Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział XI: Komplikacje

Mam dla Was dwie wiadomości – dobrą i złą.
Dobra? Zbliżamy się coraz bardziej do...ekhm, ekhm...właściwej akcji tego gniota.
Zła? Żeby dotrzeć do upragnionego celu, musimy przebić się przez dzisiejszy rozdział.

Nie mam pojęcia, jakim cudem ta książka została bestsellerem. Mówię absolutnie poważnie. Zapomnijcie na chwilę, iż:

  • osią tego dzieła jest niezdrowe uzależnienie kłamliwej, wiecznie skrzywionej i pozbawionej poczucia własnej wartości socjopatki od zadufanego w sobie psychopaty ze skłonnościami do stalkingu
  • Meyer jest kompletnym antytalenciem pisarskim gdy w grę wchodzi tworzenie atmosfery tajemniczości i grozy
  • na palcach jednej ręki można policzyć postacie, którym ma się ochotę kibicować (i które notorycznie są przedstawiane w negatywnym świetle tylko dlatego, że mają czelność używać mózgu i wypominać protagonistom ich idiotyczne postępowanie)
  • autorka uparcie gloryfikuje wszelakie możliwe patologie, portretując je jako niezwykle romantyczne (samobójstwo, obsesja na punkcie partnera) lub będące największym możliwym błogosławieństwem dla szarego obywatela (utrata duszy i/lub życia w imię sparklącej skóry, bogactwa i nadnaturalnych mocy)
  • każda kolejny tom z tej serii jest gorszy od poprzedniego.

Wiecie, co tak naprawdę powinno było zapobiec sfilmowaniu „Zmierzchu”, obrazu, który wzbudził powszechną ciekawość – i co za tym idzie, histerię?

TA KSIĄŻKA JEST BEZNADZIEJNIE NUDNA.

Jesteśmy obecnie w połowie objętości i póki co nie zdarzyło się kompletnie NIC wartego uwagi. Tu nawet nie ma się z czego śmiać – pomijając rozdział piąty, który wywołał we mnie niepohamowaną chęć zrzucenia tym wątpliwej jakości tworem o ścianę, próżno szukać nawet jakichkolwiek powodów do irytacji. Nuda, przeplatająca się ze stagnacją i monotonią – oto, jak prezentuje się dotychczasowy materiał.

I wierzcie mi, dzisiejszy odcinek niewiele zmienia w tej kwestii, dlatego już teraz ze spokojnym sumieniem daję:

Nuda: + 300


Zaczynamy lekcją biologii. Uczniów Forks High School czeka miła niespodzianka – nauczyciel postanowił, że zajęcia poświęcone będą oglądaniu filmu przyrodniczego (co, jak każdy wie, jest eleganckim synonimem wolnej lekcji). Co więc robią nasze gołąbeczki?

Starają się uniknąć kontaktu fizycznego.

Byłam teraz, co mnie zadziwiło, jeszcze bardziej świadoma bliskości Edwarda. Moja skóra stała się jakby naelektryzowana, a ciało przeszywały przyjemne, dreszcze. Owładnęło mną przemożne pragnienie, by chodź raz musnąć dłonią policzek mojego sąsiada. Nie chcąc się mu poddać skrzyżowałam ręce na piersiach, a obie dłonie, mocno zaciśnięte wetknęłam pod pachy. Byłam bliska szaleństwa. (…) Próbowałam się rozluźnić, ale bez powodzenia. Od czasu do czasu pozwalałam sobie zerknąć na Edwarda, wiedziałam, więc, że i on nadal siedzi sztywno. I wciąż biła od niego ta elektryzują aura. Mimo upływu czasu pragnienie, by go dotknąć, nie słabło aż w końcu zaczęły mnie boleć zaciśnięte kurczowo palce. Gdy nareszcie rozbłysły światła, odetchnęłam z ulgą i wyprostowawszy przed sobą ręce, zaczęłam przebierać w powietrzu zesztywniałymi palcami.

Problem ze „Zmierzchem” polega na tym, że ta seria wypełniona jest epizodami, które kwalifikują ich uczestników do wizyty w zakładzie zamkniętym, a sami bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby Stefa używała ich w roli przykładów na wszelakie możliwe odchyły psychiczne. Z tego względu każde, nawet najbardziej niewinne wydarzenie, musi być rozpatrywane w szerszym kontekście.

Nie ma nic dziwnego w fakcie, iż para niedoświadczonych, zafascynowanych sobą nastolatków czuje się niepewnie w swojej obecności i nie do końca wie, jak przełamać pierwsze bariery dotyczące kwestii fizycznych. Ale my nie mówimy tu o zwyczajnych dzieciakach – mówimy o Edwardzie i Belli.

Ego: + 2

Bo naprawdę nie ma powodu, dla którego „zakochani do szaleństwa” ludzie nie mogliby przynajmniej wymienić krótkiego uścisku rąk. Wardo i Belka zachowują się tak, jakby głęboko wierzyli, że ich Prawdziwa i Wyjątkowa Tru Loff jest tak Prawdziwa i Wyjątkowa, iż jakiekolwiek oznaki czułości natychmiast zrównają ją do szeregowych, plebejskich zawiązków, takich jak – tfu, tfu! - Mike'a i Jessiki. A przecież wszyscy wiemy, iż mamy do czynienia z Przeklętymi Kochankami, których uczucie jest znacznie głębsze i bardziej skomplikowane – nawet najmniejsza pieszczota może na nich sprowadzić nienawiść gwiazd!

Dajcie spokój, wiecie, że mam rację.

Lekcja się kończy, McSparkle odprowadza swoja ukochaną na WF:

Odwróciłam się, żeby się pożegnać, i poraził mnie wyraz jego twarzy. Malowało się na niej jakieś wewnętrzne rozdarcie, na granicy bólu, a była przy tym tak oszałamiająco piękna, że znów musiałam walczyć ze sobą, by jej nie dotknąć. Słowa pożegnania uwięzły mi w gardle.

Czy kupić bilet pierwszej klasy i podróżować komfortowo, czy raczej mieszać się z plebsem w dwójce?” - bił się z myślami Edward. Tego rodzaju wątpliwości nawiedzały go za każdym razem gdy przygotowywał się do corocznych wakacji w Waldheimie.


Angst: + 50

Edward podniósł z wahaniem rękę, podejmując jakąś niezwykle trudną decyzję. Wreszcie opuszkami palców musnął przelotnie mój policzek. Skórę miał jak zawsze lodowatą, ale jego dotyk dziwnie rozgrzewał – jakbym się oparzyła, tylko nie czuła jeszcze bólu. Zaraz potem odszedł szybko bez słowa.

Tak, moi drodzy. Edziowy Weltschmerz był związany z koniecznością podjęcia śmiertelnie ciężkiej decyzji: Czy pomacać lubą po twarzy, nim uda się ona do sali gimnastycznej ćwiczyć dwutakt i skakanie przez kozła?



Angst: + 30

Naprawdę nie wiem, dlaczego niektórzy uważają, że moje miniaturki to parodia twórczości Stefy. Tylko spójrzcie na cytaty powyżej – nawet ja nie przekraczam granicy absurdu w tak dalekim stopniu.

Okazuje się, że okrutny trener zaplanował na dziś mecz badmintona. Dzielny podnóżek Mike wiernie ofiaruje się asystować swej niezgrabnej właścicielce.

Oczywiście nie obyło się bez wpadki.
Udało mi się zdzielić się rakietą po głowie i zahaczyć o ramię Mike’a dosłownie za jednym zamachem. Resztę godziny lekcyjnej spędziłam w tylnym rogu kortu z rakietą schowaną dla bezpieczeństwa za plecami.

...Nie mogłaś po prostu...No nie wiem...Usunąć się na bezpieczną odległość i dalej brać czynny udział w grze?

Głupota: + 1

Mecz się kończy, ale nim zejdziemy do szatni:

A więc to oficjalne? – spytał po zejściu z boiska.
Co takiego?
No wiesz, ty i Cullen. – Nie wydawał się z tego zadowolony.
Moja sympatia wyparowała bez śladu.
Nic ci do tego – warknęłam, przeklinając w duchu gadatliwość Jessiki, ale Mike zignorował to ostrzeżenie.
Ten facet mi się nie podoba.
I nie musi.
Patrzy na ciebie tak... tak... – ciągnął – jakbyś była czymś do zjedzenia.
Zdusiłam wybuch histerycznego śmiechu, ale nie powstrzymałam chichotu.

Jakkolwiek zgadzam się, że Mike jest w tym dialogu cokolwiek bezpodstawnie zaborczy i Bella ma prawo spuścić go na drzewo...Belciu, skarbie?

FAKT, ŻE SPOTYKASZ SIĘ Z PSYCHOPATĄ KTÓRY WIELOKROTNIE POWTARZAŁ CI, ŻE NIEUSTANNIE ZWALCZA PRAGNIENIE POZBAWIENIA CIĘ ŻYCIA NIE JEST POWODEM DO RADOŚCI.

Głupota: + 100

Edward czekał na mnie oparty o ścianę zaraz za drzwiami, a jego cudownych rysów nie szpecił już żaden grymas. Od razu poczułam się lepiej.

Czy tylko dla mnie brzmi to jak opis żony przemocowca, która odczuwa ulgę widząc, że małżonek jest akurat w dobrym humorze?

Nagle zauważył kogoś za moimi plecami i zacisnął zęby. To Mike znikał właśnie za zakrętem.
O co chodzi?
Przeniósł wzrok na mnie, ale usta nadal miał pogardliwie wykrzywione.
Ten Newton działa mi na nerwy.
Czytałeś w jego myślach? – Nie spodobało mi się to. Dobry nastrój prysł niczym bańka mydlana.
Głowa już nie boli? – spytał Edward z niewinną troskliwością w głosie.
Jesteś niemożliwy! – Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę parkingu, choć wciąż nie wykluczałam, że będę musiała iść pieszo. Z łatwością dotrzymał mi kroku.
Sama wspominałaś, że powinienem zobaczyć, jak ci idzie na WF-ie. Byłem ciekawy. – Nie kajał się, więc puściłam to mimo uszu.
Gdy doszliśmy do samochodu, jeszcze mu nie wybaczyłam.

Wiecie co? Lubię ten dialog. Na tym etapie powieści Belka ma jeszcze resztkę kręgosłupa i otwarcie daje wyraz temu, że nie podoba jej się, gdy Ed zachowuje się jak dupek. Szkoda, że z każdym kolejnym rozdziałem nieuchronnie zbliżamy się do końca niezależności panny Swan.

Tak właściwie nie doszliśmy do samego auta, ponieważ wokół bił się tłum chłopców. Volvo nic się jednak nie stało – chodziło im rzecz jasna o kabriolet Rosalie. W oczach gapiów płonęło pożądanie; nawet nie podnieśli wzroku, gdy Edward zaczął się przepychać się do drzwiczek od strony kierowcy. Pospiesznie zajęłam swoje miejsce, również niezauważona.

Meyer? Akcja twojej powieści dzieje się w Ameryce Północnej w XXI wieku. Czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego w takim razie po przeczytaniu tego opisu przed mymi oczami jawi się obraz plemienia Hula-Gula, z przerażeniem i fascynacją otaczającego Magicznego Czerwonego Geparda należącego do Wielkiego Białego Pana?
Owszem, luksusowy wóz należący do nastolatki z pewnością zwróciłby uwagę i wywołał komentarze w szkole – ale na litość, nie róbmy z uczniów Forks dzikusów, którzy na wyścigi i z wywieszonym językiem lecą obejrzeć (choćby i niezłe) auto.
Aha, jeszcze jedno. „Tłum chłopców”. Jakżeby inaczej. Posiadaczki jajników są genetycznie niezdolne do fascynacji motoryzacją, a jeśli już lubią samochody, to z pewnością coś jest z nimi nie tak (vide Rosalie).
No i jak zwykle: gratulacje dla dzieci Stirlitza za perfekcyjne wmieszanie się w tłum.

Głupota: + 20

Robi wrażenie – skwitował.
Co to w ogóle za auto?
M3.
Czyli?
BMW – Nie patrząc na mnie, przewrócił oczami.

Głupia baba, wszystko trzeba jej tłumaczyć jak krowie na rowie...

Asshole: + 10

Wciąż się gniewasz? – spytał, manewrując.
Gniewam.
Westchnął.
Wybaczysz mi, jeśli przeproszę?
Może. Pod warunkiem, że to nie będą udawane przeprosiny. I jeśli obiecasz, że to się nie powtórzy.
A co powiesz – oświadczył przebiegle – jeśli przeproszę szczerze, a do tego pozwolę ci
prowadzić w sobotę?
Doszłam do wniosku, że nic więcej nie wskóram, odrzekłam więc:
Umowa stoi.
Przepraszam, zatem, że sprawiłem ci przykrość.

...Bello? Nie.

Właśnie dałaś temu dupkowi zielone światło, jeśli chodzi o inwigilację twoich prywatnych rozmów.

I co to znaczy: „wiedziałam, że nic więcej nie wskóram”, do diaska?

MASZ PEŁNE PRAWO WYMAGAĆ OD TEGO PALANTA, ŻEBY TRAKTOWAŁ CIEBIE I TWOICH ZNAJOMYCH Z SZACUNKIEM I RESPEKTOWAŁ WASZE PRAWO DO PRYWATNOŚCI. JEŻELI NIE JEST W STANIE TEGO ZROBIĆ, TO EWIDENTNIE NIE NADAJE SIĘ NA ŻYCIOWEGO PARTNERA. KONIEC KWESTII.

Głupota: + 300
Asshole: + 100

A w sobotę rano stawię się pod twoim domem.
Będę musiała się tłumaczyć przed Charliem, czyje to volvo.
Nie mam zamiaru przyjechać volvo – odparł pobłażliwym tonem.
Więc jak?
Tym się nie kłopocz. Będę ja, volvo nie będzie.

Zamierzasz ją nieść do Seattle na barana czy też może zaparkujesz za rogiem, poklepując samego siebie po ramieniu i gratulując sobie sprytu? Bo trzeciego wyjścia nie widzę.

Głupota: + 1

Bella prosi Edzia, aby wyjaśnił jej, dlaczego nie powinna być w okolicy kiedy Cullenowie udają się na polowanie. Przeciętny szop pracz byłby w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie, ale ponieważ nasza heroina jest cokolwiek opóźniona, Wardo cierpliwie tłumaczy jej, że podczas polowania zdaje się na instynkt drapieżnika i nie jest w stanie w pełni kontrolować swoich czynów. Nasze gołąbeczki żegnają się pod domem Charliego, a Edzio informuje Bellę, że jutro przyjdzie jego kolej na zabawę w inkwizycję.


Następnego dnia rano Belcia spożywa śniadanie z ojcem. Wypływa kwestia wyprawy do Seattle:

Jesteś pewna, że nie uda ci się wrócić w porę na bal?
Nie idę na bal. – Zaczynał działać mi na nerwy.
Nikt cię nie zaprosił? – Próbował ukryć zatroskanie, płucząc swój talerz wyjątkowo starannie.
Tym razem to dziewczyny wybierają – udało mi się wyplątać.
Ach tak. – Zamilkł, zbity z tropu.
Rozumiałam jego ojcowskie rozterki, musiało być mu trudno. Z jednej strony żył w strachu, że znajdę sobie chłopaka, z drugiej martwił się, że go sobie nie znajdę. Jak strasznie musiałby się czuć gdyby zaczął choćby podejrzewać, w jakim typie mężczyzn, czy też raczej stworów, gustuję.
Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym.

A, tak. Bella Swan i wampiryzm. To kolejny temat, nad którym zamierzam się porozwodzić szerzej w przyszłości. Przyjemności trzeba sobie dawkować.

Po Belcię przyjeżdża jej rudowłosy ukochany. Nie, to jeszcze nie sobota (zdaję sobie sprawę, jak łatwo się w tym pogubić), po prostu McSparkle postanowił podrzucić swoją dziewczynę do szkoły, przy okazji przeprowadzając małe przesłuchanie.

Jaki jest twój ulubiony kolor? – spytał ze śmiertelnie poważną miną.
(…)
Trwało to cały dzień. Czy to przed angielskim, po hiszpańskim, na lunchu, nieprzerwanie zasypywał mnie błahymi pytaniami. Opowiadałam mu więc o swoich ulubionych i znienawidzonych filmach, o tych paru miejscach, w których byłam, i mnóstwie, które chciałabym zobaczyć, a przede wszystkim o książkach, po prostu bez końca.

Nie jestem pewna, czy w założeniu miał to być dowcip, ale nie bardzo mnie to interesuje. Tak, pytanie o kolor jest naiwne i banalne, ale wiecie co? To pierwszy i ostatni raz, kiedy widzimy Edwarda autentycznie zainteresowanego Bellą, jej gustem i opiniami. On naprawdę chce ją poznać, dowiedzieć się o niej czegoś nowego. Zero sztucznego napięcia i werteryzmu – po prostu dwoje ludzi, którzy zgłębiają swoją relację w normalny, zdrowy sposób.

Napawajcie się tym fragmentem, kochani – wszyscy wiemy, co czeka nas w niedługiej przyszłości.

Aha, wycięłam pewien fragment dialogu, który jednak muszę zacytować teraz:

Jakie CD jest teraz w twoim odtwarzaczu? – spytał takim tonem jakby żądał ode mnie przyznania się do morderstwa.
Uświadomiłam sobie, że nie wyjęłam jeszcze albumu, który dostałam od Phila. Kiedy rzuciłam nazwę zespołu, Edward uśmiechnął się szelmowsko i tajemniczo zarazem, po czym sięgnął do schowka i podał mi jedną z około trzydziestu upchanych tam płyt. Był to ten sam album.
To i Debussy? – spytał, unosząc jedną brew.

Najwyraźniej zdaniem Edka można być fanem co najwyżej jednego gatunku muzycznego. Strach pomyśleć, co przeżyłby ten nieszczęśnik, gdybym pokazała mu swoją playlistę.

Głupota: + 1

W jednym przypadku chodziło o mój ulubiony kamień szlachetny. Gdy zagapiłam się i bezmyślnie palnęłam „topaz”, Edward natychmiast zasypał mnie gradem pytań. Czułam się niczym osoba biorąca udział w jednym z tych testów psychologiczny, w których należy odpowiadać pierwszym skojarzeniem. Byłam pewna, że nie dopytywałby się tak, gdyby nie moja reakcja, a spiekłam raka, ponieważ do niedawna moim ulubionym kamieniem był granat. Wpatrując się w miodowe oczy Edwarda, nie sposób było zapomnieć, co wywołało tę zmianę. On z kolei za wszelką cenę pragnął dowiedzieć się, skąd to zawstydzenie.
Powiedz mi – rozkazał, gdy nie pomogły perswazje – a nie pomogły, bo spuściłam przezornie wzrok.
Poddałam się.
Takiego koloru są dziś twoje oczy – westchnęłam, bawiąc się nerwowo kosmykiem włosów.Spytaj mnie za dwa tygodnie, to pewnie odpowiem, że onyks.

Pamiętacie, o czym pisałam na początku? To nie jest typowa para. To, co u innych byłoby oznaką flirtu lub zauroczenia tu jest kolejnym dowodem na chorą fascynację Belki. Zresztą spójrzcie sami:

Wyjawiłam mu więcej, niż zamierzałam, co zmartwiło mnie bardzo, ponieważ do tej pory, gdy dawałam po sobie poznać, jak bardzo obsesyjnym uczuciem go darzę zawsze reagował atakiem furii.

Jeżeli sama autorka dostrzega, jak niezdrowe jest postępowanie jej awatara to wiedz, że coś się dzieje.
Aha, Stefciu – nie musisz nam co chwilę przypominać, że McSparkle jest niestabilny psychicznie i powinien przebywać w specjalnej instytucji, przywiązany do łóżka i pod zbawiennym wpływem leków. Zrozumieliśmy to już na samym początku książki.

Głupota: + 75
Tyran: + 75

Następnie mamy lekcję biologii (nasze gołąbeczki znowu pilnują się, aby broń Neptunie nie dopuścić do kontaktu cielesnego), lekcję wuefu (Bella lekceważy Newtona) oraz powrót do domu, któremu towarzyszy dalszy wywiad ze strony Cullena (dowiadujemy się, że tym, co najbardziej zachwycało pannę Swan w Arizonie było ukształtowanie powierzchni).

Co, nudno Wam? Mnie też. Nie martwcie się, na pocieszenie znalazłam ładny cytacik:

Zmierzcha – szepnął Edward refleksyjnie, spoglądając ku zachodowi na przesłonięty chmurami horyzont. Myślami wydawał się być daleko stąd.
Wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Po pewnym czasie przeniósł wzrok na mnie.
To dla nas najbezpieczniejsza pora dnia – odpowiedział na malujące się w moich oczach pytanie. – Najłatwiejsza. Ale poniekąd najsmutniejsza... Kolejny dzień dobiega końca, nastaje noc. Mrok jest tak przewidywalny, prawda? – Uśmiechnął się smutno.
Lubię noc. Gdyby nie ciemność, nigdy nie zobaczylibyśmy gwiazd.

Nie, ten fragment nie ma nic wspólnego zresztą tekstu i z niczym się nie wiąże. Najwyraźniej Meyer uświadomiła sobie, że biedny czytelnik nadal nie wie skąd się wziął tytuł książki i postanowiła to naprawić, wstawiając do tekstu z rzyci wzięty, pseudopoetyczny bełkot.

Wardo i Belka już mają się żegnać, aż tu nagle:

Co jest? – Ze zdziwieniem zauważyłam, że zacisnął zęby, a w oczach miał niepokój.
Zerknął na mnie przelotnie.
Kolejna komplikacja – odparł ponuro.
Otworzył drzwiczki jednym, szybkim ruchem i odsunął się natychmiast, jakby bał się, że coś go ugryzie.
W strugach deszczu zalśniły światła obcego czarnego samochodu, który zatrzymywał się
właśnie przy krawężniku dwa metry przed nami.
(…)
Usiłowałam dostrzec pasażerów auta, ale bez powodzenia – było za ciemno. Za to jego
reflektory dobrze oświetlały Edwarda. Siedział nieruchomo wpatrzony w kogoś lub coś, czego nie dane mi było zobaczyć. Na jego twarzy malowała się frustracja przemieszana z pogardą.
A potem ruszył z piskiem opon i już go nie było.
Cześć, Bella – zawołał ktoś z czarnego samochodu znajomym, ochrypłym głosem.
Jacob? – zdumiałam się, usiłując dostrzec go przez deszcz.
W tym samym momencie, oświetlając twarze przybyszów, nadjechał Charlie.
Jacob już wysiadał, a jego szeroki uśmiech był widoczny nawet mimo mroku. Na miejscu pasażera siedział z kolei jakiś starszawy tęgi mężczyzna o zapadających w pamięć rysach twarzy – policzki wylewały mu się na ramiona, a poorana zmarszczkami, miedzią skóra przywodziła na myśl znoszoną kowbojską kurtkę – No i te oczy, zaskakująco znajome, jednocześnie zbyt młode i zbyt sędziwe jak dla tej twarzy.
Mężczyzną tym był Billy Black, ojciec Jacoba. Chociaż nie widziałam go od ponad pięciu lat, a kiedy Charlie wspomniał po raz pierwszy o furgonetce, nie wiedziałam, o kogo chodzi, teraz poznałam go od razu. Przyglądał mi się uważnie, więc uśmiechnęłam się nieśmiało. Zorientowałam się jednak, że jest czymś bardzo poruszony, przestraszony lub zszokowany – i mój uśmiech szybko zgasł.
Kolejna komplikacja” powiedział Edward. Billy nie spuszczał ze mnie wzroku. Zaczęłam się martwić. Czyżby rozpoznał Edwarda? Czy naprawdę wierzył w owe niesamowite legendy, z których śmiał się jego własny syn?
Tak właśnie było. Mina Indianina nie pozostawiała, co do tego najmniejszych wątpliwości.

Co wyniknie z niemal-konfrontacji Bogatego Kolonizatora i Przedstawicieli Klanu Niewolników – o tym w następnym tygodniu.

Statystyka:

Głupota: 498
Nuda: 300
Asshole: 110
Angst: 80
Tyran: 75
Ego: 2


Maryboo

18 komentarzy:

  1. Ha pierwsza :)

    Do rzeczy, analiza fajna (jak to zresztą zwykle bywa) nic dodać nic ująć. Chociaż nie, kiedy czytałam o rozmowie Belki i jej podnóżka (biedny Mike) doszłam do wniosku, że nawet obcy ludzie widzą, że Bella ładuje się w coś złego i drugi wniosek. Mieszkańcy Forks nie są aż takimi debilami na jakich kreuje ich Stefa.

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. Ych, Mike, Mike, z Jessicą będzie ci lepiej, ona przynajmniej używa mózgu. Ja pamiętam (wtręt autobiograficzny), że od okulisty miałam papierek, coby mi piłki nie dawali. I całe WF-y spędzałam na gimnastyce, z dala od innych ludzi, nikomu się krzywda nie działa.

    Jeśli chodzi o playlisty... hm... na mojej jest Enya, Meat Loaf, Jacek Kaczmarski, Bob Dylan i HPL Historical Society. Poza tym słucham całych stad innych wykonawców, po jednym, dwa, trzy utwory. Na ten widok Edzio by chyba zawału dostał... (nie o Stalowego Kurdupla mi chodzi).

    Książki, które czyta Bella. Dlaczego to brzmi oksymoronicznie?

    Ulubiony kamień szlachetny? Topaz, bo tak wyglądają twoje oczy. Bohrze. Od tego trzeba zrobić termin 'gust swanowski' (na wzór soplicowskiego): nie podoba mi się nic, co nie jest związane z moim facetem! Grr. GRRRRRR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://fc01.deviantart.net/fs71/i/2012/199/a/3/edward_elric_by_kwiatekalchemist-d4i3m1p.jpg

      nie mogłam się powstrzymać ;)

      Usuń
    2. Ojej, czyżby chciał mi przywalić za nazwanie go 'Stalowym Kurduplem'? ;)

      Usuń
  3. Ja ciągle nie mogę wyjść z podziwu, jak ci "źli", nie główni bohaterowie tej książki są całkiem interesujący. Ja nie wiem, może ona na siłę się starała?

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna analiza!
    Mam zły gust,bo mi się ten fragment o zmierzchu spodobał....


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też...
      Taki jakby z innej książki.

      I zgodzę się, że Zmierzch jest NUDNY. W momencie, w którym porzuciłam go na rzecz pouczenia się chemii, stwierdziłam, że coś jest nie tak.
      Jakim cudem analiza wyszła dobra przy TAKIM materiale, diabli wiedzą.

      Cass.

      Usuń
  5. O matko, Edwardoe zdanie o guście muzycznym... ciekawe jak zareagowałby na mój J-rock, rock, christian-rock, rap, hip-hop, dubstep, k-rock, muzyka stylizowana na średniowieczną, muzyka arabska, shanty, OST w wykonaniu chórów, polski pop, disco polo, jakikolwiek-styl-ma-Nightwish, muzyka duńska oraz kilka innych gatunków, których w tej chwili nie kojarzę? xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Całkiem fajna analiza. Nie powiem, z wieloma aspektami się zgodzę, ale nie mogę wyzbyć się przekonania, że czasem na siłę szukacie dziury w całym. Ja na przykład rozmowę o muzyce zinterpretowałam zupełnie inaczej. Nie chce mi się wierzyć, że wy nigdy nie używanie w rozmowie sarkazmu i ironii, a tak to chyba miało zabrzmieć. Mimo wszystko uważam, że macie dużo racji - w końcu ambitna to ta książka nie jest ;D a jeśli chcecie poczytać o obsesyjnej miłości do partnera, braku jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego oraz niezależności 'głównej ukochanej' to polecam Greya ;D fajnie się to czytało chociaż czasem to aż się nóż w kieszeni otwierał :)
    pozdrawiam , Cherie

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.youtube.com/watch?v=RZwM3GvaTRM dziewczyny, obejrzyjcie to, prosze:D Gdyby to Buffy byla heroina tej ksiazki, akcja od razu nabralaby uroku... :D:D

    gayaruthiel

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko 300 za nudę? Ja bym dała 1000, przy tym naprawdę można jajko znieść. ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, dziewczyny. Właśnie skończyłam czytać Wasze analizy następnych części Sagi i jestem pod ogromnym wrażeniem. Zawsze wiedziałam, że te książki są głupie, pełne błędów itp, ale Wy pokazałyście mi, że po 1. są JESZCZE GŁUPSZE niż myślałam, a po 2. że są zwyczajnie ZŁE. W sensie: propagują chory związek i wszelkie nienormalne zachowania, które każdy NORMALNY człowiek by potępił. Za czytanie tej analizy jeszcze się nie wzięłam, ale na pewno zrobię to już jutro, albo jeszcze dzisiaj, bo czytanie Waszych analiz mnie wciąga jak mało co.
    Dziwię się tylko, że nie wprowadziłyście nigdy kategorii "seksizm". Oczywiście wiele razy o nim wspominałyście, ale ciekawi mnie ile by uzbierał punktów.
    Hm, co tu jeszcze chciałam dodać? Aha, wiem. Bardzo Was proszę, żebyście kiedyś zanalizowały "Drugie życie Bree Jak-jej-tam". Wiem, że gdzieś w komentarzu pisałyście, że tego nie zrobicie, bo ta książka jest nudna, ale mimo wszystko byłabym Wam bardzo wdzięczna z dwóch powodów: po pierwsze czytałam tę część tylko raz (inne po 2-3 razy, wiem, wstyd przyznać) i chętnie bym ją sobie przypomniała, ale obawiam się, że bez Waszych komentarzy bym nie wytrwała. Po drugie: po prostu Wasze analizy są tak świetne, że nie chcę się z nimi rozstawać jak najdłużej. Troszkę ze mnie wychodzi egoistka, zwłaszcza po tym pierwszym powodzie, przepraszam. D: Jeśli mimo wszystko nie będziecie chciały analizować "Bree" to trudno, jakoś to przeżyję. ^^""
    No to chyba na razie tyle. Raczej nie należę do osób aktywnie komentujących blogi, ale bądźcie pewne, że będę z Wami już do końca. :D Jeszcze raz: dobra robota, uwielbiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  10. Proponuję wziąć na warsztat również kilka nieoficjalnych rozdziałów, a więc "Midnight sun", czyli zmierzch oczami Eda. Tam również ubaw po pachy, choć zawiera też kilka zaskakująco ciekawych fragmentów takich jak rozważania "młodego greckiego boga" (rzyg, w jaki sposób szybko i estetycznie wciumkać całą klasę, z naszą rozlazłą kluchą na deser. Niestety Stefci zabrakło w połowie weny, więc tylko kilka pierwszych rozdziałów należy do niej. Resztę dopisali fani w równie rzygogennym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z innej beczki: http://grumpycatpics.com/stories/8437/Simple-Logic-Always-Works-Funny-Twilight-Captions-Pictures.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawiasem mówiąc, nawiązując do rozważań z poprzednich rozdziałów na temat tego dlaczego poboczne postacie dorosłe, pozwalają bladolicemu pampersowi podskakiwać zamiast poczęstować staropolskim "spierdalaj" i zasunąć kopa w przecudną marmurową, "Midnight Sun" wyjaśnia również ten fenomen w jakże przewidywalny sposób. Wszyscy bez wyjątku, bez względu na wiek, narodowość, płeć i orientację seksualną snują na jego temat fantazje erotyczne (z panią w sekretariacie włącznie), co czyni ich w jego rękach bezwolnymi marionetkami unoszonymi na falach wyimaginowanych namiętności z kolegą nieskazitelnym w roli głównej. Biedna pani z sekretariatu miota się między nieokiełznaną żądzą a superego, które zauważa, że Edziowi jeszcze mleko nie wyschło pod nosem. A więc wszystko jasne w tym temacie, dzięki otwartemu dostępowi do myśli Edka, a co za tym idzie do myśli wszystkich osób, które spotyka , przócz Tej Która Nie Myśli ma się rozumieć

    OdpowiedzUsuń
  13. A teraz striptiz.21 kwietnia 2013 02:54

    Zajebiste.

    „Harry Potter jest o przezwyciężaniu strachu, znajdowaniu wewnętrznej siły i robienia tego, co jest słuszne w walce z przeciwnościami. Zmierzch jest o tym, jak ważne jest to, by mieć chłopaka.” – Stephen King wiedział, co dobre. No cóż. "Bestseller" Stefci Jestę-Wielką-Pisarką to gniot, mdłe romansidło, bo Belcia przecież nie mogła być normalną dziewczyną i uciekać, jak tylko zobaczy wampira! TO PRZECIEŻ BYŁOBY GŁUPIE! ;_;

    A ja tak sobie myślę, co Meyer brała, zanim wzięła się za wymyślanie tej książki. Bo, cokolwiek to było, musiało być mocne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Analiza przeboska. Aż mi wstyd, że będąc słit piętnastką tej całej patologii nie zauważyłam. Co nie zmienia faktu, że już wtedy mnie to diabelnie nudziło, a KwN rzuciłam w cholerę po 100 stronach :P
    Nie będę oryginalna, pytając, co ludzie w tym widzą - czy raczej widzieli; ten boom na szczęście zdaje się nieodwracalnie przemijać.
    Pozdrawiam
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam sposób, w jaki analizujecie ;) Dzięki Wam poznałam wiele nowych pojęć i bardzo się z tego cieszę. Wiem, że ja sama popełniam wiele błędów - ortograficznych, merytorycznych itd., ale chciałabym zwrócić Wam uwagę na jedną rzecz, która rzuciła mi się w oczy. Mianowicie "zresztą" i z resztą". Kiedy trzeba napisać, np. "zresztą to bez znaczenia" - w analizach (choć nie zawsze) napisane jest : "z resztą...", a kiedy z kolei powinno być, np. "z resztą poradzę sobie sama", piszecie : zresztą poradzę... Rozumiecie o co mi chodzi? Nie mam się do czego więcej przyczepić. Świetne analizy, nawet te, które z założenia powinny być nudne przez nudny rozdział. Urozmaiciłyście mi całą sagę Smeyer i zwróciłyście uwagę na wiele rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam (choć muszę przyznać, że spora część tej patologii była dla mnie jasna od razu... tak tylko chciałam się pochwalić ;P). Dzięki za mile spędzony czas, dopiero niedawno trafiłam na Brzask i całą resztę i teraz nadrabiam ;D

    OdpowiedzUsuń