Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział XIV: Siła woli

Czas na następny rozdział pełen fantastycznie drewnianych dialogów naszych trulawerów. Tego nam właśnie trzeba.

Belka i McSparkle, którego wreszcie można tak nazwać, wracają do domu. Edzio oczywiście prowadzi samochód wspaniale lewą nogą, w ogóle nie patrząc na drogę. Już nie raz o tym wspominałyśmy, więc nie będę się rozwodzić nad tym, jaki to idiotyzm.

Nastawił radio na stację nadającą same stare przeboje. Leciała akurat jakaś piosenka z lat pięćdziesiątych i okazało się, że Edward zna wszystkie słowa, ja nigdy wcześniej nawet jej nie słyszałam.
- Lubisz takie kawałki? - spytałam.
- Muzyka w latach pięćdziesiątych to było to. Następne dwie dekady - koszmarne - wzdrygnął się na samo wspomnienie. - Dopiero lata osiemdziesiąte były znośne.

WHAT THE FUCK?!? Lata 60-te i 70-te były koszmarne pod względem muzyki? Czy ten facet się szaleju nażarł? Gusta gustami, ale skreślać dwie naprawdę niezłe dekady bez żadnego wyjaśnienia czy przykładu, no ja przepraszam. Mamy więc następny dowód na to, że Stefa zna się na muzyce, jak na wszystkim innym. Borsko.

Belka pyta Edka, ile ten zmurszały staruch ma właściwie lat.

- Urodziłem się w Chicago w 1901 roku. - Przerwał, by sprawdzić, jak zareaguję na tę rewelację. Chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, miałam się jednak na baczności i nie dostrzegł w moją twarzy ani cienia zdumienia. Uśmiechnął się delikatnie. - Carlisle natrafił na mnie w szpitalu latem 1918. Miałem wówczas siedemnaście lat i umierałem na grypę hiszpankę.

Edzio odpowiada Belce, jak Carlisle go uratował przed pewną śmiercią, a także później skompletował sobie rodzinę.

- Co z twoimi rodzicami?
- Zmarli na grypę przede mną. Byłem sam na świecie. Dlatego mnie wybrał. W chaosie szalejącej epidemii nikt nie zwrócił uwag na to, że zniknąłem.
- Jak cię... ratował?
Wydało mi się, że próbuje starannie dobrać słowa.
- To trudne. Niewielu z nas potrafi się dostatecznie kontrolować. Ale Carlisle zawsze miał w sobie tyle szlachetnego człowieczeństwa, tyle współczucia... Nie znajdziesz drugiego takiego w annałach naszej historii, nie sądzę. - Przerwał, by dodać po chwili: - Co zaś się mnie tyczy, doświadczenie to było po prostu niezwykle bolesne.
Poznałam po jego minie, że już więcej mina ten temat nie powie i choć nie przyszło mi to łatwo, poskromiłam własną ciekawość. Teraz, gdy już znałam historię Edwarda, musiałam przemyśleć sobie pewne kwestie. Wiele pytań z pewnością jeszcze nawet nie przyszło mi do głowy. Nie miałam wątpliwości, że dzięki lotności swego umysłu on zna je już wszystkie doskonale. Moje rozmyślania przerwał dalszy ciąg jego opowieści. - Kierowała nim samotność. Zwykle to właśnie ona jest powodem, dla którego postanawia się kogoś uratować. Byłem pierwszym członkiem rodziny Carlisle'a. Esme dołączyła do nas wkrótce potem. Spadła z klifu. Trafiła prosto do szpitalnej kostnicy, ale jakimś cudem jej serce nadal biło.
- Więc trzeba być umierającym, żeby zostać... - zawiesiłam glos. Nigdy nie używaliśmy tego słowa i teraz również nie przeszło mi przez usta.
- Nie, nie. To tylko Carlisle tak postępuje. Nie mógłby zrobić tego komuś, kto miał inny wybór. - Za każdym razem, gdy Edward mówił o swoim przyszywanym ojcu, w jego głosie słychać było ogromny szacunek. - Chociaż, nie przeczę, wspominał, że gdy tętno wybranej osoby niknie, łatwiej trzymać się w ryzach. - Przeniósł wzrok na ciemną już zupełnie szosę i wyczułam, że i ten temat został właśnie zakończony. - A Emmett i Rosalie?
- Carlisle sprowadził Rosalie pierwszą. Bardzo długo nie zdawałem sobie sprawy, że liczył na to, iż stanie się ona dla mnie tym, kim Esme stała się dla niego. Dbał o to, by nie rozmyślać przy nim o swoich planach. - Tu Edward wzniósł oczy ku niebu. - Zawsze jednak traktowałem ją wyłącznie jak siostrę. Dwa lata później znalazła Emmetta - mieszkaliśmy wtedy w Appalachach. Pewnego dnia, podczas polowania, natrafiła na chłopaka, którego zaatakował niedźwiedź. Natychmiast zaniosła go na rękach do Carlisle'a, choć miała do przebycia ponad sto mil. Bała się, że, sama nie da rady. Dopiero teraz zaczynam powoli rozumieć, jaką ciężką próbą musiała być dla niej ta podróż. - Zerknął na mnie znacząco, uniósł nasze splecione dłonie, by pogłaskać mnie wierzchem dłoni po policzku.
- Ale udało jej się - zauważyłam dopingującym tonem odwracając wzrok. Piękno jego oczu było nie do zniesienia.
- Udało - przyznał. - Zobaczyła coś takiego w jego twarzy, co dało jej tę siłę. I od tamtego czasu są parą.

Na Wielkiego Cthulhu, nie wiem, od czego zacząć. Nie znoszę Carlisle’a. Podczas analizowania opowieści Rosalie w ZU stwierdziłam, że Carlisle ma kompleks Boga, który dobiera sobie rodzinkę po wyglądzie. Zwrócono mi uwagę, że jestem niesprawiedliwa, bo doktorek to taki współczujący i wspaniałomyślny zbawca. BULLSHIT!

Synka kombinuje sobie, bo jest samotny. Potem załatwia sobie żonkę. Rózię zmienia, żeby Edek miał kogoś do pary. Jak to nie wychodzi, to przemienia Emmetta na prośbę Rozalki, bo chłopak jej się podoba. Żadnemu z tych ludzi nie zostawia wyboru. Przypominam, że Esme wylądowała w kostnicy, bo chciała się zabić po śmierci swojego dziecka, zaś Rózię doktorek znalazł ledwie żywą po gwałcie zbiorowym. Szczerze wątpię, czy chciałyby dalej żyć lub raczej egzystować jako krwiożercze monstra, gdyby miały coś do powiedzenia. Zresztą i tak nikt ich nie pytał. „Nie mógł zrobić tego komuś, kto miał wybór”. Ja pier…niczę, niech mnie ktoś trzyma, bo jak widzę takie współczucie, to mam ochotę rzucić czymś ciężkim. Śmierć też jest wyborem, nie mnie oceniać czy lepszym czy gorszym w takiej sytuacji, ale nim jest. I w ogóle jakie ten facet ma kryteria? Zmienię cię, bo jesteś piękna/y i młoda/y, żal, żeby to się zmarnowało.
Facetowi musi robić dobrze poczucie, że panuje nad czyimś życiem i śmiercią. Pewnie dlatego też pracuje jako lekarz. A jak już przy tym jesteśmy, to mam następny problem. Taki utalentowany z niego doktor, który może otworzyć jakieś laboratorium i dokonywać niesamowitych odkryć medycznych (no co, w końcu to Cullen, oni są zajebiści), a pracuje na izbie przyjęć na jakimś zadupiu, ryzykując, że pewnego dnia mu wreszcie odbije i kogoś zeżre. Jego kasa i doświadczenie mogłyby pomóc ludziom w sposób bardziej globalny. Kwestię zakamuflowania tego, że się nie starzeje, można jakoś rozwiązać i doktorek przydałby się do czegoś wielkiego. Ale nie, po co, Stefa nie myśli takimi kategoriami.

No i co z niego za pater familias, skoro pozwala nieszczególnie zrównoważonemu Jasperowi łazić do szkoły, gdzie Hale ma mnóstwo pokus, a Edkowi nie stara się jakoś specjalnie wybić z głowy zadawania się z dziewczyną, która ma szczególnie pociągający zapach. Carlisle ma to po prostu w dupie, bo wcale mu na ludziach nie zależy. (+3000 asshole) (+1000 zły ojciec)


Oczywiście nie usłyszeliśmy jeszcze carlislowego back story, ale ten fail jeszcze przed nami, więc nie chcę za bardzo wyprzedzać.

Tylko Alice i Jazz nie zostali przemienieni przez Carlisle’a.

- Alice i Jasper to dwa bardzo rzadkie przypadki. Oboje „nawrócili się”, jak to określamy, bez żadnej ingerencji z zewnątrz, Jasper był członkiem innej... rodziny, hm, bardzo osobliwej rodziny. Wpadł w depresję, odłączył się od grupy. Wtedy znalazła go Alice. Podobnie jak ja, obdarzona jest pewnymi zdolnościami, które nawet wśród nas uważane są za niezwykłe.
- Naprawdę? - przerwałam mu zafascynowana. - Ale przecież mówiłeś, że tylko ty potrafisz czytać ludziom w myślach.
- Zgadza się. Ona wie o innych rzeczach. Widzi... widzi rzeczy, które mogą zdarzyć się w przyszłości. Ale tylko mogą. Przyszłość nic jest pewna. Wszystko może się zmienić.

Talent Alicji pojawia się tylko wtedy, kiedy pozwala to popchnąć fabułę, która gdzieś utknęła lub rozwiązać jakiś problem szybko i bezboleśnie. (+3 lenistwo) Kiedy dar nie jest potrzebny, Stefka o nim zapomina. Poza tym talent Ali jest strasznie niedoprecyzowany i niespójny. Niby zależy od podjęcia przez kogoś decyzji, ale często Stefa tego też się nie trzyma.

Ed opowiada Belce o innych wąpierzach. Większość to nomadowie, tylko niewielki procent postanawia nie żreć ludzi i może wśród nich mieszkać.

- Zdarzało się, że i któreś z nas wędrowało samotnie, ale z czasem, jak zresztą wszystko inne, robi się to nużące. Chcąc nie chcąc musimy na siebie wpadać, bo większość preferuje północ.
- Dlaczego północ?

Belciu, jesteś idiotką. (+15 głupota) Nawet McSparkle tak uważa.

- Gdzie miałaś oczy na łące? - zadrwił. - Czy sądzisz, że mógłbym wyjść na ulicę przy słonecznej pogodzie, nie powodując wypadków samochodowych? Wybraliśmy tę część stanu Waszyngton właśnie dlatego, że to jedno z najbardziej pochmurnych miejsc na świecie. Miło jest móc wyjść z domu w dzień. Nawet nic wiesz, jak bardzo można mieć dość nocy po niemal dziewięćdziesięciu latach.

Szczerze wątpię, żeby brokatowy facet wywołał takie poruszenie, żeby powodować wypadki i siać panikę. Ale o tym mówiłyśmy wielokrotnie. Wspominałam też o tym, że podczas pochmurnej pogody i w ogóle w jakimkolwiek świetle, także tym sztucznym, nasze mejerpiry powinny się sparklić chociażby lekko. Konsekwencja, logika, takie tam pierdoły, po cholerę ja się znowu powtarzam… (+50 głupota)

Alice nie zna swego, ekhm, stwórcy, bo ją olał/olała zanim Ala się przebudziła jako wąpierz. Dzięki wizjom przedstawiającym Jazza i sielankę wśród Cullenów nie zmieniła się jednak w potwora jedzącego ludzi.

Belka robi się głodna, więc gołąbeczki postanawiają wreszcie ruszyć zady z samochodu, który już od dobrej chwili stoi zaparkowany przez rezydencją Swanów.

Dotarł do drzwi pierwszy i otworzył je przede mną. Chciałam już wejść, ale zatrzymałam się na progu.
- Drzwi były otwarte?
- Nie, użyłem klucza spod okapu.
Zapalałam właśnie w przedsionku lampę na ganku. Odwróciłam się z wyrazem zdziwienia na twarzy. Byłam przekonana, że nigdy nie pokazywałam mu, gdzie chowamy klucz. 
-Byłem ciekawy, jaka jesteś - usprawiedliwił się.
- Podglądałeś mnie? - Jakoś nie umiałam należycie się oburzyć, pochlebiało mi jego zainteresowanie.
- Co innego pozostaje do roboty po nocy? - odparł bez cienia skruchy.

No czyż nie wspaniały chłopak z tego Edwarda? Wcale nie zachowuje się jak psychopata-prześladowca, który z krzaczorów za domem obserwuje swoją nową ofiarę.

Belka na razie nie chce wchodzić w ten temat, a powinna. Właściwie to powinna polecieć do ojca, opowiedzieć mu o stalkerze i załatwić zakaz zbliżania. Ale to w końcu Belka. Jej to schlebia.

Edward wyprzedził mnie, nie potrzebując przewodnika, po czym usiadł na tym samym krześle, na którym próbowałam go sobie wcześniej wyobrazić. Jego uroda rozświetliła całe pomieszczenie.

No cóż, akurat do rozświetlania pomieszczenia pan Discoball nadaje się idealnie. Belcia postanawia jednak wypytać Cullena o jego wizyty, robiąc sobie w międzyczasie jedzenie.

- Jak często?
- Co, co? - Musiał właśnie rozmyślać o czym innym.
- Jak często tu przychodzisz? - Nadal stałam odwrócona do Edwarda plecami.
- Niemal każdej nocy.




Okazuje się, że Ed uważa Bellissimę za uwaga, uwaga „interesujący obiekt obserwacji”, bo ta mówi przez sen. Wow, cóż za komplement. (+5 asshole) Belka wpada w histerię. I to nie z powodu prześladowania, ale tego, że Edek mógł usłyszeć coś zawstydzającego.

- Tęsknisz za mamą - wyszeptał. - Martwisz się o nią. Kiedy pada, od szumu deszczu rzucasz się w łóżku. Dawniej mówiłaś dużo o domu, ale ostatnio coraz rzadziej. A raz powiedziałaś „TU jest za zielono!”. - Zaśmiał się łagodnie. Domyśliłam się, że sam z siebie nie powie mi wszystkiego, obawiając się, że mnie urazi.
- Co jeszcze? - zażądałam. Wiedział doskonale, do czego piję.
- No cóż, słyszałem parę razy swoje imię. Westchnęłam pokonana.
- Ile razy? Często?
- Co masz dokładnie na myśli, mówiąc „często”?
- O nie! - Zwiesiłam głowę.
Wziął mnie pod brodę, delikatnie, swobodnie.
- Nie przejmuj się - szepnął mi do ucha. - Gdybym mógł śnić, śniłbym tylko o tobie. I nie wstydziłbym się tego.

Rozumiem, że to miało być romantyczne, ale wyszło kiepsko, biorąc pod uwagę kontekst.

Do domu wraca Charlie, więc Edek się ulatnia. Belka odgrzewa ojcu zapiekankę. Swanówna tak się spieszy, żeby tylko pójść do siebie, że nie uchodzi to uwadze ojca. Charlie pyta, czy Belka nie ma przypadkiem jakichś planów na sobotni wieczór, np. randki. Belcia oczywiście zapewnia ojca, że nie ma zamiaru się z nikim dziś spotkać. Biedny Charlie, gdyby tylko wiedział, już ładowałby shotguna. Belka leci wreszcie do siebie.

Drzwi od sypialni zamknęłam za sobą na tyle głośno, że usłyszał, a potem natychmiast podbiegłam na palcach do okna. Otworzywszy je na oścież, wyjrzałam w mrok, przeczesując wzrokiem ciemną ścianę lasu.
- Edward? - szepnęłam, czując się jak kompletna idiotka - Zza moich pleców dobiegł stłumiony chichot.
- Tu jestem.
Odwróciłam się na pięcie. Ze zdumienia dłoń sama powędrowała mi pod szyję.
Edward leżał wyciągnięty w swobodnej pozie na moim łóżku, z rękami pod głową i szerokim uśmiechem na twarzy.

Czy tylko ja mam skojarzenia z każdym slasherem, w którym nagle za plecami roznegliżowanej bohaterki wyrasta morderca z siekierą, który czekał na nią w ukryciu od początku sceny? Stefka zupełnie nieświadomie wprowadza do swojego „dzieła” akcenty z prawdziwego horroru i stara się z tego zrobić epicki romans. Wow.

Bellissima powoli uspokaja się po tej niespodziance i postanawia przygotować się do snu. Dostajemy iście ałtoreczkowy opis procesu, włącznie z ukazaniem mycia zębów w odpowiedni sposób. (+1 zbędność) Łabędziątko schodzi, żeby powiedzieć ojcu dobranoc i wraca szybko do swojego adonisa.

Edward wziął mnie pod brodę i przyjrzał mi się uważnie.
- Cóż, z pewnością wyglądasz na rozgrzaną po prysznicu.
Pochylił się ostrożnie i przyłożył swój chłodny policzek do mojego. Zamarłam. Edward zaczerpnął powietrza.
- Mmm... - westchnął, rozkoszując się moim zapachem.
Oszołomiona jego dotykiem nic mogłam zebrać myśli. Sformułowanie jednego zdania zabrało mi dobrą minutę.
- Mam wrażenie, że coraz łatwiej ci ze mną przebywać.
- Tak sądzisz? - zamruczał, sunąc nosem do góry. Poczułam, że ruchem delikatniejszym od skrzydła ćmy odgarnia do tyłu moje wilgotne włosy, by móc dotknąć ustami wgłębienia pod moim uchem.
- O wiele łatwiej. - Usiłowałam oddychać równomiernie.
- Hm.
- I jestem ciekawa... - Przerwałam, tracąc wątek, bo Edward przesunął pieszczotliwie palce wzdłuż linii mojego obojczyka.
- Czego jesteś ciekawa? - wyszeptał.
- Tego, skąd ta zmiana. - Głos mi zadrżał i zawstydziłam się, że nie panuję nad sobą.

Bo Stefce znudziły się dylematy moralne, więc postanowiła rzucić tym wątkiem o ścianę i oddać się całkowicie romansowi stulecia.

- Siła woli - parsknął.

BULLSHIT! To się nazywa lenistwo ałtorki. (+100 lenistwo)

Edek zaczyna bredzić, jak to dzięki Belce poznał, co to pierwsza miłość i zazdrość o 150 adoratorów ptaszyny.

- Poczułem taki gniew, niemalże wpadłem w furie. Z początku nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. To, że nie słyszę twych myśli, denerwowało mnie jeszcze bardziej niż zwykle. Dlaczego mu odmówiłaś? Czy tylko dla dobra koleżanki? Czy już kogoś masz? Zdawałem sobie sprawę, że nie powinno mnie to obchodzić. Starałem się tym nie przejmować. A potem ta kolejka na parkingu... - Zachichotał. - Zrobiłam obrażoną minę.
- Zablokowałem wyjazd, bo nie mogłem się opanować. Musiałem usłyszeć twoją odpowiedź, zobaczyć twoją minę. Nie mogę zaprzeczyć - poczułem ulgę, widząc, jak bardzo Tyler cię drażni, Ale nadal nie miałem pewności.
- Tej nocy przyszedłem tu po raz pierwszy. Przyglądałem się jak śpisz, walcząc z myślami. Z jednej strony wiedziałem, co powinienem zrobić, co jest etyczne, rozsądne, właściwe. Z drugiej strony było to, co zrobić chciałem. Mógłbym cię ignorować, mógłbym zniknąć na kilka lat i wrócić po twoim wyjeździe, ale wówczas, pewnego dnia, przyjęłabyś w końcu zaproszenie Mike'a czy kogoś jego pokroju. Ta myśl doprowadzała mnie do szału.

Cóż, gdybyś miał chociażby trochę oleju w głowie i gdyby naprawdę ci na niej zależało, wybrałbyś drugą opcję. Oh well. Aha, no i "pokroju Mike'a"? Akurat tacy faceci jak Newton są więcej warci od ciebie, bucu. (+5 asshole)

Edek jest zupełnie bezpodstawnie zazdrosny, szczególnie o Mike’a, a przecież dobrze wie, że przy jego sparklącej dupie Newton nie ma szans. Belka z kolei przyznaje, że jest zazdrosna o Rózię.

- Nie zaprzeczam, Rosalie jest na swój sposób piękna, ale nawet gdybym nie traktował jej od lat jak siostry, nawet gdyby nie znalazła Emmetta, nigdy nic byłaby dla mnie choćby w jednej dziesiątej, ba, w jednej setnej, równie atrakcyjna co ty.

Why, kurna, why? Przecież Belka nie ma w sobie nic! NIC!

Ed coś tam pitoli o czekaniu na Belcię całą wieczność. Zieew. (+10 nuda) W międzyczasie wpada Charlie, żeby sprawdzić, czy córcia nie dała dyla na potajemną randkę. Ed słyszy zbliżającego się Swana i szybko znika, by zaraz wrócić i prowadzić dalej jakże nudny dialog z nasza hirołiną.

- No cóż, jeśli nie chce ci się spać... 
Boże święty, pomyślałam.
- Jeśli nie chce mi się spać, to co?
- Zachichotał.
- To na co miałabyś ochotę?




Czułam jego chłodny oddech na szyi. Sunął nosem po moim karku, głęboko się zaciągając.
- Mówiłeś, że po całym dniu zobojętniałeś. 
- To że nie piję wina - oświadczył - nie znaczy jeszcze, że nie mogę upajać się jego bukietem. Pachniesz tak kwiatowo, lawendą…albo frezją. Aż ślinka nabiega do ust.

No, jak ktoś lubi żreć kwiaty… A lawenda zawsze kojarzyła mi się ze starymi babciami, więc nie wiem, co w tym może być pociągającego.

Belka pyta, czemu Culleny nie jedzą ludzi, skoro to taka dla nich męka.

- To dobre pytanie i nie jesteś pierwszą osobą, która mi je zadała. Większość z moich pobratymców jest zupełnie zadowolona ze swojego... trybu życia. Oni też zachodzą w głowę, po co moja rodzina się ogranicza. Ale zrozum, to, że jesteśmy, kim jesteśmy, nie znaczy, że nie wolno nam próbować być lepszymi, że nie wolno nam próbować zmierzyć się z przeznaczeniem, które zostało nam narzucone. Pragniemy pozostać jak najbardziej ludzcy.

Ciekawe, ile jeszcze razy użyję słowo BULLSHIT. Przecież Glitterfamily ma w dupie ludzi, których uważa za gorszych od siebie. Jakoś nie zauważyłam, żeby Cullenowie starali się być bardzo ludzcy. To całe niejedzenie ludzi to tylko ściema. Trzeba było z rodzinki wampirów zrobić tych dobrych, to Stefa poszła na łatwiznę, każąc im przejść na dietę. (+50 lenistwo) Niestety cała reszta ich zachowania wskazuje na to, że są bandą buców. Czyli fail kolejny.

- Dlaczego potrafisz czytać w myślach? Dlaczego Alice jest jasnowidzem... Skąd to się bierze?
Poczułam, że wzruszył ramionami.
- Nie wiemy dokładnie. Carlisle ma pewną teorię… Wierzy, że z poprzedniego życia zostały nam najsilniejsze cechy naszej ludzkiej osobowości, tyle że wzmocnione, podobnie jak nasze umysły i zmysły. Uważa, że już wcześniej musiałem być wrażliwy na to, co myślą ludzie znajdujący się wokół mnie. A Alice cokolwiek by przedtem nie robiła, miała wyjątkowo dobrze wykształconą intuicję.
- A co on wniósł ze sobą do nowego życia? I pozostali?
- Carlisle współczucie, Esme wielkie serce, Emmett siłę, , Rosalie wytrwałość, choć w jej przypadku to raczej ośli upór. - Edward po raz kolejny zachichotał. - Jasper... Hm, Jasper to bardzo ciekawa postać. W poprzednim życiu był dość charyzmatyczny, zdolny wywierać duży wpływ na otoczenie, tak by wszystko potoczyło się po jego myśli. Teraz potrafi manipulować emocjami innych, na przykład uspokoić gniewny tłum i na odwrót. To bardzo subtelna umiejętność.

Od razu mi się przypomina Ma-ti z Kapitana Planety i jego supermoc: Serce. Trochę to lamerskie. Biedna Esme.

- To jak... jak się to wszystko zaczęło? No wiesz, Carlisle zmienił ciebie, ktoś musiał zmienić go wcześniej, i tak dalej.
- A ty, skąd się wzięłaś? W wyniku ewolucji? Bóg cię stworzył? Powstaliście wy, powstaliśmy i my, jak w całym świecie zwierząt - jest drapieżnik, jest i ofiara. Jeśli nie wierzysz, że to wszystko to powstało samo z siebie, co i mnie trudno przyjąć do wiadomości, czy tak trudno pogodzić się z faktem, że ta sama siła, dzięki której istnieje zarówno rekin, jak i delikatny skalar, drapieżna orka, jak i mała słodka foczka, że ta sama siła stworzyła oba nasze gatunki?
- Czyli, o ile dobrze rozumiem, jestem małą, słodką foczką tak?

Nie, Belciu, spadaj, nie zasłużyłaś na taki zaszczyt.

 
 
 
Przed snem Belka chce wiedzieć jeszcze jedno.

- Wspominałeś, że Rosalie i Emmett niedługo się pobiorą. Czy… małżeństwo... polega u was na tym samym, co u ludzi?

Priorytety, widzę, są na swoim miejscu. Alright! A i owszem, oznajmia Edek, wąpierze chędożą się aż miło. Belka zastanawia się, czy McSparkle będzie mógł ją kiedyś zwyobracać. Cullen zaprzecza z powodów oczywistych, które, jak wiemy, nie będą miały znaczenia, jak tylko się pobiorą. Edek chce wiedzieć, czy Belcia jest jeszcze nienaruszona. Rzecz jasna, nasza hirołina ma ciało nieskażone penisem jak mózg logiką.

- A co do twoich ludzkich odruchów... - zaczęłam. Czekał cierpliwie. - Czy ja w ogóle cię pociągam, tak normalnie?
Zaśmiał się i pieszczotliwie zmierzwił mi włosy na głowie.
- Może nie jestem człowiekiem, ale wciąż jestem mężczyzną - zapewnił mnie.

Wow, to było głębokie. Czyli Edziowi jak najbardziej może stanąć co nieco, mimo iż nie ma krwi. Boru dziękować za cudny jadzik.

Sparklemaster usypia Belkę swym „anielskim głosem”, nucąc kołysankę. I to koniec na dzisiaj. Dodam jeszcze (+50 nuda) za całokształt. Za tydzień wizyta Belci u Glitterfamily.

(+153 lenistwo)
(+65 głupota)
(+3010 asshole)
(+1000 zły ojciec)
(+60 nuda)
(+1 zbędność)

Buziaki
Beige

32 komentarze:

  1. Bardzo rozsądne wnioski.
    A swoją drogą sceny erotyczne wydają mi się kompletnie wyprane z seksu..
    Nie,nie chciałabym żeby ktoś ciągle się na mnie gapił.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę mój komentarz od: AAAAACH, FOOOOCZKAAA! <3

    No. Pozytywny akcent. A teraz zacznę się wkuropatwiać na Edka.
    Lata '60-'70 to: początki Dylana (o Dylanie Stefcia powinna słyszeć, skoro dostał Pulitzera!), Armstrong, Okudżawa, Grechuta (brak znajomości Grechuty wybaczam), Hendrix, Niemen (wybaczam podobnie jak Grechutę), Elvis, Lennon... rozumiem, że można części z tego zestawu nie lubić, ale WSZYSTKICH?! Dziwny jest ten świat... a na miejscu Edka (czy dowolnego innego wąpierza) podśpiewywałabym 'My Back Pages' przy każdej możliwej okazji.

    Jeśli chodzi o lawendę, to mnie się ona kojarzy z aromaterapią przeciwnerwicową. Również mało przyjemne skojarzenie xD

    Analiza zacna i chwała Ci, Beige, że Cię majówka nie zmogła!

    OdpowiedzUsuń
  3. Beige uwielbiam cię za tą analizę <3. Nie ma to jak nowy rozdział na poprawę humorku.

    A teraz zagadka.
    Jak zapewne wiecie klasy III gimnazjum pisały całkiem niedawno egzaminy. Na części humanistycznej pracą pisemną była charakterystyka postaci literackiej która wykazała się odwagą. Kto był jedną z najczęściej wybieranych postaci? Za poprawną odpowiedź wręczę ciasteczko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w klasie - Rudy :D Sama wzięłam Zośkę. Chyba jeszcze Geralta kilka osób wzięło.
      Jak powiesz mi, że Bella, stracę resztki wiary w ludzi.

      Wizja Edka wyskakującego zza pleców Belli z tasakiem - miód <3

      Cass.

      Usuń
    2. NIE UWIERZĘ, DOPÓKI NIE ZOBACZĘ.

      Usuń
    3. U mnie w klasie też bohaterowie ,,Kamieni na szaniec". Wybór Belki albo Edzia zostałby obśmiany. Chyba nie o nich mowa, prawda?! o.O

      Usuń
    4. Ja bym wybrała Harry'ego Pottera. *.*

      Usuń
    5. Potter też był, nawet Mały Książę był :D

      Cass.

      Usuń
    6. Potter, bohaterowie kamieni i nasza Belka. Jak mi pani polonistka powiedziała, że Łabędziątko było jedną z najczęściej wybieranych osób nie wytrzymałam...
      http://pysznapasja.files.wordpress.com/2012/09/popekane_ciasteczka3.jpg
      smacznego

      Usuń
    7. Ciekawe jak to uargumentowali.
      "Bella bardzo odważnie stała w miejscu i czekała aż ktoś rozwiąże jej problemy za nią, żeby mogła pójś do kącika popłakać sobie nad swoim ciężkim losem."

      Cass.

      Usuń
    8. Cass, jeśli uargumentowali to jedyną sytuacją, kiedy Belcia Słoń zdobyła się na odwagę, by sprzeciwić się Panu Mężowi (ciąża), to mogło to mieć sens. Ale na ogół to była równie odważna, co słynny Sir Robin http://www.youtube.com/watch?v=tIJzsF8mn9I

      Za ciasteczka dziękuję, na surowo są przepyszne, zobaczę, jak po upieczeniu.

      Usuń
  4. Nie wiem jak Bellę może podniecać to, że maca ją truposz którego temperatura wynosi zapewne kilkanaście stopni. Ja jako niskociśnieniowiec mam wiecznie zimne dłonie i ludzie lubią być przeze mnie dotykani tylko podczas upałów. Rozumiem, że są ludzie którzy lubią się miziać w łóżku kostkami lodu, ale to co panna Swan wyprawia, to już jest przesada.

    W ogóle nie podziękowałam pod poprzednią analizą za odpowiedź na pytanie skąd się wzięło określenie "Wardo", więc teraz bardzo ładnie dziękuję x3 Jak dla mnie to to słowo samo w sobie paskudnie brzmi, więc wyobrażam sobie że to takie złośliwe zdrobnienie jest, inaczej sobie tego nie wyobrażam.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też jestem niskociśnieniowcem, w dodatku ostatnio obracam się w towarzystwie hołdującym przesądowi, iż ludzie, którzy mają ciepłe dłonie, są mili i pełni współczucia...

      ...

      Hmm...

      Zimne wąpierze, zachowujące się jak ostatnie chamy? Zgadza się...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. A gorące wilkołaki jako sympatyczne, współczujące i pełne dobroci misiaczki? :D

      Usuń
    4. No popatrz, jaki sympatyczny był Jacob w KwN...

      Usuń
  5. A wiecie co? Ja tam lubię Carlisle'a. Znaczy, zgadzam się, jest totalnym dupkiem... ale czy historia o postrzelonym chirurgu-wampirze, który sobie robi upiorną rodzinkę z pacjentów nie byłaby ciekawa, gdyby przedstawiono to inaczej niż w Zmierzchu? Gdyby zrobiono z tego wątku sensowny horror, albo inną fantastkę, byłaby to książka prawdopodobnie dużo lepsza od oryginału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wampirza Rodzina Adamsów w wersji hard? :D

      Cass.

      Usuń
  6. "Muzyka w latach pięćdziesiątych to było to. Następne dwie dekady - koszmarne" Kwik Kwik Kwik!
    Idę spalić na stosie moich Pink Floydów i Davida Bovie, na szczęście Edek mnie uświadomił, że tego nie da się słuchać ;-)

    Słuchajcie, mam takie pytanie dot. relacji Eda i Carlisle'a.
    Ed wierzy, że wampiry nie mają duszy, są skazane na wieczne potępienie itd. Wiemy, że C. przemienił Eda, ergo C. osobiście pozbawił E. jakichkolwiek szans na zbawienie (cokolwiek to znaczy). Mimo to E. żywi do C. wyłącznie miłość i szacunek. O co chodzi?
    Przecież powinien sprać C. po mordzie, a następnie uciec jak najdalej od tego psychopaty...
    Jeśli zbawienie/potępienie nie są jedynie pustymi formułkami, to Edek powinien czuć angst i rozpacz i ogromną nienawiść do sprawcy. Tymczasem wszyscy żyją sobie szczęsliwie w cudownej rodzince. WTF?! Edek wybaczył po chrześcijańsku? Uznał racje C? Stwierdził, ze Bóg umarł?
    OK, wiem, to Sfefa, głupia ja, że szukam logiki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałam się pieklić w imieniu Pink Floyd, ale widzę, że ktoś mnie ubiegł. Przecież "Meddle", "Animals" i "Wish you were here" są z lat '70! Przecież "The wall" jest z '79! - to były najlepsze lata muzyki na świecie.
      Spalmy Edzia na stosie, innego rozwiązania nie widzę. Nędzny, nadęty dupek, który nie widzi niczego poza czubkiem swojego sparklącego jak dyskobol nochala.

      Usuń
    2. Och, kwestia religijności i moralności Meyepirów to temat-rzeka, któremu w dużej mierze zostanie poświęcony następny odcinek.


      Maryboo

      Usuń
    3. Edziowi wcale nie zależy na zbawieniu czy duszy. To całe gadanie do Belki ,,nie chcę skazywać cię na potępienie!" to była tylko zasłona dymna :/

      Usuń
    4. Hm, można uznać, że skoro na zbawienie i tak nie ma szans, to może machnął ręką, by tylko od czasu do czasu ponarzekać? Szczególnie, że z tego co pamiętam z lektury, Carlisle jest przyjacielem Aro, a to oznacza, że chyba także potężnym wampirem i nie wiem, czy tak łatwo mu dać w mordę czy od niego uciec.
      Ale o ile Edwarda można krytykować (jako człowieka i jako postać) za wiele rzeczy, tak nie za gust muzyczny, nie popadajmy w absurd. Naprawdę są ludzie, którzy wolą Caba Callowaya i Chubby'ego Checkera od Pink Floyd, Beatelsów czy innego Led Zeppelin. I nie ma w tym nic złego.
      Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

      Usuń
    5. To nie jest krytykowanie za gust muzyczny. Ja mogę nie lubić Merkurego czy Hendrixa, ale nie umniejszam ich sukcesów. Stwierdzenie, że w czasy największego rozkwitu rocka były koszmarne pokazuje tylko, jak wielkim bucem jest Edzio, szczególnie kiedy wypowiada się z autorytarnością wszechwiedzącego bóstwa.

      Usuń
    6. Drogi Wpłoszu, owszem, są. Ale wzdrygać się na myśl o DWÓCH DEKADACH?! Nie miałaym nic przeciwko, gdyby Wardo powiedział coś w rodzaju "muzyka w latach pięćdziesiątych to było to, a potem pojawili się ci, no, Pink Floyd, a ich nie cierpię". On zaś do jednego worka 'koszmarne' wrzuca Beatlesów, Pink Floyd, Dylana, Okudżawę (a skoro taki oczytany, to może i o Grechucie powinien słyszeć). Widzisz, :Pink Floyd to nie mój gust, wiem coś o tym, bo to jeden z ulubionych zespołów mojego ojca, który nie odkrył jeszcze wspaniałego wynalazku, jakim są słuchawki. Ale kocham Dylana. O ile rozumiem, że można nie być fanem żadnego z wykonawców '60-'70, o tyle z moich obserwacji wynika, że w tej różnorodności dwóch dekad każdy znajdzie coś, czego posłucha z przyjemnością.

      Usuń
    7. Niofomune - Wardo także nie umniejsza sukcesów Merkurego ani Hendriksa, nie mówi, że to dwudziestolecie było słabe czy niekreatywne, a tylko to, że tamta muzyka mu się nie podobała (przecież słowo "koszmarny" jest zbyt mocno zabarwione pejoratywnie, by traktować je jako konkretny zarzut) i ma do tego święte prawo. I nie wiem, dlaczego twierdząc, że epoka rozkwitu rocka była koszmarna, zdobywa się automatycznie łatkę buca. Ja też taką zdobędę, jak powiem, że dla mnie Justin Bieber w niczym gorszy nie jest od Led Zeppelin ;)? Dziwi mnie autorytatywność Twojego podejścia - można sobie przecież wyobrazić, że Eddie nie lubi rocka w całości i zjawisko go odrzuca, tak jak niektórych odrzuca jazz i dlatego mogą nie lubić lat trzydziestych i czterdziestych.
      Jestem w stanie zgodzić się co "autorytarności wszechwiedzącego bóstwa", bo mnie też często się nóż w kieszeni otwiera, gdy słyszę podobne wypowiedzi dot. romantyzmu, jakby cała ta epoka sprowadzała się do "Dziadów", mesjanizmu i "Balladyny" :).
      CraftyKhajitt - mam wrażenie, że za dużo wymagasz. Eddie ma prawo nie lubić muzyki tamtych czasów i nie musi przecież wymieniać konkretnych zespołów. Odwracając zagadnienie można się oburzać, gdy ktoś mówi, że nie lubi, powiedzmy, disco polo i wymagać od niego, by określić, jakich to konkretnie boysbandów nie znosi.
      "(...) w tej różnorodności dwóch dekad każdy znajdzie coś, czego posłucha z przyjemnością".
      Byłby ostrożny z takimi uogólnieniami. Mimo wszystko lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte mają pewien wspólny koloryt i może się trafić, że ktoś go nie lubi właśnie.
      Tak mi wpadło do głowy właśnie - Edward parę razy w książce deklaruje się jako konserwatysta. Może nie lubi tych dwu dekad dlatego, że muzyka rozrywkowa tamtych czasów była głównie oparta na kontrze wobec tradycyjnej moralności, Kościoła, etc.? Nie wiem co prawda, jak wyjaśnić zamiłowanie do lat osiemdziesiątych, ale... No, już przestaję usprawiedliwiać ;)
      W każdym razie - to słabe zarzuty, a i dość niebezpieczne, bo podobny proceder uogólniania popełnia chyba każdy. Myślę, że Edward jest postacią tak źle skonstruowaną i w konsekwencji tak okropną osobą, że znajdzie się mnóstwo lepszych obiektów do ataku niż to, że nie lubi lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w muzyce ;).
      Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

      Usuń
  7. Wypłoszu, wystarczyłoby jakby dodał "moim zdaniem" po koszmarne, albo zamiast "koszmarne" powiedział "nie lubię", "nie podobało mi się" lub coś w tym stylu,a nikt nie miałby podstaw, żeby się go czepiać, no i nie musiałby wymieniać żadnych konkretnych zespołów. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O, a ja lubiłam Carlisle'a... Niestety, Twoja argumentacja ma tę siłę przebicia, że jest rozsądna, a ja to jednak doceniam.
    Damn.
    Ale Esme nie przestałam lubić, właśnie dlatego, że Meyer nie uzbroiła jej w te wszystkie superhipermoce. No bo - wielkie serce, srsly? To aż urocze w tym brokatowym świecie.
    Inna sprawa, że Meyer nadała jej tyle tła i cech charakterystycznych, że Esme mogłaby robić za doskonałą firanę w dowolnym oknie.

    OdpowiedzUsuń
  9. http://pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Cullen takie coś znalazłam :D

    Przeraża mnie to, co z założenia ma być romantyczne, a jest tylko paradą "rzeczy, za które należy karać".

    OdpowiedzUsuń
  10. "Szczerze wątpię, czy chciałyby dalej żyć lub raczej egzystować jako krwiożercze monstra, gdyby miały coś do powiedzenia. Zresztą i tak nikt ich nie pytał. „Nie mógł zrobić tego komuś, kto miał wybór”. Ja pier…niczę, niech mnie ktoś trzyma, bo jak widzę takie współczucie, to mam ochotę rzucić czymś ciężkim."

    A mi się skojarzył Wywiad z wampiremi lestatowe "dam Ci wybór, którego sam nie miałem". Louis i tak miał traumę po przemianie, mimo że świadomie wybrał wampiryzm. To co powinny przeżywać Rosalie i Esme, które zostały zmuszone?

    OdpowiedzUsuń