego świadkiem, włożył palec do ust i zlizał słony płyn.

...Każdemu podług woli, ale zabrzmiało to cokolwiek obrzydliwie.


Wardo oferuje swej pani wycieczkę po domostwie (Niespodzianka! Pierwsze piętro jest wyłożone „drewnem o barwie miodu”. Najwyraźniej wszystkie sklepy dla majsterkowiczów w Forks, Port Angeles i Seattle nie miały więcej białej farby na składzie). Niestety, nie dane nam jest poznać wystroju sypialni Emmetta i Rose (obstawiam fototapetę z Cadillakiem 62 Convertible na tle Gór Skalistych, a do tego telewizor plazmowy, najnowszy model PlayStation i gigantyczne łóżko z materacem wodnym) oraz Jaspera i Ali (obstawiam dużo różu, olbrzymią toaletkę, garderobę rozmiaru przeciętnej kawalerki i posłanie z koca leżące w kącie, służące za legowisko dla Jazza), widzimy natomiast pewien niezwykły ekwiwalent dla standardowych ozdób ściennych jak obraz czy zdjęcie rodzinne:

Bez obaw, możesz parsknąć śmiechem – powiedział. – Groteskowy efekt jest zamierzony.
Nie zaśmiałam się jednak, tylko odruchowo podniosłam rękę, jak bym chciała dotknąć owego artefaktu. Był to spory, drewniany krzyż. Pociemniały od starości kształt odcinał się od jasnej ściany.

McSparkle, możesz mi wytłumaczyć, co jest takiego zabawnego w krzyżu? Wiem, że Bella nie jest jeszcze świadoma twoich poglądów na kwestie duchowe (nie, żeby w ogóle ją to interesowało), ale dlaczego niby miałaby parsknąć śmiechem na ten widok? Każdy normalny człowiek założyłby po prostu, że gospodarz jest religijny.

Głupota: + 10

Krzyż, jak się okazuje, pochodzi z siedemnastego wieku i jest dziełem ojca Carlisle’a.

 
O nie. O, nie. Oto nadszedł ten moment. Czas na historię założyciela rodu.

Dobra wiadomość? Jest w niej mniej nieścisłości historycznych niż w historii Rosalie, córki bogatego bankiera działającego w okresie Wielkiego Kryzysu i narzeczonej powszechnie znanego i szanowanego człowieka biznesu pijącego pod latarnią w czasie prohibicji. Zła wiadomość? To nie oznacza, że nie ma ich wcale.

Edward wciela się w rolę narratora; ponieważ Was lubię, większość historii zostanie podana w telegraficznym skrócie. Carlisle urodził się tuż przed ustanowieniem protektoratu Cromwella. Jego tatuś był....cóż, dalsza część historii podaje, iż anglikańskim pastorem; niestety, mam wrażenie, że ktoś (Stefa, Carlisle lub Wardo) próbuje nas zrobić w konia, albowiem duchowni anglikańscy nie noszą tego miana. (Głupota: + 20) Był on też miłośnikiem polowań na czarownice, wampiry i inne potwory. Niestety, nie sprawdzał się dobrze w roli pogromcy:

Spalili na stosie wielu niewinnych ludzi, bo, rzecz jasna, ci, których z taką pasją szukał, nie dawali się tak łatwo złapać.
Kiedy pastor się zestarzał, obowiązki głównego łowczego przekazał swemu synowi. Z początku Carlisle nie spisywał się najlepiej – miał trudności z szafowaniem oskarżeniami i dostrzeganiem demonów tam, gdzie ich nie było.


Cullen senior palił, wieszał i topił niewinnych ludzi. Carlisle doskonale o tym wiedział – i nie tylko nie próbował powstrzymać tatula, ale wręcz sam przejął po nim pałeczkę i dla utrzymania statystyk od czasu do pory skazywał na śmierć niewinne osoby.


Niektóre cytaty naprawdę nie mieszczą się na żadnej skali punktowej. Są zbyt przerażające w swej wymowie. Wnioski pozostawiam Wam.

Był jednak sprytniejszy od ojca i wytrwały. Odkrył w końcu, że grupa prawdziwych wampirów mieszka w kanałach pod miastem.

Cofam wszystko, co mówiłam do tej pory o Carlisle’u. Ostatecznie, można chyba wybaczyć komuś bycie pozbawionym serca i empatii monstrum dobierającego sobie rodzinę pod kolor marynarki, jeżeli ów ktoś jest wybitnym geniuszem. A doktorek jest nim z całą pewnością – wynalazł wszak teleport.

...Meyer? Chcesz wiedzieć, co służyło siedemnastowiecznym Londyńczykom – ludziom żyjącym, było nie było, w ówczesnej metropolii - za ścieki? Tamiza. Szeroko pojęta kanalizacja zaczęła się kształtować na początku dziewiętnastego wieku. Sprawdzenie tego faktu zajęłoby ci jakieś dwadzieścia sekund. Gdzie, na wszystkie bóstwa greckie, podział się edytor tego szajsu?!

Głupota: + 20

Ludzie zabrali z sobą widły i pochodnie – Edward zaśmiał się ponuro – i otoczyli miejsce, w którym według Carlisle’a wampiry wydostawały się na ulicę.

Ponoć Carlisle przejął fach po ojcu. Jakim cudem przez te wszystkie lata nie załapał, że tego rodzaju broń nic im nie da w starciu z wąpierzem? Czy Cullen Senior był taką ciamajdą, że nie załapał w swej karierze ani jednego Meyepira?

Głupota: + 5

Okazuje się, że wampir nie był w ciemię bity; ostrzegł towarzyszy i sam rzucił się do ucieczki, by ściągnąć pogoń za sobą. Niestety, w połowie biegu zgłodniał i postanowił posilić się przed dalszym wyścigiem, chapnął więc przyszłego lekarza pierwszego kontaktu Forks Community Hospital i najadłszy się naprędce dał w długą. Reszta wieśnia...to jest, tłumu, pobiegła za nim, a tymczasem Carlisle wykrwawiał się na bruku. Ponieważ obawiał się, że zabiją i jego (wyjątkowo nie będę się czepiać hipokryzji takiego postępowania – Edek sam tłumaczy, że instynkt samozachowawczy w połączeniu z oślepiającym bólem wziął górę), postanowił schronić się w piwnicy pobliskiego domu w stercie gnijących kartofli, gdzie ukrywał się przez trzy dni, nie wydobywając z siebie nawet jednego jęku.

Pff. Zawsze wiedziałam, że ten przerażający ból przemiany to pic na wodę, skoro Belka dała radę przejść transformację po cichu (choć naćpana). Jestem pewna, że Emmett spędził ten okres flirtując ze swoją przyszłą żoną (Wardo, dla odmiany, płakał zapewne jak małe dziecko).


Tu opowieść się kończy, a wraz z nią końca dobiega i ten rozdział. W następnym odcinku poznamy więcej szczegółów z po-transformacyjnego życia doktora; dowiemy się także, co robią nastoletnie wampiry na gigancie. Zostańcie z nami!


Statystyka:

Asshole: 2033
Lenistwo: 2000
Głupota: 1742
Kicz: 200
Tyran: 20
Mary Sue: 10


Maryboo






43 komentarze:

  1. Jaki dowcip z gumą do żucia? :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, czytałam, nie komentowałam, to i się nazbierało. Ale dzisiaj po prostu MUSZĘ. Dlaczego? Jak widzę, nie jestem jedyną osobą, której wystrój Cullenów się skojarzył...

    Ze 'Zmierzchem' zetknęłam się, będąc piętnastoletnim dziewczęciem, zaliczającym pierwszą (i, niestety, nie ostatnią) odsiadkę w szpitalu psychiatrycznym. Skończyły mi się czytadła i stanęłam przed wyborem: czytać jeszcze raz to, co miałam, albo przejść się do szpitalnej biblioteczki. Wybrałam drugą opcję i nie był to najlepszy wybór... a czytając opis domu Cullenów, miałam skojarzenia z własnym otoczeniem. Patrzę w książkę - biało. Rozglądam się wokół siebie - biało... do dzisiaj przeklinam debila, który umieścił 'dzieło' w biblioteczce szpitala psychiatrycznego. ZWŁASZCZA tom drugi.

    Dziwię się, że nie zwróciłyście uwagi na soczysty kąsek w KwN: "– Pachniesz dokładnie tak samo tak jak za życia – ciągnął Edward – więc może rzeczywiście trafiłem do piekła."
    PIEKŁA. Spędzanie wieczności z ukochaną, którą uważał za zmarłą, uznał za PIEKŁO. Jako, że wtedy - dość słusznie - utorzsamiałam się z Bellą (tyle, że w odróżnieniu od niej, otrzymałam profesjonalną pomoc medyczną), zrobiło mi się jej autentycznie żal.

    Również nie widzę nic śmiesznego w krzyżu - jak również w menorze czy ikonach, a mam kolegów, którzy mają w domach jedno i drugie (nie naraz). Ot, element wystroju podkreślający tożsamość mieszkańca.

    Natomiast Edward mający siedemnaście lat od jakiegoś czasu kojarzy mi się nieodmiennie ze Światem Dysku. ("Ten sklep był tu zawsze" -"A czy wczoraj też był tu zawsze?").

    Esme czująca ulgę, że Edward nie jest gejem - miodzio. Aczkolwiek ja pomyślałam, że wampiryzm mu po prostu jajca urwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obstawiam iż dzieUo umieścił jakiś fan p. Meyer

      Usuń
    2. Mnie też się skojarzyło z urwaniem jajec. Że za wcześnie się przemienił, więc przeżył tak głęboki szok, że został impotentem. Albo że mu się kuśka dobrze nie wykształciła.

      Usuń
    3. Dobrze, ale "Księżyc w Nowiu" w biblioteczce szpitala psychiatrycznego - w którym się głównie "odsiadywało za schrzanienie próby samobójczej" to trochę jak paczka krówek u cukrzyków.

      Usuń
    4. Heh, przepraszam za średnio interesujący OT, ale będąc cukrzykiem zawsze staram się mieć pod ręką właśnie paczkę krówek, tak na czarną godzinę (tj. na wypadek hipoglikemii), coby nie omdlewać niczym nasza heroina, cmoknięta przez swego Adonisa.

      Ale wystarczy zamienić krówki na pączki, na ten przykład, a analogia będzie jak najbardziej trafiona.

      Usuń
  3. Twoja fryzura przypomina stóg siana, ale i tak mi się podoba.
    Święconą wodą psubrata! I kołkiem poprawić!

    No...Przekroczenie progu domostwa ludzi którzy niedawno planowali twoją śmierć bez wątpienia wymaga wielkiej odwagi i jeszcze większej próżni między uszami.
    Oj, to już historia, to już nieaktualne od wczoraj!(Kilerów2)

    Też nie widzę nic śmiesznego w krzyżach.
    jasne kolory ich ubrań harmonizowały z wystrojem domu - ja się pod wykładzinę nie ubieram, ale to ja..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, dobre, dobre. Jakbym miała wyciągnąć najlepsze fragmenty, musiałabym chyba skopiować całość.
    Też nie wiem jaki żart z gumą do żucia, zgaduję, że Bella mogła mieć problem z żuciem i robieniem czegoś innego w tym samym czasie, ale to mogło być też coś innego.
    Miłości z tyłka wzięte są ostatnio bardzo modne, szczególnie w komediach romantycznych czy serialach. Niestety ludzie to kupują, to kupili też i zmierzch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps to pierwsze "dobra" to miało też być "dobre" :)

      Usuń
  5. Brygada N nasunęła mi obraz Emmeta i Cherliego w ubraniach Atomówek...

    Analiza świetna, jak zawsze ^^

    Cass.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chce więcej Brygady N. To by było dobre.
    Ten fragment o matce był naprawdę dobry, szkoda, że tylko jeden na 4 tomy. Gj, Mejer, Gj.

    O, gifa mam, nawet dwa:
    http://i1239.photobucket.com/albums/ff515/blooddevis/tumblr_me3ncfXUU61rpn610o4_250_zps4f28dd41.gif
    http://i1239.photobucket.com/albums/ff515/blooddevis/tumblr_lohc95DGLj1qmtigao1_500_zps79d04127.gif

    Jaki żart z gumą też nie wiem :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tam, w czasach prohibicji Amerykanie chlali jak jeszcze nigdy przedtem (chociaż fakt, że raczej nie pod latarnią).

    Carlisle-dobrotliwy inkwizytor przerasta moje granice pojmowania. Szkoda, że w poczet kompletowanej w 20-stoleciu rodzinki nie dołączono jeszcze jasnowłosego, błękitnookiego młodziana, tak ładnie prezentującego się w brunatnej koszuli. Byłoby jeszcze sympatyczniej.

    Hasz

    OdpowiedzUsuń
  8. Za ten krzyż to się na panią Meyer obraziłam. Rozumiem nie każdy ma takie poglądy jakie chce. Ja jestem chrześcijanką i krzyż jest dla mnie bardzo ważnym symbolem.
    GDZIE JEST EDYTOR???????

    Ktoś zacytuje ten żart?

    Devis ten drugi lepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie znam dowcipu z gumą...

    OdpowiedzUsuń
  10. ,,Dowcip z gumą w Zmierzchu" jako nowa najczęściej wyszukiwana w Google fraza - to by było piękne!
    Maryboo, a może po skończeniu Zmierzchu miałabyś ochotę skrobnąć jakiś mały, malutki fanfik o tych nielicznych, dobrze napisanych postaciach? Bo, szczerze mówiąc, zakochałam się w wizji Charliego i Emmetta oglądających mecze futbolu i polujących na niedźwiedzie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. "Trudna sprawa iść i żuć gumę jednocześnie, nie?"
    Emmet chyba wtedy, jak Bella walnęła Jacoba i złamała przy tym rękę

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna charakterystyka bohaterki.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem to Wasza dotychczas najlepsza analiza :) Bardzo konkretna i wartko napisana.
    A co do Carlisle'a polującego na wampiry. Przecież to jest u diabła folklor słowiański, nieznany szerzej Anglikom w czasach wojny domowej - rozpowszechniać zaczął się dopiero w okresie czarnego romantyzmu, a szerzej po wydaniu "Hrabiego Draculi" Stokera. Przecież to jakaś piramidalna bzdura jest.
    Już prędzej bym łyknął to, że rodzina Carlisle zajmowała się polowaniami na czarownice, ale przecież też najczęściej za oskarżeniami o czary stali sąsiedzi oskarżonych...
    Chyba, że coś mieszam, a Meyer jednak nie zawaliła researchu.
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie uważacie, że byłoby ciekawie, gdyby Edward jednak był gejem (wiem, wiem, nie przy Stefie, mormońskiej aŁtorce) i zakochał się w Emmecie? Właśnie dlatego, że się nie zakochał, skłaniam się ku tej samej teorii, co Jantarka i Nefariel. No bo przecież Emmet był taki ŚLIIIIIICZNYYYY, że gdyby Edward miał skłonności ku chłopcom, to na pewno by się na Emmeta skusił!

    Jestem obecnie na wymianie studenckiej w Danii i (poza podłogami) niemal wszystko tu jest białe, nawet większość mebli, i nie jest to tylko kwestia akademika, bo w normalnych domach widzę to samo (mało ludzi używa zasłon, więc chcąc nie chcąc widzę wystroje wnętrz mieszkań na parterze). Duńczycy ożywiają wnętrza a to barwnymi poduszkami na kanapach, a to obrazami, a to kwiatami w kolorowych doniczkach, a to girlandami papierowych ptaszków (albo duńskich flag)... Czyżby więc pani Cullen inspirowała się Danią?

    Co do krzyża: w moim pokoju (w Polsce, nie pakowałam ich do Danii) wiszą trzy ikony. Żaden z moich gości nie śmiał się na ich widok, jeden zapytał, czy jestem prawosławna, co jest chyba dość normalnym pytaniem... mniej więcej tego rodzaju, co "O, grasz?" na widok gitary. A krzyż - z tego, co wiem od internetowych znajomych - w Stanach jest niemal tak standardowym 'elementem wystroju' co w Polsce. Chyba, że śmiech miał być reakcją na połączenie wampiry+krzyż, ale przecież Cullenowie mają się tak do wampirów, jak Miś Colargol do niedźwiedzia grizzly.

    A co do edytora: zapewne uznał, że na trzeźwo nie da rady, a po paru głębszych już te błędy przeoczył ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. (...)Ludzie zabrali z sobą widły i pochodnie(...)"
    Siłą rzeczy, nie mogę się powstrzymać, przed skojarzeniem ze Shreka- "Jontek, łop za widły! To łogr!".
    Niestety nie znalazłam gifa, ale myślę, że każdy pamięta ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Krzyża bym się nie czepiała, ja zauważyła CraftyKhajitt, Cullenowie uważają się za wampiry a te raczej unikają tego symbolu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ,,możesz się śmiać"? W takim kontekście pasowałoby raczej ,,możesz zapytać" o powód umieszczenia krzyża w domu wampirów. Ja tam śmiechem bym raczej nie wybuchała...

      Usuń
    2. A ja bym wybuchnęła śmiechem na widok Edzia w słońcu, a nie krzyża w jego domu...

      Usuń
    3. Gdybym się dowiedziała, że jedna z niewielu rzeczy, które mogą powstrzymać wampira, znajduje się w domu tegoż, to jedyny śmiech, jaki by mi się wyrwał z gardła, to histeryczny - "o my gaaaaaawd I'm gonnaaaaaa dieeeeeeee!!!".

      Usuń
    4. Mnie się jednak wydaje że Edzio wspomniał o tym ponieważ to taaaakie ironiczne. "Krzyż w domu wampirów? Łapiesz, hahaha..."

      Usuń
    5. No wiadomka "bo ja mam taaaaaki dystans do siebie, że przez sto lat byłem prawiczkiem".

      Usuń
  17. "...Jeżeli ktoś jest w posiadaniu gifa, który w pełni oddawałby reakcję przeciętnego czytelnika na ten fragment, byłabym zobowiązana. Przejrzałam ich mnóstwo i zapewniam, że nic nie spełniło moich oczekiwań."

    http://24.media.tumblr.com/5fab9fbe3a7b80f97261f71bbaddb3a9/tumblr_mklfy2XMPz1rvte8do1_500.gif

    Nada się?

    OdpowiedzUsuń
  18. Co do krzyza to bym sie nie czepiala. Zawsze uwazalam "cudowna" moc krzyza za... no coz, zabobon. Taki sam, jak wampiry. Tyle, ze krzyz byl/jest(?) remedium na wszystkie strzygi, wampiry i inne dziwoty. Mniej wiecej tak, jak kiedys dzwony koscielne.
    Gdybym zobaczyla u wampira krzyz, tez bym sie smiala. Religijny wampir, zart miesiaca. Nie, stulecia. Mniej wiecej taki sam, jak gleboko tradycyjnie religijny homoseksualista.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, właściwie głęboko tradycyjny religijny homoseksualista może istnieć, pod warunkiem, że zachowa całkowity celibat w kwestii seksu męsko-męskiego ^^
      Cass.

      Usuń
  19. Co się tyczy gifa...
    http://media.tumblr.com/tumblr_m52egnrY921r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m52eg035cw1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m52dbhcU0d1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m52de90R7R1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m53ystGA9Y1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m53ytdDd8d1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m53zg0IQ231r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bw1gzcpr1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bry7aDYu1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bs85MjRN1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bs9ex5oR1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bvohUemF1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bucmvWc01r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bul5zmkM1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m7bva4kUAP1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m94c10AVqd1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m5o88pi7oH1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m5o8bqR4gc1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m5oai2isKG1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m5obrdab4K1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m55tqkXZca1r3nkzc.gif
    http://media.tumblr.com/tumblr_m541ewIBvq1r3nkzc.gif

    Może któryś się nada, chociaż w przypadku tej sceny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstawienie 22 gifów, do których linki należy kopiować i wklejać w nowej karcie jest okrucieństwem. Ale stwierdziłam, że połączenie ich wszystkich mogłoby stworzyć reakcję, o której mówiła Maryboo.

      Usuń
    2. U mnie wystarczy kliknąć "otwórz odnośnik w nowej karcie" :(

      Plus: http://thefbismostunwanted.tumblr.com/post/50486324101

      Usuń
    3. Faktycznie, tak też się da, ale przy tym mój staruszek się zawiesza :( W każdym razie - ostatni gif świetny ;)

      Usuń
    4. U mnie się na przykład nie da, muszę kopiować każdy osobno.

      Usuń
  20. Serdecznie dziękuję wszystkim za podzielenie się gifami - są wspaniałe. Jakkolwiek nie istnieje na świecie żaden obraz, który wystarczająco wymownie podkreślałby mój stosunek do tej serii, możecie być pewni, że wykorzystam niektóre z nich w następnych analizach ;)

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzisiaj pisałam rozszerzoną bioloszkę i podstawową histerię (tak, idealne połączenie), dzięki lekturze tego oto bloga (którą skończyłam z powodu bólu głowy jakoś o pierwsze w nocy :( ), nie szłam na maturę zestresowana, przerażona... Dziękuję ślicznie za te odstresowanie <3 Bardzo, bardzo mocno ściskam i życzę wytrwałości... Cóż "Zmierzch" czytałam, będąc jeszcze w gimnazjum, mam taki fetysz, że wracam do wcześniej poznanych już książek i tak było w tym przypadku, jeśli z innych udaję mi się wyciągnąć jakieś ciekawe wątki, perełki, które kiedyś przeoczyłam, pochłaniając wszystko jednym tchem, tak tutaj... NO WAY. Przyznaję otwarcie, czytałam dzieuo majer z wypiekami, ale wtedy jak kolega do mnie powiedział "kupiłem ci kwiata" to był dla mnie szczyt romantyzmu, cóż.
    Jeszcze raz wielkie dzięki, ten blog uratował mnie przed zawałem serca! Czekam na więcej!
    A jak już wszystko takie wielkie, a największe ego Eduarda, to WIELKIE JOŁ na końcu, o :D

    P.S. Tak wiem wątek autobiograficzny w sumie zbędny, no ale, przepraszam...

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyznam szczerze, że prawie zapomniałam, co mam napisać w kometarzu bo przeczytałam poprzednie. I dalej mam banana na twarzy, bo zobaczyłam odniesienie do Świata Dysku (tak, zawsze tak reaguję).

    Sama nie zauważyłam, że dom Cullenów wyglądał jak szpital, ale zawsze zadawałam sobie kilka pytań. Skoro ten dom miał, według profesjonalnej ekspertyzy Belli, ponad sto lat, to jak, do jasnej cholery, dostali pozwolenie na wyburzenie ścian, zrobili wielkie okna w sypialniach i przerobili go na nowoczesny prostopadłościan?! Nie łatwiej było sobie wybudować jakiś obok? Zajęłoby krócej, a pewnie nasza męska Mary Sue poradziłaby sobie z tym w kilka dni (w końcu cement musi kiedyś schnąć).

    Ten krzyż, jako, że Belcia się z niecho śmiała, na zawsze posostał w mojej pamięci nie jako ozdoba ścienna, tylko jako taki kilkumetrowy. Od krzyżowania albo umieszcania na cmentarzach. Stary, masywny, toporny... Nawet ładniej by wyglądał.
    A jeszcze ładniej, gdyby taki Eduardo zaczął się pod nim zwijać z bólu.

    OdpowiedzUsuń
  23. będzie dziś analiza? czekam na nią cały wieczór :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam tu uparcie co 2 minuty - na razie efektów brak :c

      Usuń
    2. Ja też uparcie zaglądam i tylko patrzę jak podbijamy liczbę wyświetleń ;)

      Usuń
  24. A co do kanalow - kojarze z ekranizacji Trzech Muszkieterow scene, jak chyba z Milady uciekaja kanalami gdziestam po costam :P I nie sa to kanaly kanalizacyjne, miesci sie w nich lodka- Jest mozliwosc, zeby w Anglii tez cos takiego bylo?

    OdpowiedzUsuń
  25. "McSparkle, możesz mi wytłumaczyć, co jest takiego zabawnego w krzyżu?"

    Jemu chyba chodziło o to, że zwykle uważa się, iż wampiry się go boją. Powieszenie sobie krzyża na ścianie jest więc takim ironicznym puszczeniem oka.

    A kanały pod miastem rzeczywiście powstały w XIW wieku. Oglądałam program "Brudne miasta" i stąd wiem, że do tego czasu wszystkie śmieci i ścieki leciały do rzeki albo na ulicę. Miasto było jednym, wielkim śmietnikiem.

    - tey

    OdpowiedzUsuń