Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział XIII: Wyznania

Drobna uwaga na początek – ponieważ linki mają u nas ten sam kolor, co tekst główny, ewentualne odnośniki będę od dziś zaznaczać podkreśleniem.

Tak, moi drodzy. Wreszcie dotarliśmy do celu – to TEN rozdział. Rozdział, który, jak zapewne wszyscy wiecie, zapoczątkował abominację zwaną „Zmierzchem”. To właśnie tutaj ma miejsce scena na Łące Miłości, kiedy to przystojny, błyszczący mężczyzna i (nieco mniej przystojna) niezdarna nastolatka spotykają się, aby wyznać sobie dozgonną, ekhm, miłość – scena, która objawiła się Stefci we śnie i skłoniła ją do przelania swych nocnych fantazji na papier (amerykańscy naukowcy wciąż próbują ustalić, dlaczego przerośnięty kuzyn Dzwoneczka w ostatecznej wersji został przemianowany na wampira).
Żywię do tego odcinka dosyć ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jestem świadoma, że gdyby owej pamiętnej nocy Stefa zmuszona była zmagać się z bezsennością, jeden z największych gniotów w historii literatury młodzieżowej nigdy nie ujrzałby światła dziennego; z drugiej – ileż fantastycznych ludzi (z drogą współautorką tego bloga na czele) poznałam dzięki aktywności na forum i tworzeniu analiz!

Nie przedłużając – sprawdźmy, co czeka nas w dzisiejszej odsłonie. A czeka nas wiele...

SMeyer nie oszczędza swoich czytelników i już od samego początku wysuwa najcięższe działa:

Byłam w szoku. Chociaż nie odrywałam od Edwarda wzroku przez całe popołudnie, za nic nie mogłam się przyzwyczaić. Rano skóra była jak zwykle mlecznobiała, odrobinę tylko zaróżowiona po trudach wczorajszego polowania. Teraz, w słońcu, nie, nie lśniła, po prostu się iskrzyła, jakby jej powierzchnię przyozdobiono milionami mikroskopijnych brylancików. Edward leżał w trawie zupełnie nieruchomo, a jego nagi tors i odsłonięte przedramiona wyglądały jak obsypane gwiezdnym pyłem. Oczy miał zamknięte, choć, rzecz jasna, nie spał. Bladofioletowe powieki również wyglądały na pokryte brokatem. Przypominał wspaniały posąg o idealnych proporcjach, wyrzeźbiony z nieznanego kamienia – gładkiego niczym marmur, połyskującego jak kryształ.

Długo zastanawiałam się, jaki obraz byłby w stanie oddać w pełni niezwykłość skóry Edzia. I wiecie co? Po żmudnych poszukiwaniach natrafiłam na obiekt, który, jak sądzę, całkowicie spełniłby oczekiwania naszej ulubionej autorki. Oto toaleta Swarovskiego:



Oczywiście, aby nasza mała symulacja była kompletna, musimy podstawić w miejsce klozetu figurę Roberta Pattinsona – ale od czego jest wyobraźnia?

Wnioski, jakie nasuwają się po owym eksperymencie? Nie, Meyer. Po prostu nie. Ten pomysł nie działa na absolutnie ŻADNEJ płaszczyźnie.

  • Pamiętacie SparkleSuicide w Nju Munie? Stefcia próbowała wmówić czytelnikom, że Wardo rozbierający się na środku głównego placu w Weronie Watykanie Volterze spowodowałby wybuch paniki godny lądowania istot pozaziemskich. Powyższe zdjęcia potwierdzają to, co próbowałam udowodnić już przy KwP: McSparkle w najlepszym razie zostałby uznany za kolejną atrakcję karnawałową, w najgorszym – za faceta z fetyszem błyszczących ozdób do ciała. Żyjemy w XXI wieku; charakteryzatorzy pracujący przy hollywoodzkich produkcjach wielokrotnie udowodnili światu, że w obecnej chwili przy użyciu odpowiednich środków można przemienić człowieka w dowolną fantastyczną kreaturę rodem z koszmarów. Błyszczące diamenciki NIE SĄ przerażające i o ile bez wątpienia skóra Eda podczas słonecznych dni byłaby źródłem szyderstw wśród uczniów Forks High School, wątpliwe jest, by ktokolwiek zaczął podejrzewać Cullena o należenie do grona istot z legend i mitów; znacznie bardziej prawdopodobnym scenariuszem byłby dla mnie nagły wzrost napisów w męskim WC, wyrażających wątpliwości co do orientacji seksualnej rudzielca.
  • Gust to sprawa wielce indywidualna, niemniej ciężko mi uwierzyć, że jakakolwiek zdrowa na umyśle nastolatka popadłaby w zachwyt dowiadując się, że jej wybranek w słońcu prezentuje się niczym mokry sen lalki Barbie.
  • Jak przekonamy się za chwilę, wampiry w uniwersum Stefci to idealni drapieżcy – silni, szybcy i zwinni. Nie bardzo jednak rozumiem, jak do bycia najniebezpieczniejszą potworą w historii świata ma się fakt, iż potencjalna ofiara (nieważne, człowiek to czy zwierz) będzie w stanie dostrzec zagrożenie z odległości kilometra na skutek wydzielania mikro tęcz przez agresora.
  • Ta idea jest GŁUPIA. Tak po prostu, zwyczajnie – głupia. Wampiryzm to coś bardzo głęboko zakorzenionego w naszej kulturze; już od dzieciństwa jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu świadomi, co kryje się pod pojęciem „wampir” oraz jakie obiekty nierozerwalnie się z nim łączą – woda święcona, kołek osinowy, krew, kły, trumny i czosnek to tylko najbardziej popularne z nich. Oczywiście, pisarz ma pełne prawo żonglować owymi motywami, dodawać i odbierać pewne elementy w zależności od założeń fabularnych; problem w tym, że jeśli usuniemy wszystkie z powyższych składników, a w zamian dołożymy kompletny bezsens, to nasz finalny produkt wampirem pozostanie tylko z nazwy. Cullenowie to nie wąpierze – to osoby cierpiące na porfirię z upodobaniem do krwistych steków. Światło słoneczne, które winno być dla nich poważną przeszkodą, przemienia ich w kule dyskotekowe, co z pewnością razi poczucie estetyki każdego osobnika o wyrobionym smaku, ale zdecydowanie nie podpada pod kategorię zagrożenia. Meyepiry nie mają żadnych słabych punktów – zniszczyć ich mogą tylko przedstawiciele ich własnego gatunku. A to sprawia, że jako bohaterowie literaccy są zarówno niewiarygodni, jak i niezamierzenie śmieszni. Kiepskie połączenie, jeśli chcecie znać moje zdanie.

Głupota: + 500

Bo ten z rzyci wzięty koncept z jednej będzie stanowił podstawę dla finałowego konfliktu w następnym tomie, z drugiej zaś – zostanie kompletnie zignorowany przez autorkę, kiedy to najdzie ją chęć wysłać naszych bohaterów w jakieś słoneczne miejsce (Floryda, Brazylia, Arizona).

Od czasu do czasu zaczynał szybko poruszać wargami nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Za pierwszym razem pomyślałam, że to jakieś drgawki, ale gdy spytałam go o to, wyjaśnił, że śpiewa – zbyt cicho, bym mogła go usłyszeć.

Edziu, uwierz mi na słowo – wyglądasz wystarczająco głupio i bez tej pantomimy, nie kompromituj się dalej.
I właściwie dlaczego Edward nie mógł zaśpiewać normalnym głosem? Przecież wiemy, że potrafi – on wszystko potrafi. Czyżby to był kolejny sposób na podniesienie swojej samooceny – tym razem poprzez napawanie się faktem, że umie naśladować morskie stworzenia?

Ego: + 1

Z początku miejsce to wydawało mi się magiczne – teraz uroda Edwarda przyćmiewała pocztówkową malowniczość łąki. Mimo, że zaszliśmy w naszej znajomości tak daleko, wciąż bałam się, że to tylko piękny sen, a obiekt mych uczuć lada chwila rozpłynie się w powietrzu.



Witam państwa. Spójrzcie w górę, na zdjęcie przedstawiające ideał pani Meyer, a teraz na mnie. Jeszcze raz na nie i na mnie.
Szkoda, że ten sedes nie jest mną, ale jeśli zacząłby
zmieniać się w tundrę na skutek braku miłości, mógłby być mną. Popatrz na górę i jeszcze wyżej. Gdzie jesteś? Jesteś gdzieś pośrodku lasu z mężczyzną, który wygląda jak najnowszy wyrób średniej klasy jubilera. Na co patrzysz? Spójrz na mnie, bo ja mam mnóstwo pięknych fioletowych kwiatów. Spójrz jeszcze raz. Kwiaty zamieniają się w diamenty. Wszystko jest możliwe, gdy twój mężczyzna jest bardziej niejednoznaczny seksualnie niż sam Ken. Jestem polaną.

Nieśmiało wyciągnęłam przed siebie rękę i jednym palcem pogłaskałam wierzch iskrzącej się dłoni. Znów zachwyciła mnie niezwykła faktura, satynowa gładkość połączona z chłodem kamiennej posadzki.

Jak już mówiłam: każdy może mieć swój fetysz. Ale naprawdę, co jest takiego podniecającego w zimnym głazie?

Boisz się mnie? – spytał, niby to się ze mnie naigrawając.
Wychwyciłam w jego aksamitnym głosie nutę zaniepokojenia. Wiedziałam więc, że naprawdę interesuje go to, co odpowiem.
Nie bardziej niż zwykle.

...Nie mam już siły się nad tym rozwodzić, naprawdę. Rozdział piąty wyczerpał pewien zapas mojej analizatorskiej cierpliwości, który już nigdy nie zostanie w pełni odbudowany.

Głupota: + 150

Przysunąwszy się odrobinę bliżej, zaczęłam wodzić opuszkami palców po konturach mięśni jego przedramienia. Trzęsła mi się ręka – byłam pewna, ze to zauważy.
Mam przestać? – upewniłam się, bo zamknął powieki.
Nie – odparł, nie otwierając oczu. – Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, co czuję, gdy tak robisz – westchnął.

Stefa, wstydziłabyś się, to czytają dzieci...

Zdradź mi, o czym myślisz? – szepnął, spoglądając na mnie z zaciekawieniem. – Wciąż nie potrafię przywyknąć do tego, że nie wiem.
My, szaraczki, mamy tak cały czas.
Musi wam być ciężko. – Czy tylko mi się wydawało, czy trochę nam tego zazdrościł?

To byłby całkiem ciekawy wątek, ale niestety, nic z tego, Belciu. Twój luby uwielbia szpiegować myśli innych ludzi – ba, jest święcie oburzony, gdy NIE MOŻE dostać się do czyjejś głowy, albowiem lata podsłuchiwania najwyraźniej pomogły mu uwierzyć, że posiadanie nadzwyczajnych umiejętności = prawo do naruszania prywatności innych.

Myślałam jeszcze o tym, że chciałabym uwierzyć, że jesteś prawdziwy. I marzyłam, że nie czuję strachu.

Rozwiązanie twojego problemu znajduje się w zasięgu ręki – UCIEKAJ.

Głupota: + 75

Bella nieświadomie przysuwa się kilka centymetrów bliżej swojego Adonisa, co wzbudza w naszym protagoniście atak paniki i prowokuje go do wzięcia nóg za pas:

Wyrwał gwałtownie dłoń z mojego uścisku i nim zdążyłam choćby mrugnąć, stał już w cieniu wielkiego świerka na skraju polany. Spoglądał stamtąd na mnie z nieokreślonym wyrazem twarzy. Na mojej twarzy musiał malować się szok i ból. Puste ręce piekły.
Wybacz mi... proszę... – szepnęłam, wiedząc, że mnie słyszy.
Jedną chwilkę – zawołał, pamiętając, że mój słuch nie jest tak wyostrzony. Siedziałam nieruchomo jak trusia.
Po jakichś dziesięciu sekundach, które ciągnęły się dla mnie w nieskończoność, ruszył wolnym jak na siebie krokiem. Stanąwszy kilka metrów ode mnie, usiadł jednym zgrabnym ruchem, jakby miał zapaść się pod ziemię. Przez cały ten czas nie spuszczał mnie z oczu. Dwukrotnie odetchnął głęboko, a potem uśmiechnął się przepraszająco.
Wybacz. – Zawahał się na moment. – Czy zrozumiałabyś, co mam na myśli, gdybym
powiedział, że jestem tylko człowiekiem?

Wardo przez cały czas musi się kontrolować i trzymać swoje instynkty na wodzy. Zapamiętajmy.

Docierało do mnie powoli, że oto przed sekundą o włos uniknęłam śmiertelnego niebezpieczeństwa. Moje naczynia krwionośne pulsowały adrenaliną.

I wciąż odmrażasz sobie zad na wilgotnej, marcowej łące, PONIEWAŻ?!

Głupota: + 150

Czyż nie jestem najdoskonalszym drapieżnikiem na świecie? Wszystko we mnie cię przyciąga, pociąga, kusi – mój głos, moja twarz, nawet mój zapach! I po co to wszystko? Niespodziewanie znów zerwał się na równe nogi i zniknął w lesie, by okrążywszy w pół sekundy polanę, znaleźć się pod tym samym świerkiem co poprzednio. – I tak mi nie uciekniesz – zaśmiał się gorzko. Objął od spodu na ponad pół metra konar i samym naciskiem przedramienia złamał go bez wysiłku z ogłuszającym trzaskiem. Przez chwilę balansował belką na dłoni, po czym cisnął nią przed siebie z oszałamiającą prędkością. Kawał drewna trafił w inne sędziwe drzewo, które zatrzęsło się od uderzenia. Edward był już tymczasem obok mnie, stał nieruchomo niczym rzeźba.
I tak mnie nie pokonasz – dokończył łagodniejszym tonem.

...Jakby to...

  • Nie, nie jesteś. Patrz na moje usta: Świecisz się jak miliony monet. Najgorszy wyobrażalny kamuflaż, siadaj, niedostateczny.
  • Edziu? To prawda, że Bella ciągnie do ciebie niczym ćma do ognia, ale przyczyna tego jest banalnie prosta – dla tej dziewczyny liczy się jedynie wygląd zewnętrzny. Poza Panną Pustogłową NIKT w Forks nie stara się do ciebie zbliżyć – scena na stołówce wyraźnie ukazała, że Cullenowie są omijani szerokim łukiem niczym banda trędowatych.
  • Jak to dobrze, że Meyer regularnie wstawia fragmenty ilustrujące głębię Edwardowej psychopatii. Jeszcze nie daj bór zapomniałabym, że strach partnerki jest tym, co podnieca go najbardziej.
  • O co zakład, że panna Swan nadal nie ma najmniejszego zamiaru pobiec czym prędzej do auta i odjechać z piskiem opon?

Tyran: + 15
Głupota: + 3

Bałam się go teraz bardziej niż kiedykolwiek. Po raz pierwszy bez najmniejszego skrępowania pokazał mi swoje prawdziwe oblicze. Nigdy nie wydawał mi się równie nieludzki... albo równie piękny. W trakcie tego pokazu siły cudowne złote oczy rozbłysły dziko, wtem zaczęły stopniowo przygasać. Na twarzy Edwarda malował się teraz głęboki smutek. – Nie bój się – szepnął tym swoim uwodzicielskim głosem. - Obiecuję... Przysięgam, że cię nie skrzywdzę.

*płacze cicho w kątku* Ja chcę z powrotem do PZS! Chcę wrócić do miażdżenia skał i rozrywania poduszek podczas sekszenia! WSZYSTKO jest lepsze od usilnego promowania związku, który mógłby posłużyć z modelowy przykład toksycznej relacji! TO NIE JEST ROMANTYCZNE, U DIABŁA!!!

Głupota: + 200

Nie bój się – powtórzył, robiąc krok do przodu. Usiadł świadomie spowalniając swoje ruchy. Był tak blisko, że mogłabym pogłaskać go po policzku. – Wybacz mi, proszę. Naprawdę potrafię siebie kontrolować. Po prostu nie spodziewałem się takiego zachowania z twojej strony. Teraz będę już przygotowany.

...Chłopie, czy ty sobie kpisz? Przecież Belka nie panikuje dlatego, że uciekłeś na skraj łąki – boi się, bo przed chwilą odegrałeś scenę rodem z horroru, gdzie naiwna dziewczyna jest prześladowana przez psychola z siekierą!

Głupota: +5

Nasze ptaszyny wracają do przerwanej rozmowy:

Bałam się, ponieważ, cóż, z oczywistych względów, nie powinnam przebywać z tobą sam na sam. A obawiam się, że tego właśnie bym chciała i jest to stanowczo zbyt silne uczucie. – Mówiąc, przyglądałam się własnym dłoniom. Ciężko mi było się do tego przed nim przyznawać.
Rozumiem – odparł w zamyśleniu. – Rzeczywiście, jest, czego się bać. Pójście za głosem serca w takim przypadku z pewnością nie leży w twoim interesie.

Co w takim wypadku uczyni nasz dojrzały, ponad stuletni książę z bajki, który, jak słyszymy na każdym kroku, wielbi swą damę serca ponad pseudo-życie?

Powinienem był zostawić cię w spokoju – westchnął. – Powinienem teraz wstać i odejść w siną dal. Tylko nie wiem, czy potrafię.

...Stwierdzi, że nie będzie się przejmował jej zdrowiem i życiem. Ostatecznie, najważniejsze jest to, czego ON pragnie – w tym wypadku owym czymś jest bliskość panny Swan.

Asshole: + 300

Nie chcę, żebyś sobie poszedł – wymamrotałam żałośnie ze wzrokiem wbitym w ziemię.
I właśnie dlatego powinienem tak uczynić. Ale nie martw się, z natury jestem samolubną istotą. Pragnę twego towarzystwa zbyt mocno, by słuchać głosu rozsądku.
Cieszy mnie to.
Więc lepiej przestań się cieszyć! – rzucił ostro, cofając dłoń, choć tym razem delikatniej niż ostatnio. (...) -Pragnę nie tylko twojego towarzystwa! Nigdy o tym nie zapominaj! Nigdy! Dla nikogo innego prócz ciebie nie stanowię tak ogromnego zagrożenia.

...Nie martwcie się – ten wątek jest już na wykończeniu. Dlaczego? Ciężko powiedzieć; najbardziej prawdopodobną odpowiedzią jest to, że Stefa zmieniła upodobania i ckliwe miłosne wyznania zaczęły ją kręcić bardziej niż groźby śmierci.
Kto by pomyślał, że zmiana upodobań w dziedzinie porno może tak znacząco wpłynąć na szczęście milionów czytelników!

Głupota: + 100
Asshole: + 200

Obawiam się, że nie rozumiem do końca, co masz na myśli. Chodzi mi o to ostatnie zdanie.
(…)
Hm, jak by ci to wyjaśnić... Tak, żeby znów cię nie wystraszyć...

Nie obawiaj się, Edziu, to awykonalne.

Ludzie gustują w różnych smakach, prawda? – zaczął – jedni lubią lody czekoladowe, inni truskawkowe.
Kiwnęłam głową.
Przepraszam za to kulinarne porównanie, ale nie wpadłem na nic lepszego.
Uśmiechnęłam się pocieszająco. Był nieco zawstydzony.
Widzisz, każda osoba pachnie w inny sposób, każda ma swój specyficzny... smak. Teraz wyobraź sobie, że zamykamy alkoholika w pomieszczeniu pełnym zwietrzałego piwa. Zapewne wszystko chętnie by wypił. Ale gdyby był zdrowiejącym alkoholikiem, wstrzymałby się. Zostawmy więc takiemu w środku kieliszek stu letniej brandy albo, powiedzmy, rzadki wykwintny koniak a pokój wypełnijmy aromatem owych alkoholi po podgrzaniu. Jak sądzisz, jak się teraz zachowa?

Bardzo podoba mi się ten sposób rozumowania. Zauważyliście, czego McSparkle nie bierze pod uwagę w swoich przemyśleniach? SIŁY WOLI. Dla Warda równanie jest proste: zwietrzały alkohol/krew o mało „interesującym” zapachu = można się powstrzymać z konsumpcją. Dobry koniak/krew pachnąca jaśminem = czas na kolację!
Oczywiście, że im większa pokusa, tym trudniej się powstrzymać. Nie zmienia to jednak faktu, że człowiek ma moc decydowania o sobie. Nie zawsze da się wygrać ze swoimi słabościami – ale ZAWSZE należy podejmować walkę. Przemowa Cullena to dawanie samemu sobie zielonego światła: „To przecież nie moja wina, że tak smakowicie pachniesz!” Ostatecznie, po co się starać, skoro najprawdopodobniej i tak przegramy, prawda?

Może to nie najlepsze porównanie. Zapomnijmy o tej nieszczęsnej brandy. Weźmy zamiast alkoholika człowieka uzależnionego od heroiny.
Usiłujesz powiedzieć, że jestem twoim ulubionym gatunkiem heroiny? – zażartowałam, żeby polepszyć atmosferę.
Na twarzy Edwarda zagościł przelotny uśmiech – doceniał moje wysiłki.
Tak, trafiłaś w samo sedno.

Twihardy zwykły uważać, że ten cytat jest szalenie romantyczny. Nie, nie patrzcie na mnie.

Rozmawiałem o tym z moimi braćmi – odezwał się, nie odwracając głowy. – Dla Jaspera każde z was jest tak samo pociągające. Jest zmuszony bezustannie walczyć sam ze sobą, żeby powstrzymać się od ataków. Widzisz, dołączył do nas jako ostatni. Nie miał dość czasu, by wyrobić sobie wrażliwość na różnice w smaku i zapachu.

-To dlatego regularnie wysyłamy go do szkoły, gdzie natyka się na dzieciaki przeprowadzające testy na grupę krwi na biologii i zdzierające kolana na WF-ie! Widzisz, moi przybrani rodzice wierzą, że tylko nieustanne obcowanie z pokusą pozwoli nam osiągnąć prawdziwą siłę charakteru.

Głupota: + 100

Jasper nie miał, zatem pewności, czy kiedykolwiek napotkał na swej drodze kogoś, kto byłby dla niego równie... – usiłował dobrać odpowiednie słowo – równie pociągający smakowo, jak ty. Sadzę, że tak się istotnie nie stało. Pamiętałby. Emmett, że tak to ujmę siedzi w tym dłużej i wiedział, o co mi chodzi. Powiedział, ze zdarzyło mu się to dwukrotnie, przy tym w jednym przypadku uczucie było silniejsze.
A tobie ile razy się to zdarzyło?
Nigdy.
Zdawało się, że echo tego słowa dźwięczy jeszcze jakiś czas w powietrzu.
I jak postąpił Emmett? – przerwałam ciszę.
Było to wysoce niewłaściwe pytanie. Edward odwrócił wzrok, zasępił się, a dłoń, którą trzymałam, zacisnął w pięść. Czekałam na jakąś odpowiedź, ale nadaremno.
Chyba wiem – powiedziałam w końcu.
Spojrzał na mnie błagalnie, ze smutkiem w oczach.
Nawet najsilniejsi z nas czasem ulegają pokusom, nieprawdaż?

- Jak w ogóle możesz nas obwiniać, Bello?! Przecież próbujemy! PRÓBUJEMY! Ty też nie zawsze dotrzymujesz noworocznych postanowień, prawda? Każdemu może zdarzyć się chwila słabości!

Ten fragment jest obrzydliwy nie dlatego, że dowiadujemy się o przewinieniu Emmetta, na które mogło wszak złożyć się mnóstwo katastrofalnych w skutkach czynników. Jest ohydny z powodu podejścia Warda, który wyraźnie daje do zrozumienia, iż pozbawienie życia jakiegoś niewinnego człowieka jest wprawdzie czymś nieprzyjemnym, ale jednocześnie w pełni usprawiedliwionym trudnościami, jakie biedne wąpierze nieustannie napotykają na swych drogach.
Edziu? NA TYM POLEGA POŚWIĘCENIE. Cenisz ludzkie życie i chcesz być inny od współbratymców? Zaciskasz zęby i nie wyszukujesz usprawiedliwień. I proszę mi nie wmawiać, że to niemożliwe – jakkolwiek organicznie nie znoszę Carlisle'a, nie da się zaprzeczyć, że założyciel klanu postawił sobie za cel nigdy nie skosztować człowieczej krwi i dotrzymał postanowienia, mimo obranego przez siebie zawodu.

Asshole: + 100

Czego ode mnie chcesz? Przyzwolenia? – Mój głos zabrzmiał surowiej, niż to miałam w planach. Wiedząc, ile kosztują go te szczere wyznania, spróbowałam jednak się uspokoić. – A zatem nie ma nadziei? – Z jakim opanowaniem potrafiłam dyskutować o własnej śmierci!


'Nuff said.

Głupota: + 200

Nie, skąd – oburzył się. – Oczywiście, że jest nadzieja! To znaczy, nie mam najmniejszego zamiaru... – Pozwolił sobie nie dokończyć tego zdania. Jego złote oczy płonęły. – My to co innego. Kiedy Emmett... To byli dla niego obcy ludzie. Zresztą zdarzyło się to dawno, dawno temu, gdy nie był jeszcze tak... wprawiony we wstrzemięźliwości, tak ostrożny, jak teraz.

- Rozumiesz, on ich totalnie nie znał. Oczywiście, to bardzo smutne, ale bądźmy szczerzy: nie ma się co specjalnie roztkliwiać nad życiem jakiejś pojedynczej osoby. Wszak po tej planecie chodzi jeszcze siedem miliardów ludzi, prawda? Jeden w tą czy tamtą nie zrobi Wszechświatowi specjalnej różnicy.

Asshole: + 100

Więc gdybyśmy wpadli na siebie w ciemnym zaułku...
Przeszedłem samego siebie, starając się nie rzucić na ciebie wtedy na biologii, w klasie pełnej dzieciaków. – Zamilkł na moment i znów odwrócił głowę. – Kiedy mnie minęłaś w jednej chwili mogłem zniweczyć wysiłki Carlisle’a. Gdybym nie ćwiczył się w ignorowaniu swego pragnienia przez ostatnie cóż, przez wiele lat, nie potrafiłbym się wówczas opanować.
Oboje przypomnieliśmy sobie tę scenę. Edward uśmiechnął się gorzko.
Musiałaś dojść do wniosku, że jestem chory psychicznie.
Nie rozumiałam, co takiego się stało. Jak mogłeś tak szybko mnie znienawidzić?
Według mnie byłaś demonem zesłanym z piekieł na moją zgubę. Zapach twojej skóry... Ach, byłem bliski szaleństwa. Siedząc z tobą w ławce, wymyśliłem ze sto różnych sposobów na to jak cię wywabić z klasy. Przy każdym z nich walczyłem z pokusą myśląc o mojej rodzinie, o tym, jak mógłbym zrobić im coś takiego. Po lekcji wybiegłem, czym prędzej, byle tylko nie poprosić cię, żebyś poszła gdzieś ze mną.

Nawet nie zamierzam dawać za to punktów. Nie mamy odpowiedniej kategorii i szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy takowa w ogóle istnieje. Tylko jedno krótkie pytanie: Meyer, czy ty naprawdę uważasz, że tego rodzaju wyznania brzmią romantycznie? Owszem, McSparkle przypomina tu prawdziwego wampira bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i kiedykolwiek później, ale już dawno ustaliliśmy, że Meyepiry gatunkowo znajdują się gdzieś pomiędzy Troskliwymi Misiami a Zębową Wróżką, więc wytłumacz proszę – co to ma być, na szumiącego bora? Przecież to jest tekst wyjęty wprost z horroru!

A poszłabyś – dodał z przekonaniem.
Starałam się zachować spokój.
Bez wątpienia – szepnęłam.

Ciekawostka. Bella w pierwszym rozdziale zdawała się mieć jeszcze szczątki charakteru i była wyraźnie rozgniewana postępowaniem Edka. Niby dlaczego miałaby gdziekolwiek z nim iść? Stefa, czytajże uważniej własne dzieło, u licha.

Głupota: + 5

Potem, co nie miało zresztą większego sensu, próbowałem zmienić swój plan zajęć, by móc cię unikać, i właśnie wtedy musiałaś wejść do sekretariatu. W tak niewielkim, tak ciepłym pomieszczeniu zapachy rozchodzą się wyjątkowo łatwo. Twój też. To było nie zniesienia. O mało co nie rzuciłem się do ataku. Świadkiem byłaby zaledwie jedna słaba kobieta – jakże szybko mógłbym się z nią później uporać.



Czy możemy, proooszę, wrócić do diamentowego sedesu i łąki umajonej sztucznym kwieciem? Bo za każdym razem, gdy zdaję sobie sprawę, że ten psychol jest źródłem westchnień nastolatek na całym świecie, coś we mnie zaczyna przeraźliwie łkać. Myślę, że to może być zdrowy rozsądek w duecie z instynktem samozachowawczym.


Edward opisuje, jak po feralnej lekcji próbował oddalić się od Belli – w tym celu udał się nawet na kilka dni na Alaskę (po drodze zamieniając się na auta z Carlislem ze względu na pełen bak w pojeździe tego drugiego – nie pytajcie mnie, jaki w tym sens, skoro tak czy siak nie zdołałby przejechać przez Kanadę bez tankowania), ale czuł się niemęsko uciekając przed zagrożeniem, postanowił więc wrócić do domu.

Podszedłem do całej sprawy z wielką arogancją. Na domiar złego nie potrafiłem czytać w twoich myślach, aby przewidywać twoje reakcje. Nie byłem przyzwyczajony do tego rodzaju problemu, a tu nagle musiałem wyłapywać twoje wypowiedzi we wspomnieniach Jessiki, która jest dość płytką osobą, denerwowało mnie więc, że upadłem tak nisko. W dodatku nie mogłem mieć pewności czy przy niej nie kłamałaś. Wszystko to szalenie mnie irytowało.

- Musiałem zaglądać do umysłów pospólstwa! Zdajesz sobie sprawę, jakie to plugawe miejsca?! Nie musiałbym się tak męczyć, gdybyś nie była wybrykiem natury i mimowolnie pozwoliła mi szperać w twoich sekretach i tajemnicach jak cała reszta ludzkości!!!

Asshole: + 100
Ego: + 75

Wardo streszcza czytelnikom przebieg wypadku na parkingu i opowiada o reakcji swojej rodziny na ten incydent:

-Czułem do siebie wstręt. Jak mogłem narazić swoją rodzinę na tak wielkie niebezpieczeństwo? Mój los, nasz los był w twoich rękach. Właśnie twoich! Co za ironia. Jakby tego mi było trzeba – kolejnego motywu, by chcieć cię zabić. – Tu wzdrygnęliśmy się oboje.Przyniosło to jednak przeciwny efekt – ciągnął Edward. – Rosalie, Emmett i Jasper zasugerowali, że oto nadeszła pora…Nigdy nie kłóciliśmy się tak zajadle. Carlisle stanął po mojej stronie, podobnie Alice. – Nie wiedzieć czemu, skrzywił się, wymawiając jej imię. – Esme oświadczyła z kolei, że mam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by móc zostać w Forks.

...Podsumujmy.

  • Ponieważ Edzio złamał zasadę tajności, Cullenowie naradzają się czy zamordować osobę, która była mimowolnym świadkiem pokazu nadnaturalnych umiejętności w jego wykonaniu.
  • Rosalie, Emmett i Jasper głosują na tak; innymi słowy, chcą zamordować (celowo nie piszę zabić, to dwie zupełnie różne sprawy) niewinną nastolatkę.
  • Esme ma głęboko w rzyci życie dziewczyny, zależy jej tylko na tym, aby emo syn nie znalazł się po raz kolejny na gigancie (skądinąd postawa godna pochwały, ale nie uprzedzajmy faktów)
  • Alice, McSparkle i doktorek jako jedyni wykazują się ludzkimi odruchami, przy czym ich decyzje spowodowane są, jak leci: a) chęcią postawienia na swoim (Alice zobaczyła w wizji, że Bella i ona zostaną przyjaciółkami), obsesyjnym zainteresowaniem (Edward) oraz chęcią wyróżniania się na tle rodziny nieskalanym sumieniem (tak, nie znoszę Carlisle'a z pasją tysiąca słońc; jeżeli kiedykolwiek miałabym stworzyć esej zjawisk, którymi pogardzam najbardziej w uniwersum Stefy, znalazłby się w pierwszej piątce).
  • Bella żyje tylko dlatego, że jej dalsza egzystencja została przegłosowana jednym głosem.

Znów – punkcików nie będzie. Niektóre fragmenty znajdują się poza wszelką skalą.

A mimo to – dodał – lepiej bym na tym wyszedł, gdybym jednak zdemaskował nas wszystkich owego pierwszego dnia, niż gdybym miał rzucić się na ciebie tu i teraz, w leśnym zaciszu, bez żadnych świadków.
Byłam tylko człowiekiem, spytałam więc:
Dlaczego?
Isabello – wymówił starannie moje imię, wolną dłonią mierzwiąc mi pieszczotliwie włosy. Gest ten był tak swobodny, że przeszył mnie dreszcz. – Bello, nie potrafiłbym żyć z myślą, że pomogłem ci zejść z tego świata. Nawet nie wiesz, jak mnie ta wizja prześladuje. – Spuścił oczy ze wstydem. – Twoje ciało, blade, zimne, nieruchome... Już nigdy miałbym nie zobaczyć twoich rumieńców i tego błysku intuicji w oczach, gdy domyślasz się prawdy… Nie, tego bym nie zniósł. – Spojrzał na mnie z twarzą wykrzywioną bólem. – Jesteś teraz dla mnie najważniejsza. Jesteś najważniejszą rzeczą w całym moim życiu.



Uwaga, sonda. Proszę wszystkie panie, które zamierzają skomentować moją analizę o udzielenie odpowiedzi na pytanie: Czy chciałybyście usłyszeć takie wyznanie od niezrównoważonego emocjonalnie buca, którego znacie tydzień z hakiem? Pytam, bo nie jestem pewna, kto tu nie rozumie idei prawdziwej tru loff – ja, czy autorka.

Angst: + 50
Kicz: + 50

Wiadomo ci już oczywiście, co ja czuję – powiedziałam – Siedzę teraz tu z tobą, co oznacza, że wolałabym umrzeć niż trzymać się od ciebie z daleka. – Skrzywiłam się. – Co za idiotka ze mnie.



...Nieważne, jak bogate są zasoby internetu – nie istnieje żaden gif, który byłby w stanie oddać w pełni to, co czuję w tej chwili.

Głupota: + 500

A to dopiero – mruknął Edward. – Lew zakochał się w jagnięciu. – Spuściłam wzrok, drżąc z ekscytacji na dźwięk tego najcudowniejszego ze słów.
Biedne, głupie jagnię – westchnęłam.
Chory na umyśle lew masochista.

Aaaahhhh. Ukochany cytat wszystkich Twihardów. Dalej, drodzy czytelnicy – ponapawajmy się wspólnie pięknem tego dialogu!


Nawiasem mówiąc, czy Stefa w ogóle wie, co oznacza termin „masochista”? Ta seria ukazuje wszak dosyć wyraźnie, że Edzio nie znosi faktu, iż nieustannie musi zwalczać chęć wszamania Belki.

Głupota: + 5
Kicz: + 100

Bella wykazuje minimum rozsądku i prosi Warda by dał jej kilka wskazówek, jak najlepiej „ukryć” zapach swej skóry by nadmiernie go nie kusić. Jego odpowiedzią jest...zobaczcie sami.

Powoli, cały czas patrząc mi prosto w oczy, pochylił się do przodu. Przez chwilę opierał się lodowatym policzkiem o wgłębienie pod moim gardłem, a ja, wsłuchana w jego wyrównany oddech, obserwowałam iskierki słonecznego światła igrające w bujnej, miedzianej czuprynie. Najbardziej ludzkie były w nim właśnie te włosy.
Dłonie Edwarda zaczęły ześlizgiwać się niespiesznie ku mojej szyi. Zadrżałam. Wstrzymał na moment oddech, ale jego dłonie nie przerwały swojej wędrówki i spoczęły na moich ramionach. Wreszcie musnąwszy nosem obojczyk, oparł głowę na mojej piersi. Słuchał, jak bije mi serce. Westchnął. Nie wiem, jak długo siedzieliśmy tak nieruchomo. Być może było to kilka godzin. Tętno w końcu mi się uspokoiło, ale Edward ani razu się nie odezwał, ani nie zmienił pozycji.
Byłam świadoma tego, że w każdej chwili może z nadmiaru wrażeń stracić nad sobą kontrolę, a wtedy przypłacę chwile szczęścia życiem. Być może zadziałałby tak szybko, że nawet bym nie zauważyła... Mimo wszystko nadal nie odczuwałam strachu. Potrafiłam myśleć tylko o tym, że Edward mnie dotyka.
Gdy wypuścił mnie z objęć, nie miałam jeszcze dosyć. Bił od niego spokój.
Następnym razem nie będzie już to takie trudne – oświadczył z satysfakcją w głosie.




Trzynaście rozdziałów poświęconych konfliktowi „zew natury vs. chęć zwalczenia pierwotnych instynktów”.

Cała dotychczasowa oś fabularna książki budowana na potencjalnym dramacie miłości drapieżnika i ofiary.

Jedyna właściwa akcja książki...została pogrzebana jednym akapitem.

Mówię całkowicie poważnie – od tej chwili, przez najbliższe kilka rozdziałów nie będziemy mieli do czynienia z ŻADNYM motywem przewodnim. Wszystko, co jako tako spinało tę książkę do kupy – wampiryzm Edka jako przeszkoda w utworzeniu związku – właśnie stracił prawo bytu. Wardo pokonał swe oszałamiające pragnienie...BO TAK. Nie wycięłam tu żadnego fragmentu – Meyer nie podaje absolutnie jakiegokolwiek powodu, dla którego Edward był w stanie dokonać niemożliwego i wygrać ze swoją naturą potwora. Ot, Stefci znudziło się pisać o trudnościach związanych z nieustannym kontrolowaniem żądzy krwi, więc postanowiła, że od tej chwili McSparkle będzie się wykazywał nadludzką siłą woli – i to bez jakiegokolwiek wysiłku.

SPIRITUS MOVENS POPRZEDNICH DWUNASTU ROZDZIAŁÓW ZOSTAŁ OFICJALNIE WYSŁANY NA ŚMIETNIK; W POŁOWIE TOMU ZNALEŹLIŚMY SIĘ Z POWROTEM W PUNKCIE WYJŚCIA.

I pomyśleć, że narzekałam na nielogiczną i marysuistyczną fabułę czwórki.

Głupota: + 1000

Nasze gołąbeczki, zachwycone faktem, iż mocą Imperatywu z Rzyci zostały uwolnione od widma śmierci w męczarniach/spędzenia kilkudziesięciu lat w więzieniu, świętują poprzez macanie się po twarzach i torsach przy jednoczesnym wznoszeniu okrzyków zachwytu. Jest to bardzo nudny fragment, pozbawiony całkowicie zarówno nuty romantyzmu, jak i pożądania, który na szczęście trwa tylko około półtorej strony.


Robi się późno, czas wracać do domu:

Czy mógłbym ci coś pokazać? – Nagle zrobił się podekscytowany.
Co takiego?
Pokazałbym ci, jak przemieszczam się po lesie, kiedy jestem sam. – Zauważył, że zrzedła mi mina. – Nie martw się, włos z głowy nie spadnie, a zaoszczędzimy sporo czasu. – Obdarował mnie jednym ze swoich łobuzerskich uśmiechów, po których zawsze byłam bliska omdlenia.
Zamierzasz zamienić się w nietoperza? – spytałam podejrzliwa
Zaśmiał się głośniej niż kiedykolwiek.
I co jeszcze? Może w Batmana?
Tak się pytam. Skąd mam wiedzieć?
No dobra, tchórzu, koniec dyskusji. Wskakuj mi na plecy.

McSparkle – żartujący? McSparkle – wymyślający coś dla rozrywki swojej ukochanej? Co tu się wyrabia?!

Bez najmniejszego trudu wsadził mnie sobie na barana, pozostawało mi jedynie objąć go mocno nogami i tak kurczowe uczepić się jego szyi, że każdy normalny człowiek na jego miejscu by się udusił. (…) A potem, bez ostrzeżenia, puścił się biegiem. Jeśli kiedykolwiek wcześniej drżałam w jego obecności o swoje życie, było to niczym w porównaniu z tym, co czułam teraz. Pędził niczym pocisk, niczym strzała, świadczyły o tym jednak tylko migające po obu stronach pnie drzew. Moich uszu nie dochodził żaden dźwięk, który byłby dowodem na to, że stopy Edwarda w ogóle dotykają ziemi. Wydawał się wcale nie męczyć, nawet nie zaczął szybciej oddychać. Cudem mijał o milimetry kolejne przeszkody. Byłam tak przerażona że zapomniałam zamknąć oczy, choć twarz smagał mi boleśnie chłodny, leśny wiatr. Czułam się tak, jakbym wystawiła głowę przez okno, lecąc samolotem, i po raz pierwszy w życiu marzyłam o zażyciu aviomarinu.
Gdy już chciałam błagać o litość, Edward zatrzymał się raptownie. Powrót z łąki, do której szliśmy całe przedpołudnie, zajął mu ledwie kilkanaście minut.
Świetna zabawa, nieprawdaż? – wykrzyknął rozochocony.
Czekał, aż z niego zejdę, ale nie mogłam się ruszyć. Ruszało się za to wszystko wokół mnie. A raczej wirowało.
Bello? – zaniepokoił się.
Chyba muszę się położyć – jęknęłam.
Oj, przepraszam.
(…)
Jak się czujesz?
Trudno mi to było ocenić, tak bardzo kręciło mi się w głowie.
Mam zawroty głowy.
To schowaj je między kolana.
Zastosowałam się do tej rady i rzeczywiście trochę pomogło. Oddychałam powoli, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów a mój towarzysz usiadł tuż obok. Po pewnym czasie poczułam się pewniej i wyprostowałam. Dzwoniło mi jeszcze tylko w uszach.
To chyba nie był najlepszy pomysł – stwierdził Edward zawstydzony.

Wiecie co? Może to dziwne, ale lubię ten fragment. Cullen wyjątkowo nie zachowuje się tu jak nadęty bufon, ale zakochany nastolatek, który bardzo chce zaimponować swojej dziewczynie i summa summarum kiepsko mu to wychodzi. Edzio naprawdę sądził, że Belli spodoba się tego rodzaju doświadczenie i jest wyraźnie zawstydzony, że eksperyment się nie powiódł. SMeyer, dlaczego nie pozwolisz swoim protagonistom częściej postępować jak para zwyczajnych młodych ludzi?

No dobrze, skoro Belcia jako-tako trzyma się na nogach, czas na...pierwszy, symboliczny całus!

Pomyślałem sobie – dokończył – że chciałbym spróbować czegoś jeszcze. – Po raz drugi tego dnia ujął moją twarz w dłonie.
Zaparło mi dech w piersiach.
Zawahał się – ale nie tak, jak zwykły człowiek. Nie jak chłopak, który nie jest pewien, czy ma pocałować dziewczynę, i bada, jak ona reaguje na jego zachowanie, żeby wiedzieć, czy nie zostanie odrzucony. Albo jak chłopak, który świadomie przedłuża moment oczekiwania, wiedząc, że ta słodka chwila potrafi być czasem bardziej ekscytująca niż sam pocałunek. Edward odczekał chwilkę, by upewnić się, że nic mi nie grozi, że jest w stanie trzymać swoje pragnienie w ryzach.
A potem jego chłodne, marmurowe wargi powoli, delikatnie dotknęły moich.
Żadne z nas nie przewidziało jednak mojej reakcji.
Krew we mnie zawrzała, moje usta zapłonęły, wargi rozwarły się. Zaczęłam niemalże dyszeć, a palcami wpięłam się we włosy by przyciągnąć go jeszcze bliżej do siebie. Jego cudowny zapach mącił mi w głowie.

Primo: No ba. Nie daj bór, aby Edward Cullen miał się przejmować ewentualnym odrzuceniem, niczym pierwszy lepszy chłystek.
Secundo: Reakcja Belli staje się dosyć zabawna, kiedy uświadomimy sobie, co powiedziała Meyer w jednym z wywiadów: do momentu transformacji nasi protagoniści nigdy nie całowali się po francusku (powód – ślina Warda, będąca jednocześnie trującym jadem). Trzeba przyznać, że to bardzo...emocjonalna reakcja na zwykłe przyciśnięcie ust do ust partnera.

Ego: + 1

Oj – szepnęłam przepraszająco.
– „Oj” to mało powiedziane. Oczy miał dzikie, a szczęki zaciśnięte, ale nadal potrafił się zgrabnie wysłowić. Nasze usta dzieliło ledwie parę centymetrów. Byłam gotowa mdleć z zachwytu.
Może lepiej będzie... – Spróbowałam wyrwać się z jego objęć żeby mógł w spokoju dojść do siebie, ale jego silne ręce nie pozwoliły mi się ruszyć ani o milimetr.
Nie, nie, poczekaj – powiedział spokojnym, opanowanym głosem. – Wytrzymam.
Obserwowałam, jak w jego oczach z wolna wygasa podniecenie. Nagle uśmiechnął się zaskakująco figlarnie.
No i proszę – stwierdził, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony.
Wytrzymasz?
Zaśmiał się głośno.
Mam silniejszą wolę, niż przypuszczałem. To miło.

- No proszę, jednak nie wbiłem ci się w tętnicę! Nie ma co, gwiazdy wyjątkowo mi dziś sprzyjają!

Asshole: + 10

Wciąż z trudem utrzymywałam równowagę.
To jeszcze po biegu, czy tak doskonale całuję?
(…)
Sama nie wiem. I to, i to. Nadal kręci mi się w głowie.
Sądzę, że powinnaś dać mi poprowadzić.
Oszalałeś? – zaprotestowałam.
Co tu dużo kryć, jestem lepszym kierowcą od ciebie – zaczął ze mnie żartować. – Nawet w najbardziej sprzyjających warunkach masz ode mnie gorszy refleks.

- A tak w ogóle, ludzkość ssie, mówiłem ci już o tym? Nawet nie wiesz, ile poświęcenia kosztuje mnie przebywanie z całym tym otaczającym mnie plebsem.

Asshole: + 50
Ego: + 75

Bello, nie po to przechodziłem samego siebie, ratując cię z licznych opresji, żeby pozwolić ci zasiąść za kierownicą, kiedy ledwo się trzymasz na nogach. A poza tym jazda po pijanemu to przestępstwo.
Po pijanemu? – obruszyłam się.
Sama moja obecność działa na ciebie upajająco – powiedział – po raz kolejny uśmiechając się kpiarsko.

...Słowo daję, ten facet wprawiłby w zniesmaczenie samego Narcyza.

Ego: + 200

Bella ostatecznie zgadza się oddać kluczyki Cullenowi, wbijając jednakże ostatnią, małą szpilkę w plecy swego marmurowego Adonisa:

A na ciebie moja obecność nic ma żadnego wpływu? – spytałam nieco urażonym tonem. Nie odpowiedział od razu. Spojrzał na mnie ciepło, a potem pochylił się ku mnie i musnął wargami mój policzek, wzdłuż linii szczęki od ucha po usta i z powrotem. Zadrżałam.
Mniejsza o to – oświadczył w końcu. – I tak mam lepszy refleks.

Asshole: + 10
Ego: + 30


I to już wszystko na dzisiaj, moi drodzy. Zostańcie jednak z nami, bo już za tydzień czeka Was...pierwsza wspólna noc naszej ulubionej pary (nie, nie w tym sensie, zbereźnicy).


Statystyka:

Głupota: 2993
Asshole: 870
Ego: 382
Kicz: 150
Angst: 50
Tyran: 15


Maryboo

43 komentarze:

  1. I śmieszno, i straszno.
    Edward jest przerażający. Gdybym ja usłyszała coś takiego, zapewne zaczęłabym rozglądać się za najlepszą drogą ucieczki.
    Nie do zniesienia jest to ciągłe wywyższanie się Cullenów. Już rozumiem, czemu Bella od razu ich polubiła. Trafił swój na swego.
    Podziwiam was, że macie nerwy użerać się z tym czymś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie to jest beznadziejnie głupie!!!

    że ten psychol jest źródłem westchnień nastolatek - prawda?
    Twihardy zwykły uważać, że ten cytat jest szalenie romantyczny. Nie, nie patrzcie na mnie.
    A owszem, patrzymy na ciebie.Z niepokojem.Tobie to nie szkodzi tak na dłuższą metę?
    Czy chciałybyście usłyszeć takie wyznanie od niezrównoważonego emocjonalnie buca, którego znacie tydzień z hakiem?
    NIE

    – A to dopiero – mruknął Edward. – Lew zakochał się w jagnięciu. – Spuściłam wzrok, drżąc z ekscytacji na dźwięk tego najcudowniejszego ze słów.
    – Biedne, głupie jagnię – westchnęłam.
    – Chory na umyśle lew masochista.
    Mniszkówna XXI wieku..Dzwonię po Buffy.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja mogłam to przeczytać SIEDEM razy??? Jak!??
    Odpowiadając na twoje pytanie Maryboo gdybym usłyszała z ust psychopaty takie wyznanie to znalazłabym jakiś sposób żeby grzecznie opuścić jego towarzystwo po czym wykonałabym szybki telefon na policję. Pomijając fakt, że jestem na tyle ogarnięta żeby nie doprowadzić do sytuacji w której byłabym sam na sam w jakimś odludnym miejscu z człowiekiem którego podejrzewam o niestabilność psychiczną. Aczkolwiek ja to ja.

    OdpowiedzUsuń
  4. I pomyśleć, że w czasach gimbazy byłam zakochana w Edziu psychopacie... Największy wstyd życia.

    Marlena

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie, JAKIM PIEPRZONYM CUDEM Jasper wytrzymuje w szkole KOEDUKACYJNEJ?! Przecież przez pierwszy miesiąc czy dwa powinien był wszamać wszystkie dziewczęta, wyłączając własne siostry, z którymi ma zajęcia/siedzi w pobliżu w stołówce!

    No i wkurzyłoby mnie, gdyby chłopak nazwał mnie najważniejszą RZECZĄ w życiu. (życiu Edwarda, a to dobre)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie po co się ograniczać, Jasper mógłby spożyć też chłopców.
      A z tą najważniejszą rzeczą w życiu Edzia to był po protu błąd ortograficzny. Miało być: ,,najważniejszą rzeczą w rzyci Edwarda..."

      Nie, tekst z próbą niezamordowania ukochanej nie jest romantyczny. Tak, uciekłabym w mgnieniu oka.

      ,, – Mam zawroty głowy.
      – To schowaj je między kolana."
      W sensie, że te zawroty ma schować? :D

      Usuń
    2. Ale chłopcy nie krwawią regularnie co miesiąc...

      Usuń
    3. A - no i nie chciałabym, żeby mój chłopak miał mnie w rzyci.

      Usuń
    4. Meyer oznajmiła w jakimś wywiadzie, że krew miesiączkujących dziewcząt jest dla wampirów odpowiednikiem zepsutego jedzenia i w żaden sposób ich nie nęci. Pozwólcie, że dla dobra sprawy nie będziemy wnikać w logikę stojącą za tym twierdzeniem.

      Maryboo

      Usuń
    5. No, ale jeden drugiemu przywali, trzecia się ciachnie kartką z podręcznika (znacznie łatwiej niż papierem do pakowania prezentów, zapewniam!), czwarta wbije sobie agrafkę w palec, piąty dostanie krwotoku z nosa...

      Usuń
    6. Byłabym pożarta w pierwszej kolejności - na skórze przy paznokciach regularnie pojawiają mi się małe ranki od braku witamin, ale szujstwa powodują prawdziwe krwotoki, jeśli strup odpadnie. I bynajmniej nie jestem ewenementem, a zapewniam, że w ten sposób można uzyskać więcej krwi niż przy zacięciu się papierem prezentowym. Wniosek z tego taki, że nie mam w szkole żadnego Jaspera :P

      Usuń
    7. Taaa... Widziałam gdzieś rysunek, gdzie Belka mówiła do Edzia: ,,Kochanie, zmieniłam tampon - chcesz herbaty?".
      Wydaje mi się, że wywiady Meyer są lepsze od całego ,,Zmierzchu"...

      Usuń
    8. http://1.bp.blogspot.com/_SjE88gZDTiY/TQ6qgBJNWGI/AAAAAAAAAIU/7Y8WiSssNMU/s1600/Twilight668.jpg

      Ten rysunek?

      Usuń
    9. Owszem, dokładnie ten. Idealnie wpasowuje się w moją opinię o Zmierzchu :)

      Usuń
  6. Odwiedzam ten blog od dawna, ale dopiero dzisiaj postanowiłam się wypowiedzieć (ten rozdział sprawił, że po prostu musiałam wtrącić swoje trzy grosze):D
    Ta książka wprawia mnie w takie osłupienie i konsternację, że miejscami muszę przerwać czytanie analizy, by uspokoić nerwy. Przyznaję, kiedyś ten tekst o jagnięciu mi się podobał (wstyd, wstyd), ale Edzio ZAWSZE był dla mnie bucem i skończonym chamem. Najwyraźniej Stefcia i Twihardy uważają, że gość, któremu nieopisaną przyjemność sprawia zastraszanie swojej.. ekhem, "ukochanej" jest szalenie seksowny...
    NIE, po prostu NIE.
    Maryboo, jeśli chodzi o twoje pytanie - gdyby taki psychopata skierował do mnie takie słowa, zwiałabym tak, że by się za mną kurzyło, zabarykadowała w domu, wymieniła zamki i zadzwoniła po policję. W ogóle co to za pomysł, żeby wybierać się gdzieś z kimś, kto jawnie mówi o tym, jak to fajnie byłoby cię zamordować? Nie ogarniam i nie chcę ogarniać.
    Robi mi się słabo na myśl, że tysiące nastolatek uważa taki typ związku za idealny - bierna, bezmyślnie narażająca swoje życie dziewoja oraz buc z manią prześladowczą. Patrzyłam na to pod każdym możliwym kątem i jakoś romantyzmu w tym nie znalazłam.
    Na koniec dodam tylko, że podziwiam was, dziewczyny:D Naprawdę. Wasze analizy są świetne i dosadnie pokazują, jaka ta książka jest beznadziejna i przerażająca (choć chyba nie w takim sensie, jak chciała Stefa). Nie mogę się doczekać komentarzy przy rozdziale z epickim wysysaniem jadu z Belli przez Edzia;)

    Pozdrawiam,
    Shana

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest jakieś piękno w takim "niechcącym" tworzeniu horroru. To tak jakby przypadkowe chlapnięcie farbą przyjęło kształt, nie wiem, jakiejś Madonny z Tycjana ;).
    Bo całość ma spory horrorystyczny potencjał moim zdaniem.
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do pytania. Gdybym była Bellą to wróciłabym do mamy i wcześniej poinformowała ojca, że po Forks krąży psychopatyczna wróżka, która próbuje mi wmówić, że jest wampirem.

    A tak w ogóle to od dawna chodzi mi jedno po głowie. Dlaczego te wampiry nie opanowały całej Ziemi, skoro są super silne, super szybkie i całkowicie niezniszczalne? Przecież zwykły człowiek nie zabiłby Edwarda. Ba! Cała armia Stanów Zjednoczonych nawet by go nie drasnęła! Więc czemu Volturi tak bardzo strzegą tej tajemnicy zamiast po prostu podbić świat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprost przeciwnie - dzisiejsza technika i amunicja mogłaby zniszczyć Meyepiry - cały cymes w sile uderzenia (i, oczywiście, w złapaniu takiego wąpierza). Natomiast dlaczego Aro i spółka nie objawili się pogańskim ludom jako bóstwa i nie kazali wielbić na klęczkach, nie wie i sama autorka.

      Maryboo

      Usuń
  9. "Czy chciałybyście usłyszeć takie wyznanie od niezrównoważonego emocjonalnie buca, którego znacie tydzień z hakiem?"
    Nie. Z prostego powodu - bałabym się niezrównoważonego emocjonalnie buca, którego znałabym tydzień z hakiem. Ja rozumiem, że Stefa chciała machnąć szybki romans, ale nawet taki trzeba opisać poprawnie psychologicznie (mam na myśli to, o czym ciągle mówicie - BELLA POWINNA ZWIEWAĆ OD EDZIA GDZIE PIEPRZ ROŚNIE).
    Mniejsza. Analiza miodna jak zwykle i z niecierpliwością oczekuję kolejnej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobra, mam jeszcze jedno. Czytałam sobie ten fragment, co to go tak zjechałaś, ten z "Następnym razem nie będzie już to takie trudne – oświadczył z satysfakcją w głosie." i tak sobie wyobrażałam biedną dziewczynę porwaną (lub co najmniej nakłonioną) przez niezrównoważonego emocjonalnie wampira, która płakała w trakcie kiedy ten wybryk natury ją obmacywał. Ta wizja nie daje mi spokoju, idę ją zapisać i pierdzielnąć "Zmierzch - lepsza wersja". Marzenia... to byłoby zbyt pracochłonne. Ech.

      Usuń
  10. "Secundo: Reakcja Belli staje się dosyć zabawna, kiedy uświadomimy sobie, co powiedziała Meyer w jednym z wywiadów: do momentu transformacji nasi protagoniści nigdy nie całowali się po francusku (powód – ślina Warda, będąca jednocześnie trującym jadem)."

    Hm, może się mylę, ale nawet przy nie-francuskim pocałunku co nieco śliny można wymienić, a ten jad chyba powinien działać nawet w minimalnej ilości. No a jak po ślubie już się seksili to też tylko się cmokali? O.o No i sperma jako płyn fizjologiczny (którego Edward w ogóle nie powinien mieć moim zdaniem, ale co ja, przyszły biolog, mogę o tym wiedzieć) też powinna być wysycona jadem, więc WFT?! Logika została tu brutalnie zgwałcona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć nie całowali się do samej przemiany, a więc i podczas podróży poślubnej. To musiały być BARDZO niewinne cmoki, ot, takie przyciśnięcie warg do warg ;)
      A to, że Belka powinna zostać przemieniona podczas pierwszej wspólnej nocy, to tylko kolejny głaz do ogródka Stefy.

      Maryboo

      Usuń
    2. Hmmm... A ta scena z KwN, gdzie Edzio ,,przejeżdżał językiem po skórze Belli, aby jadem zasklepić rany po ukąszeniach" podczas przemiany? To jego ślina była w końcu jadem, czy plasterkiem na rany?

      Usuń
    3. To BD. A co do pytania: ślina Warda działa na tej samej zasadzie co wizje Alice - dostosowuje się do widzimisię Meyer.

      Maryboo

      Usuń
  11. Czy chciałybyście usłyszeć takie wyznanie od niezrównoważonego emocjonalnie buca, którego znacie tydzień z hakiem?

    Na początku się uśmiechnęłam, ale potem wysiliłam wyobraźnie, żeby postawić się na miejscu Belki. I co mi z tego wyszło? Ano: oblałabym się zimnym potem, spróbowałabym wymyślić jakąkolwiek wymówkę, żeby natychmiast wrócić do domu, całą droga mdliłoby mnie ze strachu, tym bardziej, że nie chciałabym, żeby znajdujący się obok mnie psychol cokolwiek zauważył. Potem łkałabym w poduszkę czekając na powrót ojca, któremu opowiedziałabym, co się dzieje, oznajmiłabym, ze natychmiast wracam do matki, oraz błagała go na klęczkach, żeby sam uciekał z zasięgu wariata.
    Gdyby Zmierzch poszedł tropem Belki starającej się wyplątać z tego, w co się wplątała, to pewnie powstałby z tego niezły horror.

    OdpowiedzUsuń
  12. W kwestii sondy: przede wszystkim nie znalazłabym się z jakimś randomowym, podejrzanym kolesiem sama w lesie. Ale nawet zakładając: najpierw przekonałabym samą siebie, że nie mogę go zwyzywać i posłać do diabła, bo byłoby to niebezpieczne, następnie zadzwoniłabym natychmiast na policję, gdyby tylko udało mi się znaleźć kilka minut dla siebie - albo lepiej, do ojca, pana komendanta miejscowej policji, bo gdzież przecież szukać lepszej osoby. Uch, jaka ta książka jest durna. Recenzowałam niedawno anime, w którym jednym z wątków był właśnie taki Edwardzi romans - ohyda. I najgorsze było to, że w sumie bohaterka miała romansy kolejno z pięcioma chłopakami i ten wzorowany na obsesyjnie kontrolującym wszystko psychopacie cieszył się największym uwielbieniem widzów (płci żeńskiej oczywiście). To mnie przeraża.

    Jestem na tak w kwestii eseju o Carlisle'u! Może jak skończycie analizę, to powstanie taki mały zbiorek "dlaczego 'Zmierzch' jest ohydną serią"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie? Coś tam pewnie wyczarujemy na zakończenie (nawet, jeśli bardzo malutkiego) więc esej niewykluczony ;)

      Maryboo

      Usuń
    2. *zaciera ręce z uciechy*
      Już nie mogę się doczekać bo uwielbiam twórczość własną w twoim wykonaniu ^^

      Usuń
    3. Niofomune, co do tego anime, o którym wspomniałaś - czyżby chodziło o przerażająco cukierkową "Amnesię"?;D

      Shana

      Usuń
    4. Yup, w rzeczy samej. Przerażające anime i równie przerażające fanki.

      Usuń
  13. Ahahaha, scena spraklenia na słoneczku, kocham ją 8D Kiedy tak ze trzy lata temu koleżanka namówiła mnie do obejrzenia pierwszego filmu, miałam dosyć małe pojęcie o "Zmierzchu" i samych meyerpirach, więc ta scena tak mnie powaliła swoim absurdem, że chyba nawet się nie zaśmiałam. Za to, ku niezadowoleniu koleżanki, zaczęłam na głos rozkminiać o co chodzi z tą błyszczącą w słońcu skórą i doszłam do wniosku, że to jakiś fluorescencyjny grzyb wytwarzający witaminę D, tudzież jakieś inne potrzebne mikroelementy. I ten koncept wciąż mi się podoba, ma jakiś sens :d
    A ta scena z powalaniem sosny gołymi rękami i krzyczenie "Nigdy mnie nie pokonasz!" wygląda jakby ją z jakiegoś shounena wzięto. Nie zdziwiłabym się, gdyby po zmierzeniu mocny Edwarda jakimś kosmicznym ustrojstwem okazałoby się, że jej poziom jest over 9000! ;d

    Poza tym mam pytanie. Przeczytałam wszystkie poprzednie analizy, i może mi to umknęło, ale skąd się wziął ten "Wardo"?

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Wardo' to angielskie zdrobnienie Edwarda, używane namiętnie przez Emmetta w słynnym 'Growing up Cullen' ;)


      Maryboo

      Usuń
    2. Ja z kolei wiem co znaczy Mary Sue, ale skąd to się wzięło?

      Usuń
    3. Pozwoliłam sobie przekopiować z wikipedii :)
      "Nazwa wywodzi się od imienia bohaterki wydanego w 1972 roku opowiadania Pauli Smith „A Trekkie's Tale”[4], które to opowiadanie z założenia miało być parodią popularnego serialu „Star Trek”. Mary Sue została tam opisana jako piętnastoletnia oficer floty kosmicznej, której uroda była tak zniewalająca, że sam kapitan zaproponował jej pójście do łóżka. Dalsze losy Mary Sue opowiadają o uwięzieniu na obcej planecie i uratowaniu wszystkich przez samą Mary, która następnie pilotowała samodzielnie statek Enterprise, za co otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla, Wulkański Order Odwagi i Trafmandoriańską Nagrodę Mężczyzny Roku. O ile nazwę Mary Sue stosuje się przede wszystkim do nieświadomie wyidealizowanych postaci, o tyle oryginalna Mary Sue jest taką postacią z głównego zamierzenia i miała stanowić satyrę na wszystkie kobiece postaci, które są nazbyt odrealnione."

      Koyomi

      Usuń
  14. Hie, Wardo jest bardziej interesujący jako psychopata niż trulower.

    OdpowiedzUsuń
  15. Meyer oznajmiła w jakimś wywiadzie, że krew miesiączkujących dziewcząt jest dla wampirów odpowiednikiem zepsutego jedzenia i w żaden sposób ich nie nęci.

    SERIO?!
    Wczuła się kobita w swój świat...

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  16. Na pytanie odpowiem zwięźle: kryminolog jestem, o psychopatach wiem ciut za dużo, instynk samozachowawczy pracuje sprawnie. Może i omija mnie przez to najpiękniejszy romans stulecia, ale co mi tam, wolę włsane zdrowie psychiczne;)
    Co do nazwania lubej "najważniejszą rzeczą" - moja Gładka Inaczej Połowa może mnie nazywać ulubionym dostawcą sajgonek a serdeczny qmpel tytułować ślubną żonę nalepszym przedłużeniem długopisu - nie ma problemu. Gdybym po tygodniu znajomości usłyszała, że jestem rzeczą - obiłabym durny pysk na sino, bez względu na to, jak cudnie by sparklował. I przeprosić nie miałby okazji, zapewniam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oł jeee, od tego momentu będzie się robiło coraz głupiej :D
    Przy scenie na łące autentycznie miotałam się między histerycznym śmiechem, a krzykiem "uciekaj, idiotko!".
    A jakbym cos takiego usłyszała, zadzwoniłabym po uroczych panów z kaftanikiem...

    Cass.

    OdpowiedzUsuń
  18. *wali głową w blat* Jak ja nienawidzę tego narcystycznego buca... i faktu, że zachwycają się nim nie tylko nastolatki, ale też dojrzałe kobiety...

    Co do sondy: jako ofiara stalkingu (delikatnego, ale jednak) z całą stanowczością stwierdzam, iż jest to gówno, a nie romantyczne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Swoją drogą - scena na polanie, gdy Edward mówi jakim to jest wielkim drapieżcą i nikt go nie pokona przypomina bardzo mocno podobną scenę w Pamiętnikach Wampirów. Czyżby plagiacik?

    OdpowiedzUsuń
  20. Trafiłam niedawno na waszą analizę,przeczytałam już analizę pozostałych części i powiem jedno:Jesteście genialne.Poza tym polecam wszystkim przeczytać w Cosmo artykuł o miłości wampira.Myślę,ze ten fragment was zachęci wystarczająco:)...Bo bohater ,,Zmierzchu''[Edward]i psychicznie i fizycznie znęca się nad swoją ukochaną,a ona bierze to za dowód miłości...

    OdpowiedzUsuń
  21. "Wydawał się wcale nie męczyć, nawet nie zaczął szybciej oddychać"
    No a jak miał oddychać, skoro wampiry tego nie umieją robić?

    "– Co tu dużo kryć, jestem lepszym kierowcą od ciebie – zaczął ze mnie żartować. – Nawet w najbardziej sprzyjających warunkach masz ode mnie gorszy refleks.

    - A tak w ogóle, ludzkość ssie, mówiłem ci już o tym? Nawet nie wiesz, ile poświęcenia kosztuje mnie przebywanie z całym tym otaczającym mnie plebsem."

    Właśnie, wkurzająca i niczym nieuzasadniona wyższość. Ale luksusowe samochody wykonane przez nędznych ludzi to już są OK? Ciuchy od najlepszych projektantów też są fajne, choć to ludzki wytwór? Co za hipokryzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego ostatniego - to samo niemiłosiernie mnie wkurzało w "Harrym Potterze" - ta wielka pogarda w stosunku do niemagicznej części społeczeństwa, nazywanie ich "mugolami", traktowanie jak skończonych idiotów (także przez samą Rowling)... Podczas gdy niemalże wszystko, co otaczało czarodziejów i było przez nich używane, wynalezione i stworzone zostało przez "mugoli" - i nie, odwzorowanie ani lekkie zmodyfikowanie już istniejących "mugolskich" wynalazków nie liczy się jako osobny [wynalazek].

      Usuń