Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział VI: Historie mrożące krew w żyłach

Gdyby to nie był Tłajlajt, to taki tytuł rozdziału pewnie by mnie zaintrygował. Może tak nawet było, kiedy czytałam to barachło pierwszy raz, ale teraz, patrząc z perspektywy serii, wiem, że to wszystko były tylko płonne nadzieje.

Następnego dnia do Belci dopada Jessica i wypytuje ją o Edwarda, jednak Swanówna nie puszcza pary z gęby.

Ja z kolei byłam zła na siebie, bo chociaż Edwarda miało nie być w szkole, cały czas, jak idiotka, żywiłam nadzieję, że może jednak się pojawi. Wchodząc do stołówki w towarzystwie Mike`a i Jessiki, nie mogłam się oprzeć, by nie zerknąć na stolik Cullelów - Rosalie, Alice i Jasper siedzieli pochyleni ku sobie, o czymś zawzięcie dyskutując. Zrobiło mi się strasznie smutno na myśl, że mam czekać nie wiadomo ile dni, aż znowu zobaczę ich brata.

Facet cię tyranizuje, rzuca tobą o samochód, grozi ci, nie przyjmuje do wiadomości odmowy, a ty wypatrujesz go jak księcia z bajki? Ogarnij się, na bora. W prawdziwym świecie byłabyś na dobrej drodze do zostania ofiarą tego psychopaty. Twoja twarz wylądowałaby szybko na kartonie z mlekiem. (+500 głupota)

Pogoda się poprawia, więc Belka jakby na chwilę mniej angstuje. Charlie cieszy się, że jego naburmuszona latorośl postanawia pojechać do La Push ze znajomymi ze szkoły. Ma rację, to ogromny krok i wielkie poświęcenie dla Bellissimy, tak bratać się z plebsem.

Zastanawiałam się, czy równie łatwo zgodziłby się na mój wyjazd z Edwardem do Seattle - nie żebym zamierzała mu o tym powiedzieć.

Raczej by się nie zgodził i miałby stuprocentową rację.

 - Tato, czy znasz coś takiego jak Kozie Skały? - spytałam obojętnym tonem. - To chyba gdzieś na południe od Rainier.
- Tak, a bo co?
- Wzruszyłam ramionami. Koledzy mi mówili, że jadą tam na weekend.
- Toż to nie miejsce na biwak - zdziwił się. - Pełno niedźwiedzi, a ludzie zapuszczają się tam raczej tylko w sezonie polowań.
- Och. - Opuściłam wzrok. - Może coś mi się poplątało.
 
Mamy więc w rozmowie z Charliem trochę obligatoryjnego foreshadowingu, którego w tym rozdziale będzie jeszcze więcej. Jak wiemy, Belcia nie jest specjalnie lotna, więc na subtelność nie ma co liczyć. Wszystko będzie miała wyłożone elegancko na tacy.

Sklep Newtonów znajdował się na północnym skraju miasteczka. Mijałam go już wcześniej, ale nigdy nie zaglądałam do środka - jakoś nie pociągały mnie piesze wycieczki po okolicy, nie potrzebowałam, więc nic ze sprzedawanego w nim sprzętu. Na parkingu dla klientów rozpoznałam auta Mike'a i Tylera, a przed tym pierwszym dostrzegłam grupkę ludzi. Był tam Eric z dwoma kolegami, bodajże Benem i Connerem, Jess z Angelą i Lauren, i trzy inne dziewczyny, w tym ta, którą przewróciłam w piątek na WF - ie. Gdy wysiadałam z furgonetki, moja ofiara spojrzała na mnie z niechęcią i szepnęła coś do Lauren. Blondynka pokręciła głową z dezaprobatą i zmierzyła mnie wzrokiem.
Nic ma, co, czekał mnie kolejny wspaniały dzień.

Wspominałam już może, że nie znoszę teenage drama, bo jest nudne i głupie?

Belka rozmawia z Mike’em.

- Pojedziesz moim wozem? Do wyboru jest jeszcze minvan mamy Lee.
- Jasne.
Uśmiechnął się promiennie. Tak łatwo było go uszczęśliwić.

Facet się w tobie podkochuje, więc to chyba oczywiste. Przestań traktować go z taką wyższością, wredna krowo. (+1 bitch) Jessica jest naturalnie zazdrosna, czyli teenage drama cdn. Whatever.

Następnie mamy opis wyprawy na plażę, ogniska i spaceru nad jeziorka. Belka cały czas rozmyśla o Edku. Ferajna w końcu wraca ze spaceru na plażę, gdzie zastaje przy ognisku kilkoro Indian. Mamy więc i naszego przyszłego niewolnika, Dżejka. Cieszmy się, albowiem jeszcze przez jakiś czas będzie on miał całkiem znośny charakter, zanim Stefka postanowi go kompletnie spieprzyć, żeby przypadkiem nie okazał się lepszy od Pana Buca.

Black przysiada się do Belki. Oczywiście od razu dostajemy opis, jaki to on nie jest pienkny. Ofkors. Od razu można się domyślić, że to ten cud chłopak będzie ostatni w trójkącie miłosnym tej serii.

Piękna twarz, pomyślałam. Niestety, pierwsze słowa, które padły z ust nieznajomego, popsuły to dobre wrażenie.
- Jesteś Isabella Swan, prawda? - zapytał. Wrócił koszmar pierwszego dnia w szkole.

Cóż za horror! (+1 angst)

Belcia przypomina sobie, że jest to syn Billy’ego, od którego ma wóz.

- Ach tak. - Odetchnęłam z ulgą. Uścisnęliśmy sobie ręce - Syn Billy'ego. Pewnie powinnam ciebie kojarzyć.
- Raczej nie, ja jestem najmłodszy w rodzinie. Ale moje dwie starsze siostry chyba pamiętasz?
- Rachel i Rebecca - przypomniałam sobie nagle. Charlie i Billy zostawiali nas razem, kiedy łowili ryby, ale byłyśmy wszystkie zbyt nieśmiałe, żeby zaprzyjaźnić się jak należy. Poza tym tak często dostawałam wtedy napadów złości, że tato przestał mnie ze sobą zabierać, zanim skończyłam jedenaście lat.
- Siostry też tu są? - Przyjrzałam się dziewczynom stojącym nad wodą, zastanawiając się, czy udałoby mi się je rozpoznać.
- Nie. - Jacob pokręcił głową. - Rachel dostała stypendium i mogła wyjechać na uniwersytet stanowy, a Rebecca wydała się za surfera z Samoa. Mieszka teraz na Hawajach.
- Kurczę, już po ślubie. - Byłam w szoku. Bliźniaczki miały niespełna dziewiętnaście lat.

Muahahahaha. Przepyszna ironia.

Belka i Dżejk prowadzą swobodną rozmowę na temat furgonetki. Niestety, jakże miłą atmosferę przerywa Lauren, która na razie z braku laku robi za czarny charakter.

- To wy się znacie z Bella? - spytała go Lauren. Ton jej głosu wydal mi się szyderczy.
- Można by powiedzieć, że od urodzenia.
- Jak milo - stwierdziła, prychając nieprzyjemnie. Widać było w jej spojrzeniu, że chce mi jakoś dokuczyć.
- Właśnie mówiłam Tylerowi - zwróciła się do mnie, przyglądając mi się badawczo - jaka to wielka szkoda, że żadne z Culienów się dziś nie pojawiło. Czy nikomu nie przyszło do głowy, żeby ich zaprosić? - Trudno było uwierzyć, że boleje nad ich nieobecnością.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, ku irytacji Lauren odezwał się najstarszy z Indian. Był już raczej dorosłym mężczyzną niż chłopcem i mówił basem.
- Masz na myśli dzieci doktora Cullena?
- Tak, a co, znasz ich? - odparła dziewczyna, traktując obcego z góry.
- Cullenowie tu nie przyjeżdżają - stwierdził, ignorując jej pytanie i tym samym zamknął temat.

Foreshadowingu część następna, jeszcze dość delikatna.

Spojrzałam na Indianina zdziwiona, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, ale patrzył w zamyśleniu na las za naszymi plecami. W jego słowach kryło się coś więcej. Podkreślił wyraz, w sposób, który kazał się domyślać, że rodzina ta nie jest tu mi widziana, nie ma pozwolenia tu bywać. Odkrycie to wstrząsnęło mną głęboko i nie potrafiłam go zbagatelizować.

Rzeczywiście wstrząsające, pozbierać się nie mogę.

Aby dowiedzieć się czegoś więcej o tej sprawie, Belka postanawia pociągnąć za język Dżejka, rozpoczynając tym samym tradycję igrania z uczuciami chłopaka, manipulowania nim i wysyłania sprzecznych sygnałów.

Nadal wracałam myślami do wzmianki o Cullenach, aż nagle wpadłam na pewien pomysł, głupi, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Miałam tylko nadzieję, że Jacob nie ma jeszcze większego doświadczenia w obchodzeniu się z dziewczynami i nie połapie się, że nie o flirt mi chodzi. Zresztą, nawet prawdziwa próba flirtowania w moim wykonaniu musiałaby wypaść żałośnie.
- Przejdziemy się po plaży? - zapytałam, próbując naśladować sztuczkę Edwarda z patrzeniem spod rzęs.

No to na zachętę (+1 bitch).

Swanówna trzepocze rzęsami, komplementuje Blacka i prowadzi rozmowę w kierunku Culenów. Dżejk natychmiast daje się złapać na te gierki.

-Co to za chłopak, z którym rozmawiała Lauren? Chyba jest za stary na ogniska z nastolatkami. - Celowo podkreśliłam różnicę wieku, żeby Jacob nie poczuł się zagrożony. - To Sam. Ma dziewiętnaście lat. - Powiedział coś dziwnego o rodzinie doktora. - O Cullenach? No tak, mają zakaz wstępu na teren rezerwatu - Spojrzał gdzieś w bok, w stronę wyspy Jamesa. A więc miałam rację.
- Dlaczego?
Chłopak przeniósł wzrok na mnie i zagryzł wargi.
- Kurczę, tak właściwie nie powinienem ci o tym mówić.
- Nie puszczę pary z ust. Po prostu jestem ciekawa. - Uśmiechnęłam się przy tym przymilnie, zastanawiając się, czy nie przesadzam z tym graniem.
Ale Jacob połknął haczyk, odwzajemnił uśmiech. Gdy ponownie się odezwał, głos miał jeszcze bardziej zachrypnięty.
- Lubisz mrożące krew w żyłach historie? - zaczął złowieszczo.
- Ubóstwiam - zapewniłam go, przybierając odpowiednią minę.
 
Black opowiada Belce legendy swojego plemienia.

- Dużo ich, niektóre cofają się w czasie aż do Potopu. Ponoć starożytni Quileuci przywiązali swoje canoe do czubków najwyższych z rosnących w górach drzew, żeby przetrwać podobnie jak Noe w arce. - Uśmiechnął się, żeby pokazać mi, że nie bardzo w to wszystko wierzy. - Inna legenda głosi, że pochodzimy od wilków i że są one nadal naszymi braćmi. Kto je zabija, łamie prawo plemienne. Są wreszcie podania o Zimnych Ludziach - dodał z powagą.
- O Zimnych Ludziach? - Zamarłam. Nie musiałam już grać.
- Tak. Niektóre z nich są równie stare, co te o wilkach, ale inne pochodzą ze znacznie bliższych nam czasów. Ponoć kilku z nich znał mój pradziadek. To on zawarł z nimi pakt o zostawieniu naszych ziem w spokoju.
- Twój własny pradziadek? - wtrąciłam zachęcająco.
- Zasiadał w starszyźnie plemienia, tak jak tato. Widzisz, Zimni są naturalnymi wrogami wilka. No, nie wilka, ale wilków, które zmieniają się w ludzi, tak jak nasi przodkowie. Dla was to wilkołaki.
- Wilkołaki mają wrogów?
- Tylko jednego.
Wpatrywałam się w niego niecierpliwie, starając się udawać, że to tylko zachwyt i zaciekawienie.
- Teraz rozumiesz - ciągnął Jacob - że Zimni to wedle tradycji nasi wrogowie. Ale ci, którzy przybyli tu za życia mojego pradziadka byli inni. Nie polowali, tak jak reszta tej rasy. Ponoć nie stanowią zagrożenia dla plemienia. Dlatego właśnie mógł być zawarty pakt. Oni obiecali trzymać się od naszych ziem z daleka, my, że nie wydamy ich bladym twarzom. - Chłopak mrugnął porozumiewawczo.
- Po co to wszystko, skoro nie byli niebezpieczni? - drążyłam pilnując, żeby mój rozmówca nie zauważył, że traktuję te podania zupełnie na serio.
- Zwykli ludzie nigdy nie mogą czuć się przy Zimnych bezpieczni, choćby, jak ta ekipa od pradziadka, twierdzili, że się ucywilizowali. Nigdy nie wiadomo, kiedy najdzie ich taki głód, że stracą nad sobą kontrolę. - Teraz to Jacob grał, przybierając to narratora opowieści grozy.
- Ucywilizowali się, czyli co?
- Utrzymywali, że nie polują na ludzi. Jakoś się tam przestawili, że starczały im zwierzęta.
- A co to ma do Cullenów? - spytałam, niby ot tak. - Też są jak ci Zimni twojego pradziadka? Nie. - Jacob zamilkł na chwilę dla lepszego efektu. - To dokładnie ta sama rodzina. 
Musiał chyba wziąć moją minę za przejaw strachu. Zadowolony swoich zdolności gawędziarskich, uśmiechnął się i wrócił do opowieści.
- Teraz jest ich więcej, doszła jedna para, ale reszta to ci sami. W czasach pradziadka znano już ich przywódcę, Carlisle'a. Był tutaj i wyjechał, zanim jeszcze pojawili się biali.
- Czyli Zimni zabijają ludzi? - spytałam w końcu. Jacob uśmiechnął się złowrogo.
- Piją ich krew. Wy, biali, nazywacie takich wampirami.

Mówiłam, że będzie subtelnie.

Black prosi, żeby nasza hirołina nie mówiła nikomu o tych opowieściach.

Nagle usłyszeliśmy, że ktoś się zbliża - chybotliwe głazy zadrżały jeden o drugi. Jednocześnie odwróciliśmy głowy i okazali się, że to Mike z Jessicą. Byli jakieś pięćdziesiąt metrów od nas, Mike mi pomachał.
- Tu jesteś, Bello - zawołał. Widocznie się o mnie niepokoił.
- To twój chłopak? - spytał Jacob, zaalarmowany zaborcza nutą w głosie mojego kolegi. Zdziwiłam się, że uczucia Mikeata i łatwo rozszyfrować.
- Chyba żartujesz - szepnęłam. Byłam dozgonnie wdzięczna Indianinowi za zdradzenie mi sekretu plemienia, nie chciałam, więc, żeby cokolwiek zepsuło mu humor. Mrugnęłam do niego filuternie, pilnując jednak, żeby nie zobaczył tego Mike. Jacob uśmiechnął się. Moje niezdarne zaloty przypadły mu do gustu.
- Czyli, kiedy już zrobię prawo jazdy... - zaczął.
- Wpadnij do Forks. Wyskoczymy gdzieś razem. - Miałam wyrzuty sumienia, że tak go niecnie wykorzystałam, ale z drugie strony był naprawdę fajny. Moglibyśmy zostać dobrymi przyjaciółmi.

Belka flirtuje z Blackiem, co prawda nieudolnie, ale to ewidentnie działa. Po czym stwierdza, że mogą być dobrymi przyjaciółmi. Aha, no tak, to w żaden sposób nie skończy się źle. Wszystko będzie cacy. Mhm.

Zbiera się na deszcz, więc towarzystwo się zwija. Bellissima obiecuje, że odwiedzi Blacka przy najbliżej okazji. Koniec rozdziału.

Cóż, dowiedzieliśmy się w jakże nienachalny sposób właściwie wszystkiego. Koniec główkowania. Całe szczęście, bo inaczej Belka sama by na to nie wpadła. I to był w sumie jedyny powód istnienia tego jakże nudnego rozdziału. (+100 nuda) Stefka wprowadziła brakujący element trójkąta oraz jednocześnie wykorzystała tegoż samego bohatera do jasnego wyłożenia wszystkich informacji. Thank you, Captain Exposition. No to musowo (+50 lenistwo). I tyle na dzisiaj. Trzymajcie się.

(+100 nuda)
(+2 bitch)
(+1 angst)
(+50 lenistwo)
(+500 głupota)


Beige

18 komentarzy:

  1. ...znoszę teenage drama, bo jest nudne i głupie?
    Jak byłam w tym wieku,też źle znosiłam niechęć otoczenia.Ludzka rzecz.
    Niechętnie przyznaję,że są tu pewne ślady budowania nastroju...No,Stoker to to nie jest.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Celebrujmy czas, kiedy Jake jest jeszcze sympatycznym, nieodrażającym bohaterem. To są jeszcze momenty, kiedy jest mi go żal.
    Hm, rozdział szósty (w porywach siódmy) - kreowana od początku książki tajemnica jest rozwiązana. Gdyby to był kryminał, czytelnicy zabiliby autorkę śmiechem na miejscu, gdyby to był... Wróć, gdyby to była po prostu dobra książka, a nie głupawe i w dodatku szkodliwe jak diabli romansidło z jedyną zaletą w postaci okładek, to czytelnicy zabiliby autorkę śmiechem na miejscu. Wniosek nasuwa się sam.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest tak subtelne jak kowadło spadające na Kojota.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak z wami, ale dla mnie to najbarziej epickie rozwiązanie tajemnicy EVER. Lepsze byłoby chyba tylko:
    - Ej, Jacob, znasz Cullenów? - rzuciła od niechcenia Bella.
    - Cullenów? - Jacob zmarszczył czoło z namysłem. - Aaa, mówisz o tych wampirach!

    Cass.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciiicho! Na razie jeszcze nie wiemy, że są wampirami!

      Usuń
    2. Nie. Najbardziej epickie rozwiązanie zapewniła sama Meyer.

      Tekst na tylnej części okładki "Zmierzchu" w wersji polskiej brzmi:

      Bohaterka Zmierzchu, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie poznaje tajemniczego, przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i trudno go rozgryźć. Dziewczyna usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Już niedługo może nie być odwrotu..."

      W oryginale jest to zaś fragment jednego z rozdziałów:

      'About 3 things i was absolutely positive. First, Edward was a vampire. Second, there was a part of him, and i didnt know how dominant that part might be, that thirsted for my blood. And third, i was unconditionally and irrevocably in love with him.'

      Sami przyznajcie, że Stefa jest ciężkim przeciwnikiem - kto inny potrafi umieścić główny spoiler w streszczeniu?

      Maryboo

      Usuń
    3. Nie narzekajcie, zawsze mogło to wyglądać tak:
      SŁAWETNA SCENA PRZEKOPYWANIA INTERNETU
      *Bella w pocie czoła, sunąc palcem po ekranie, by ułatwić sobie czytanie, poddaje się i wchodzi w Google Grafika*
      najpopularniejsze obrazy dla: wampir
      uśmiechnięte twarzyczki Familii Cullenów

      Adria

      Usuń
    4. To jest pikuś przy polskiej okładce Miasta Kości - tam jest zasadzony spoiler do następnego tomu :D
      "Wampir zmagający się ze swoją mroczną naturą" - super, tylko że wampir pojawia się dopiero w następnej części, Mieście Popiołów x3

      Cass.

      Usuń
  5. "nie potrzebowałam, więc nic ze sprzedawanego w nim sprzętu"

    Jakbym widziała dobrą radę co do interpunkcji na jakiejś kiepskiej ocenialni...

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
  6. "Piękna twarz, pomyślałam. Niestety, pierwsze słowa, które padły z ust nieznajomego, popsuły to dobre wrażenie.
    - Jesteś Isabella Swan, prawda? - zapytał. Wrócił koszmar pierwszego dnia w szkole."

    Nie, poważnie, to napisała dorosła kobieta, a nie nastoletnia aŁtoreczka?

    "Bliźniaczki miały niespełna dziewiętnaście lat."

    Czyli po dziesięć, niecałe. To faktycznie dosyć młody wiek jak na zamążpójście.

    "- To twój chłopak? - spytał Jacob, zaalarmowany zaborcza nutą w głosie mojego kolegi. Zdziwiłam się, że uczucia Mikeata i łatwo rozszyfrować.
    - Chyba żartujesz - szepnęłam."

    Tu się należy +1 bitch!

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
  7. Dupa z marmuru, a nie Edward!


    Swoją drogą uważajcie, bo Bella naśle na was swojego murzyna xd

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zimni - kwik tysiąclecia ;))) to określenie jest tak nieudane, jeśli chodzi o poetyckość, grozę i co tam jeszcze Stefa miała na myśli, że aż śmieszne ;p
    Rozwiązanie "zagadki" jest niesamowicie porywające (aż gryzę palce do krwi, ratujcie mnie przed głodnym Edziem!), zwłaszcza w świetle późniejszego przekopywania przez Bells internetu i olśnienia 10 stron później "Cullen = wampajer" ;p
    Jacob jest znośny, bo po prostu jeszcze nie odkrył w sobie *spoiler alert* pedofilskich skłonnoś... wróć, wilkołaczych... wróć, zmiennokształtnych cech. ;p
    pzdr, Adria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... Ci zmiennokształtni to też nie jest jeden z najlepszych pomysłów Stefy.

      Usuń
    2. Zacznijmy od tego, że żaden z pomysłów Stefy nie był najlepszy... ;)
      Adria

      Usuń
  9. okeeeej... to gdzie jest ta ,,mrożąca krew w żyłach" część historii? Bo jakoś ją przegapiłam...

    OdpowiedzUsuń
  10. Serio, nikt tego nie zauważył?
    "Poza tym tak często dostawałam wtedy napadów złości, że tato przestał mnie ze sobą zabierać, zanim skończyłam jedenaście lat."
    Czyli bitch od młodości.

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę ale na okładce polskiego wydania jest taki napis nie zacytuję dokładnie - fascynujący romans wampira i nastolatki... i po cholerę to czytać jak już się wszystko wie ja się pytam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wydawcy przyjmują, że poziom ineligencji ich targetu jest równy poziomowi inteligencji głównej bohaterki. :D
      A tak serio, to normalne, że masz wszystko podane na tacy, nim w ogóle po to sięgniesz. Współczesny marketing. :/

      Usuń