Beige i Maryboo analizują pierwsze z dzieł pani Meyer

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział V: Grupa krwi

Lojalnie informuję: W tym rozdziale padnie rekord punktów, nie tylko w skali tego bloga, ale wszystkich naszych analiz. Będzie dużo caps locka i wykrzykników, a także obrazki, albowiem powiadam Wam szczerze: Jeszcze nigdy żaden odcinek nie wzbudził we mnie tak wielkiej furii jak to, co zobaczycie w dzisiejszej analizie. Zostaliście ostrzeżeni.


Rozmowa z dr Jekyllem rozstraja Bellę do tego stopnia, że biedaczka z trudem dociera na lekcję angielskiego i niemal nie zauważa, że jej wierny...podnóżek? (miano niewolnika jest już od dawna zarezerwowane dla innego z bohaterów), urażony odmową wspólnych tańców, zdecydował się usiąść w innej ławce. Na szczęście Mike wnet odkupuje swe winy, towarzysząc pannie Swan na przerwie i zabawiając ją opowieściami o planowanym weekendowym wypadzie na plażę.

Starałam się okazywać zainteresowanie, żeby wynagrodzić chłopakowi wczorajsze rozgoryczenie. Przychodziło mi to z pewnym wysiłkiem. Owszem, fajnie, gdyby nie padało, ale tak czy siak na plaży będzie góra dziesięć stopni.

Cóż, jesteś w Waszyngtonie, trudno więc spodziewać się po La Push warunków na miarę Costa Brava. A tak w ogóle, Belciu, to towarzystwo, w jakim spędza się wolny czas decyduje o jakości wycieczki w znacznie większym stopniu niż warunki atmosferyczne – nie, żebyś kiedykolwiek miała szansę odkryć prawdę kryjącą się za moimi słowami przy swej socjopatii.

Bitch: +1
Angst: +1

Nasza heroina wchodzi na stołówkę i z niecierpliwością wypatruje naszego ulubionego dwubiegunowca:

Chciałam go zobaczyć i upewnić się, że nie jest już tym chłodnym, ignorującym mnie człowiekiem, z którym miałam do czynienia przez kilka ostatnich tygodni.

Ale...dlaczego? Czemu obchodzi cię zachowanie tego świra? Owszem, miło się przekonać, że osoba z którą siedzi się na lekcjach jest do nas przyjaźnie nastawiona, ale w przypadku Warda wygląda to nie tyle na zmianę nastawienia, co poważne problemy psychiczne. A nawet, gdyby jednak okazał się być dupkiem (co, jak wiemy, jest nieuniknione) – co w związku z tym? Charlie jest w ciebie wpatrzony jak w tęczę, nowo poznani ludzie chcą zostać twoimi najlepszymi przyjaciółmi po kilku dniach szkoły, chłopcy nieledwie tratują się w wyścigu o twą rękę (na czas balu), a ty uparcie uczepiłaś się jednego gościa z mopem w rzyci.

To właśnie dlatego cały koncept wielkiego romansu wali się niczym domek z kart. Nie chodzi nawet o to, że na tym etapie Belka i McSparkle właściwie się nie znają – ten facet nie posiada NICZEGO poza urodą. Jest niezrównoważony, arogancki, złośliwy i agresywny; naprawdę nie ma żadnego powodu, dla którego Bella miałaby szukać jego towarzystwa. Schemat „bad boya” jest bardzo głęboko zakorzeniony w naszej kulturze, ale Meyer zdaje się nie rozumieć, że ów mroczny rycerz powinien w sobie skrywać pewne (nawet, jeśli na pierwszy rzut oka niewidoczne) pozytywne cechy charakteru – w przeciwnym razie staje się bowiem zwykłym antypatycznym bucem z ładną facjatą, a przed tego rodzaju mężczyznami ostrzegała małe dziewczynki już „Piękna i Bestia” Disneya.

Oczywiście, można by rozwiązać ten konflikt inaczej – Edward mógłby być wrażliwym, inteligentnym chłopakiem (no wiecie – takim, za jakiego uważa go, na przekór wszelkim dowodom, większość fandomu), który miałby faktyczne powody by unikać Belli, jednocześnie będąc nią głęboko zainteresowanym. Spięcie na linii żądza mordu-uczucia to bardzo fajny temat, jeżeli tylko wie się, jak go poprowadzić. Stefa tego nie potrafi, w związku z czym nie dostajemy żadnej rzeczywistej przeszkody fabularnej. Motyw fiołkowej krwi (spoiler alert) rozwiąże się sam z siebie w najgłupszy z możliwych sposobów, usuwając tym samym wszelkie ewentualne niebezpieczeństwa zagrażające relacji naszych protagonistów i ukazujących ich związek jako to, czym w rzeczywistości jest – relację między obsesyjnym stalkerem i całkowicie mu posłuszną niewolnicą, zbudowaną tylko i wyłącznie na podstawie wyglądu i niezdrowej ciekawości. A szkoda – bo jak było wielokrotnie wspominane, z tej historii można by wyciągnąć o wiele więcej.

Głupota: + 100

Jessica paplała jak najęta, zupełnie nieświadoma tego, co przeżywam.

 
Angst: + 10

Lauren i Angela zaprosiły pozostałych dwóch chłopców, tak jak to sugerowałam, i wybierali się na bal wszyscy razem.

Kolejny dowód na to, że Stefcia jest w głębi duszy onetową aŁtoreczką: pseudo przyjaciółki Mary Sue muszą zostać z kimś sparowane w ramach utrzymania równowagi Wszechświata, w związku z czym dostają im się ochłapy w postaci odrzuconych konkurentów głównej bohaterki.

Zerknęłam w stronę stołu tajemniczego rodzeństwa i spotkało mnie ogromne rozczarowanie.
Edwarda z nimi nie było. Czyżby pojechał do domu? Przybita podążyłam za rozgadaną koleżanką
do kolejki. Straciłam nagle apetyt – kupiłam tylko butelkę lemoniady, chciałam już tylko usiąść i
oddać się ponurym rozmyślaniom.

No to jeszcze raz:

 
Angst: + 15

O radości! Okazuje się, że Wardo jednak jest na stołówce – co więcej, kiwa na naszą heroinę palcem, aby przysiadła się do jego stolika:

Czy on ma ciebie na myśli? – Jessica była tak szczerze zdumiona, że mogłabym się na nią obrazić.

W sumie racja, gdyby nie fakt, że:

a) Jessica najwyraźniej nie chodzi z Bellą na biologię i nie wie, że ta siedzi z Cullenem w jednej ławce
b) Belka jest tu dopiero od kilku dni i
c) Wardo i spółka są znani z tego, że nigdy nie rozmawiają z nikim spoza swojej sekty rodziny.

Stefa, przestań kreować Jessicę na tzw. Scary Sue – im bardziej starasz się ją ośmieszyć, tym inteligentniej wypada przy twoim awatarze (zasada ta dotyczy również Charliego, Mike'a, Leah, Rosalie i kilku innych postaci z tej sagi).



Bella przysiada się do Edka i...

...tu następuje dialog trwający trzy strony.

Pokrótce można by go streścić w ten sposób:

E.C: (wykonując nieudolny miks Jamesa Deana, Patricka Swayze i Johna Travolty): Jestem niebezpieczny.
B.S: Jesteś fascynujący.
E.C: Jestem niebezpieczny.
B.S: Jak Spiderman?
E.C: Pudło.
B.S: Superman?
E.C: Zimno.
B.S: Gaston?
E.C:......
B.S: Do zobaczenia na lekcji!

Niestety, rzeczywista rozmowa, choć równie nieciekawa, jest dużo bardziej przerażająca. Tym razem mówię absolutnie poważnie – jeżeli ktokolwiek po przeczytaniu tego, co za chwilę zacytuję nadal będzie uważał Edzia z idealnego kandydata na partnera, niech poważnie przemyśli, czy chciałby się wiązać z kimś takim w prawdziwym życiu. Bo najstraszniejszy w tym wszystkim jest fakt, że każda z poniższych wypowiedzi jest podana jak najbardziej serio, bynajmniej nie w formie przekomarzanek. Nie będę przytaczać całej sceny – jak pokazałam powyżej, cała dyskusja opiera się na chęci odkrycia przez Belkę prawdziwej tożsamości Edwarda i byłaby zupełnie zbędna, gdyby nie to:

Może usiadłabyś dzisiaj ze mną? – spytał wesoło.
(…)
Nie do tego mnie przyzwyczaiłeś – udało mi się w końcu wydusić.
No cóż... – Przerwał, a potem wyrzucił z siebie szybko: – Doszedłem do wniosku, że skoro i tak skończę w piekle, to mogę po drodze zaszaleć.


Ten facet nie mówi zachowaniu typowym dla niegrzecznych chłopców w stylu „Grease”. Nie ma na myśli palenia niedozwolonych substancji i jazdy sto osiemdziesiąt na godzinę autem pożyczonym od ojca. Nie, McSparkle odnosi się do pragnienia bycia niedaleko Belli – nieodłącznie związanego z pragnieniem zakosztowania jej krwi. Innymi słowy, oznajmił jej właśnie: „Ponieważ i tak jestem potępiony, jedna ofiara w tę czy inną stronę nie robi mi różnicy. A zresztą, nie bądźmy pesymistami – może wcale cię nie zabiję!”.


Powtórzmy to jeszcze raz, głośno i wyraźnie. Wardo właśnie oznajmił Belce, że ma ochotę z nią przebywać, WIĘC TAK WŁAŚNIE BĘDZIE – chrzanić jej zdrowie, bezpieczeństwo i życie.


W tej chwili wszystkie czytelniczki „Zmierzchu” powinny były zdać sobie sprawę, że ten gość jest psychopatą i czytać tę książkę tylko i jedynie po to by przekonać się, czy ta relacja może stać się jeszcze bardziej niezdrowa (wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie).

I jeszcze jedno. Na tym etapie znajomości Bella ani razu nie dała Edkowi do zrozumienia, że jest nim zainteresowana – przeciwnie, przez większość czasu jest na niego (słusznie) rozgniewana. McSparkle nie ma żadnego prawa zakładać, że dziewczyna będzie chciała się z nim związać, a mimo to niemal otwarcie deklaruje, że od tej chwili zamierza ją do woli nagabywać. Uroczy początek znajomości, czyż nie?

Tyran: + 600

Myślę, że twoi znajomi mają mi za złe, że cię im podkradłem.
Jakoś to przeżyją. – Czułam na plecach ciekawskie spojrzenia całej paczki.
Mogę cię już im nie oddać – powiedział ze złowrogim błyskiem w oku.
Przełknęłam głośno ślinę. Zaśmiał się.
Boisz się?
Skąd. – Ale, ku memu zdziwieniu, głos mi przy tym zadrżał.

To NIE JEST zdrowa reakcja. Bello, specjalnie dla ciebie napiszę to dużymi, grubymi literkami: 

 JEŻELI SIĘ BOISZ, UCIEKAJ. NIC TU PO TOBIE, ZWŁASZCZA, JEŻELI ŹRÓDŁO TWOJEGO NIEPOKOJU ZNAJDUJE PRZYJEMNOŚĆ W OBSERWOWANIU TWEGO DYSKOMFORTU.

Tyran: + 400
Asshole: + 200

Już ci mówiłem – mam już dość tego, że muszę cię ignorować. Więc daję sobie z tym spokój.(...)Nie chcę dłużej być grzecznym chłopcem. Od teraz będę robił to, na co mam ochotę, i niech się dzieje, co chce. – Gdy to mówił, uśmiech stopniowo znikał z jego twarzy, a głos nabierał hardości.

Za Wikipedią:

Stalking: złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu.
(…)
W polskim kodeksie karnym stalking (zdefiniowany jako uporczywe, złośliwe nękanie mogące wywołać poczucie zagrożenia) stanowi przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat lub, w przypadku doprowadzenia ofiary do próby samobójczej, do 10 lat.

To, co robi Edward jest przestępstwem. To już nie są żarty – Cullen mówi tu wprost, że ma w nosie ewentualne sprzeciwy Belli; on już zdecydował.

To właśnie w tym momencie ta seria przestała być tylko głupim, nudnym czytadłem dla nastolatek i stała się czymś o wiele, wiele gorszym – gloryfikacją absolutnie niedopuszczalnych zachowań. Epicki Romans zostaje zbudowany na bazie stworzonej ze stalkingu, naruszania prawa do decydowania o sobie i braku respektu dla drugiej strony.

Miałam nadzieję, że po Przed Świtem będę mogła odpocząć od takiej ilości punktów, ale najwyraźniej nic z tego. Czwarta część była tylko idiotyczna i nudna. Ta jest przerażająca i uwierzcie mi – analizowanie jej jest znacznie mniej zabawne, niż wyśmiewanie opisów Nabuchodonozora i Tęczowej Tarczy Marysuizmu.

Tyran: + 6000

Czyli, w normalnym języku, zostajemy przyjaciółmi?
Przyjaciółmi... – Nie wydawał się do końca przekonany.
Albo i nie – szepnęłam.
Uśmiechnął się szeroko.
Sądzę, że możemy spróbować. Ale uprzedzam cię, że przyjaźń ze mną to nie przelewki. – Mimo wesołej miny, naprawdę chciał mnie ostrzec.
W kółko to powtarzasz – zauważyłam niby to obojętnie, usiłując zignorować dziwne rozedrganie pod sercem.
Bo mnie nie słuchasz. Nadal czekam, aż potraktujesz mnie poważnie. Jeśli jesteś bystra, sama zaczniesz mnie unikać.
No tak, teraz już wiemy dokładnie, jak oceniasz moje zdolności intelektualne. Piękne dzięki.Znowu mnie rozgniewał.
Uśmiechnął się przepraszająco.
Podsumowując, póki nie przejrzę na oczy, możemy próbować się zaprzyjaźnić, zgadza się? – Tyle właśnie zrozumiałam z tej dziwnej wymiany zdań.
Tak to mniej więcej wygląda.

Wiecie, co jest najstraszniejsze w tym fragmencie? Asekuracja McSparkle'a. Ten facet nie tylko wysyła Belce sprzeczne sygnały, ale w dodatku ZWALA NA NIĄ WINĘ ZA SWOJE EWENTUALNE POCZYNANIA. „Przecież ci mówiłem! Ostrzegałem cię, co się stanie, jeżeli przesolisz zupę!”. 

 

Niech ten rozdział już się skończy, bo jest mi autentycznie niedobrze.

Tyran: + 2000

Zrobisz coś dla mnie? – spytałam po chwili namysłu.
Zrobił się podejrzliwy.
To zależy.
Nic takiego – zapewniłam.
Zaciekawiłam go, ale miał się na baczności.
Czy nie mógłbyś... uprzedzić jakoś, kiedy następnym razem postanowisz mnie ignorować dla mojego własnego dobra? Chcę być przygotowana.

Czy możesz, pięknie proszę, PRZESTAĆ BYĆ TAKĄ CHOLERNĄ WYCIERACZKĄ DO PODŁOGI?! Jeżeli denerwuje cię zachowanie tego palanta, to po prostu powiedz mu w twarz, co o nim myślisz! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, o co go poprosiłaś?! Właśnie dałaś temu dupkowi zielone światło, żeby traktował cię jak ścierkę do wycierania naczyń – sięgał po ciebie wtedy, gdy mu się to spodoba i odrzucał, gdy już dłużej nie będziesz mu potrzebna!!!

 
A jeśli nie jestem pozytywnym bohaterem komiksu, tylko jedną z tych mrocznych postaci, z którymi walczy? – Uśmiechnął się przy tym, ale jego oczy były nieprzeniknione.
Och. – Nagle udało mi się dopasować do siebie kilka kawałków układanki. –Rozumiem.
Tak? – Wyglądał tak, jakby przestraszył się, że powiedział zbyt dużo.
Jesteś niebezpieczny? – spytałam cicho i w tej samej chwili zdałam sobie sprawę, że tak właśnie jest. Jego osoba naprawdę stanowiła dla mnie zagrożenie. Sam przecież wciąż to powtarzał. Serce zaczęło mi bić szybciej.

TO. NIE. JEST. ROMANTYCZNE.

TO JEST MOTYW RODEM Z HORRORÓW, GDZIE NAIWNA GŁÓWNA BOHATERKA KOŃCZY Z WNĘTRZNOŚCIAMI PRZEWLECZONYMI NA DRUGĄ STRONĘ!!!

Głupota: + 3000

Ale nie jesteś zły – dodałam, kręcąc głową. – Nie, w to nie uwierzę.
Mylisz się. – Ledwo było go słychać.

UCIEKAJ, DO DIABŁA! UCIEKAJ!!! TEN PSYCHOPATA SAM PRZYZNAJE, ŻE POWINNAŚ SIĘ TRZYMAĆ OD NIEGO Z DALEKA!!! CZEGO JESZCZE POTRZEBUJESZ???

Głupota: + 6000



I...koniec tego okropieństwa, Siłom Wyższym niech będą dzięki. Belka zmierza na biologię, a McSparkle postanawia się zerwać. Powód jest ważny – okazuje się, że nauczyciel zaplanował na dziś badanie związane z określaniem swej grupy krwi. Z tego, co zdołałam się dowiedzieć, tego rodzaju ćwiczenia faktycznie mogą być przeprowadzane w Amerykańskich liceach, tak więc przynajmniej tu Meyer nie dała plamy. Chcecie wiedzieć, w czym problem? W reakcji Belli.

-Chcę, żebyście delikatnie nakłuli sobie palec igłą... – [nauczyciel] złapał Mike’a za rękę i dźgnął w opuszek. Tylko nie to. Na czoło wystąpiły mi krople potu.Nanieście po kropli krwi na każdy z zębów aplikatura – kontynuował pan Banner, ściskając palec Mike’a, aż pokazała się krew. Zaczęło mi się zbierać na wymioty.A następnie umieśćcie je na karcie. – Skończywszy całą operację, zademonstrował nam ociekający czerwienią arkusik. Zamknęłam oczy, żeby jedynie go słuchać, ale utrudniało mi to głośne dzwonienie w uszach.
(…)
Wszystko w porządku, Bello? – usłyszałam nad sobą zmartwiony głos.
Znam już swoją grupę krwi, proszę pana – powiedziałam cicho – Bałam się unieść głowę.
Mdli cię? Kręci ci się w głowie?
Tak. – Przeklinałam się w duchu za to, że nie poszłam jednak na wagary.
Czy ktoś mógłby odprowadzić Bellę do gabinetu pielęgniarki? – zawołał nauczyciel.
Wiedziałam, że Mike pierwszy zgłosi się na ochotnika.
Będziesz w stanie dojść? – spytał pan Banner.
Tak – szepnęłam. Mogę się czołgać, pomyślałam, byle znaleźć się stąd jak najdalej.
Mike objął mnie ochoczo w talii i położył sobie moją rękę na ramieniu. Wyszłam z klasy, polegając głównie na jego wsparciu.

Zdaje sobie sprawę, że istnieją ludzie bardzo wrażliwi na widok krwi, nie mogący znieść nawet samych wzmianek o igłach i strzykawkach. Nie chodzi mi o to, że pannie Swan zrobiło się słabo; cały ambaras w tym, że kwestia wrażliwości Belci...nie pojawia się nigdy więcej na przestrzeni całej sagi.

Księżyc w Nowiu i rozharatana ręka, z której Carlisle wyciąga odłamki szkła? Bella na luzie prowadzi filozoficzną dysputę na temat istnienia duszy.

Zaćmienie i próba zmylenia przeciwnika? Bella jak gdyby nigdy nic rozcina sobie skórę i oznacza krwią drzewa, aby ogłupić nowonarodzonych.

O Przed Świtem i diecie rodem z horroru klasy Z nie ma nawet co wspominać.

Ten wątek nie tylko nie wnosi kompletnie nic do tej serii, ale w dodatku jawnie przeczy wszystkiemu, co zobaczymy w następnych odsłonach; jak się zaraz przekonamy, jedynym powodem, dla którego Meyer w ogóle wcisnęła go do tej książki, była (udana) próba uczynienia McSparkle'a jeszcze większym bucem niż zazwyczaj. Jest nudny, głupi, nic nie wnoszący do dalszej akcji – innymi słowy, kompletnie zbędny. A biorąc uwagę, że owa głupota stanowi szkielet całego rozdziału:

Zbędność: + 100

Belcia robi się zielona na twarzy i jest bliska omdlenia. Co robić, co robić? Na szczęście z odsieczą przybywa sam Captain Glitter:

Zastąpię cię. Wracaj do klasy – oświadczył Edward.
Z tonu jego głosu wywnioskowałam, że nadal się uśmiecha.
Ale to ja ją miałem zaprowadzić – zaczął protestować Mike.
Nagle poczułam, że unoszę się w powietrzu. Przerażona natychmiast otworzyłam oczy. Edward wziął mnie na ręce z taką łatwością, jakbym ważyła pięć kilo, a nie pięćdziesiąt, i ruszył szybem krokiem przed siebie.
Postaw mnie na ziemi! – zażądałam, modląc się, żebym na niego nie zwymiotować.
Hej! – zawołał za nami Mike.
Porywacz nie miał zamiaru się zatrzymywać.
Wyglądasz okropnie – powiedział mi, szczerząc zęby w uśmiechu.
Puść mnie, do cholery! – wyjęczałam.


Podsumujmy.

  • Odnosi się lekceważąco do Mike'a, który zgodnie z poleceniem nauczyciela chce zaprowadzić Bellę do gabinetu.
  • Bierze na ręce osobę, która wyraźnie sobie tego nie życzy (zawroty głowy), wykorzystując fakt że jest za słaba, by wyrwać się z jego uścisku.
  • Nie reaguje na wyraźne polecenie, by postawić dziewczynę na ziemi.
  • Wyśmiewa się z jej stanu.

Razem to będzie jakieś:

Tyran: + 300
Asshole: + 600

Co ciekawe, Edward nie przytulał mnie do siebie, tylko trzymał przed sobą na wyciągniętych rękach.

Wyglądając przy tym tak:


Faktycznie, niezwykle romantyczne. Meyer, dla własnego dobra - zacznij sobie wizualizować to co piszesz.

Głupota: + 1

Wardo zanosi nasze łabędziątko do pokoju pielęgniarki.

Możesz już wrócić na lekcję – [pielęgniarka]zwróciła się do niego.
Mam z nią zostać – odparł z taką stanowczością, że choć kobieta zacisnęła wargi, zdecydowała nie wdawać się z nim w dalsze dyskusje.

Primo: Stefciu, nie obchodzi mnie, jak bardzo piękny jest Edzio. Za taki ton gówniarz powinien zostać w kozie do późnego wieczora. Postaraj się nie zapominać, że poboczne charaktery twojej literackiej abominacji nie wiedzą, że w tym siedemnastoletnim ciele kryje się stuletni starzec, dobrze?

Secundo: Czy ta kobieta naprawdę uważa, że tego rodzaju pokazy bucery ze strony McSparkle'a są męskie i pociągające? Bo jedyne, na co obecnie mam ochotę, to dać temu zarozumiałemu wymoczkowi w gębę.

Asshole: + 15

Okazuje się, że dzień obfituje w wypadki – Mike, niczym siostra miłosierdzia, przyprowadza do gabinetu kolejnego (tym razem zakrwawionego) nieszczęśnika o imieniu Lee. Widząc zdradziecką kroplę krwi na palcu kolegi, Belka wyskakuje niczym oparzona do sąsiadującego z pomieszczeniem sekretariatu:

Poczułam zapach krwi – wyjaśniłam, marszcząc nos. Lee nie zjawił się tu, dlatego, że tak jak mi zrobiło mu się niedobrze.
Ludzie nie potrafią wyczuć zapachu krwi – zaoponował Edward.
No cóż, ja potrafię. To od niego mnie mdli. Krew pachnie jak rdza... i sól.

No...Ja też potrafię. Zakładając, że nie jest to JEDNA KROPELKA. Naprawdę, Belciu, wiem, że jesteś unikalnym płatkiem śniegu, ale co za dużo to niezdrowo.

Głupota: + 3

Bella ze zrozumiałych powodów nie chce wracać na lekcję, więc nieszczęsny Michael jest zobowiązany zostawić (nie)swoją damę na pastwę Cullena, uprzednio przypominając jej jeszcze o weekendowym wypadzie nad morze. Niestety, to nie koniec kłopotów – następna lekcja to WF. Captain Glitter to the rescue!

Proszę pani – Edward zwrócił się do sekretarki tonem anioła. Nie zauważyłam, że wróciła na swoje miejsce.
Tak?
Bella ma zaraz WF, a moim zdaniem nie jest jeszcze w formie. Czy nie powinienem odwieźć jej do domu? Byłaby pani tak dobra i usprawiedliwiła tę nieobecność? – Jego aksamitnemu głosowi nie można się było oprzeć. I jeszcze ten wzrok! Potrafiłam sobie wyobrazić, jakie cuda wyczyniał właśnie z rzęsami. – Czy ciebie też usprawiedliwić? – Pani Cole jadła mu z ręki, czemu ja nie miałam takich zdolności?
Nie trzeba. Mam lekcję z panią Goff. Nie będzie robić problemów. Słyszałaś, Bello? – zawołał. – Wszystko załatwione.

...Meyer? Nie. Takie coś jest nielegalne. Sekretarka nie ma prawa wypuszczać ucznia podczas lekcji, ZWŁASZCZA jeżeli ten uczeń jest na granicy zasłabnięcia, ZWŁASZCZA na prośbę kolegi z klasy. W takiej sytuacji wzywa się rodzica, by zabrał pociechę do domu. Obawiam się, że złociste oczka Warda są zbyt małym przekupstwem, by ryzykować zwolnienie z pracy.

Głupota: + 30

Możesz iść czy znów wziąć cię na ręce? – Odwrócony do sekretarki plecami mógł sobie pozwolić na szyderczy uśmieszek.
Poradzę sobie.

Bello, właściwą odpowiedzią na tego rodzaju pytanie (wzbogacone takim, a nie innym wyrazem twarzy) jest dłoń umieszczona strategicznie na twarzy delikwenta.

Asshole: + 30

Oczywiście, nic z tych rzeczy; zamiast udzielić krótkiej, a niewerbalnej odpowiedzi, Belcia zaprasza Edzia na wcześniej wspomnianą wycieczkę:

Pojechałbyś z nami nad to morze? Wiesz, w tę sobotę? – Miałam nadzieję, choć było to mało prawdopodobne. Trudno mi było sobie wyobrazić, że pakuje się z czeredą dzieciaków do jednego z podstawionych wozów. Nie pasowałby tam. Chciałam jednak choć trochę cieszyć się na ten wyjazd.

Po pierwsze: On też jest dzieciakiem, przynajmniej z tego, co ci do tej pory wiadomo. Niech Meyer przestanie wreszcie podkreślać domniemaną dorosłość tego typa, do diaska.

Po drugie: Biorąc pod uwagę wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia (a zwłaszcza cytaty ze stołówki), towarzystwo tego jegomościa powinno być ostatnim z twoich pragnień.

Głupota: + 15

Edek nie ma zamiaru pojawiać się w La Push; swoją decyzje usprawiedliwia dbaniem o delikatną psychikę Newtona:

Dość już zaleźliśmy Mike’owi za skórę w tym tygodniu. – Nie chcemy chyba, żeby stracił cierpliwość, prawda? – Ale widać było, że sam nie miałby nic przeciwko.
A tam Mike – mruknęłam, rozkoszując się użytą przez mojego towarzysza liczbą mnogą.

Warto wspomnieć, że w oryginale odpowiedź Belli jest jeszcze bardziej grubiańska: „Mike-Shmike”. Nie ma to jak pluć na faceta, który od początku zachowuje się wobec ciebie z szacunkiem, prawda? Co za cienias.

Bitch: + 15


Czas się pożegnać, Belka zmierza w stronę auta...Aż tu nagle:

Doszliśmy do parkingu. Zamierzałam skręcić w lewo, w kierunku swojej furgonetki, ale już po pierwszym kroku coś pociągnęło mnie do tyłu.
A dokąd to? – rozległ się gniewny głos.
Edward trzymał mnie za kurtkę. Zdziwiłam się.
No, jadę do siebie.
Nie słyszałaś, jak obiecywałem, że odstawię cię do domu? Myślisz, że pozwolę ci kierować w takim stanie? – Nadal był oburzony.
W jakim znowu stanie? – jęknęłam. – I co będzie z furgonetką?
Poproszę Alice, żeby ją odwiozła – odparł, holując mnie za kurtkę w stronę swojego auta. Chcąc nie chcąc, truchtałam za nim tyłem, inaczej pewnie wlókłby mnie po ziemi.
Przestań! – rozkazałam, ale zignorował mnie i puścił dopiero przy volvo. Zatoczywszy się, uderzyłam o drzwiczki od strony pasażera.


Spójrzmy na to jeszcze raz:
Doszliśmy do parkingu. Zamierzałam skręcić w lewo, w kierunku swojej furgonetki, ale już po pierwszym kroku coś pociągnęło mnie do tyłu.
A dokąd to? – rozległ się gniewny głos.
Edward trzymał mnie za kurtkę. Zdziwiłam się.
No, jadę do siebie.
Nie słyszałaś, jak obiecywałem, że odstawię cię do domu? Myślisz, że pozwolę ci kierować w takim stanie? – Nadal był oburzony.
W jakim znowu stanie? – jęknęłam. – I co będzie z furgonetką?
Poproszę Alice, żeby ją odwiozła – odparł, holując mnie za kurtkę w stronę swojego auta. Chcąc nie chcąc, truchtałam za nim tyłem, inaczej pewnie wlókłby mnie po ziemi.
Przestań! – rozkazałam, ale zignorował mnie i puścił dopiero przy volvo. Zatoczywszy się, uderzyłam o drzwiczki od strony pasażera.
Myślę, że jakikolwiek dodatkowy komentarz jest zbędny. Panie i panowie, oto nasz Książę z Bajki.

Tyran: + 6000
Asshole: + 6000

Nic mi nie jest! Sama się odwiozę! – awanturowałam się, stojąc przy aucie.

No, wreszcie! Walcz, dziewczyno! Uciekaj do szkoły, nie wyniesie cię na oczach kilkudziesięciu osób! Ratuj się!!!

Nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się właśnie, czy zdążę dobiec do swojej furgonetki, zanim chłopak mnie złapie, i doszłam do wniosku, że raczej nie mam szans.
Przywlokę cię z powrotem – zagroził domyślnie.


Zaraz zwymiotuję. To jest głupia powieść dla nastolatek. NIE CHCĘ czytać tu o psychopacie i jego chorych zapędach, zwłaszcza gdy owe zapędy są odmalowywane w pozytywnym świetle.

Tyran: + 6000


Oczywiście, Belcia wyczerpała już swój limit asertywności na swój dzień i grzecznie wsiada do auta. Gdyby Stefcia zdawała sobie sprawę z tego, czym jest prawdopodobieństwo psychologiczne, byłaby to ostatnia scena z udziałem naszej protagonistki.



TEN PSYCHOL SIŁĄ ODCIĄGNĄŁ CIĘ DO SWOJEGO AUTA, RZUCIŁ TOBĄ O DRZWI VOLVO I ZAGROZIŁ, ŻE ZROBI TO PO RAZ KOLEJNY JEŻELI NIE WSIĄDZIESZ DO JEGO WOZU. NAWET SZEŚCIOLATKI WIEDZĄ, CO NALEŻY ROBIĆ W TAKIEJ SYTUACJI, TY AMEBO!!!

Głupota: +6000

Aby uśpić czujność swej ofiary aby zagwarantować miły nastrój, McSparkle włącza muzykę:

Clair du Lune? – spytałam zaskoczona.
Znasz Debussy’ego? – teraz to on się zdziwił.

Meyer, ręce precz od klasyków.
A tak w ogóle, to czy to nie urocze, jak marne zdanie ma nasz bohater o Belce i nastolatkach w ogóle? „ZOMG – ona zna coś starszego niż Britney Spears!!!111111!1”

Asshole: +1

Edzio wypytuje pannę Swan o rodzinę:

Jaka jest twoja matka? – zapytał znienacka Edward.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że patrzy na mnie z zaciekawieniem.
Hm. Fizycznie jesteśmy do siebie bardzo podobne, z tym, że ona jest ładniejsza – zaczęłam. Edward skwitował tę uwagę uniesieniem brwi. – Mam w sobie zbyt dużo z Charliego. Mama jest też bardziej otwarta niż ja, śmielsza. Jest nieodpowiedzialna i nieco ekscentryczna, a w kuchni robi dzikie eksperymenty. No i jest moją najlepszą przyjaciółką. – Umilkłam. Smutno mi się robiło, kiedy tak o niej opowiadałam.

Primo: Show, not tell, do diaska! Nie potrzebuję encyklopedycznego opisu, Meyer – POKAŻ mi, że Renee faktycznie taka jest!

Secundo: Ty nie masz przyjaciół, Bello, a swą matkę przez większość czasu traktujesz jak niesforne niemowlę.

Tertio: Widzę, że Charlie powoli zniża się w twojej prywatnej Tabeli Priorytetów do poziomu Mike'a – zawsze, ale to zawsze trzeba znaleźć jakiś powód, żeby na niego ponarzekać.

Zła córka: +5
Lenistwo: + 20

Ile masz lat, Bello? – Nie wiedzieć, czemu, w jego głosie słychać było troskę. Zatrzymał samochód i uświadomiłam sobie, że jesteśmy już na miejscu. Dom ledwie było widać spoza ściany deszczu. Miałam wrażenie, że auto jest po dach zanurzone w wodzie.

A ile może mieć, kapuściana głowo, skoro chodzi z tobą do klasy?

Głupota: + 1

Zwłaszcza, że Edkowi bynajmniej nie chodzi o, dajmy na to, pełnoletniość czy chytrą chęć odkrycia, kiedy panna Swan ma urodziny:

Siedemnaście – odpowiedziałam, nie wiedząc, skąd to pytanie.
Nie zachowujesz się jak siedemnastolatka.

Potwierdzam – zachowuje się jak moja wiecznie skwaszona, plus-minus sześćdziesięcioletnia sąsiadka. Problem w tym, że to nie zaleta.

Mama powtarza zawsze, że urodziłam się jako trzydziestopięciolatka i z roku na rok robię się coraz bardziej poważna – prychnęłam, a potem dodałam smutniejszym tonem: – Cóż, ktoś w domu musi być dorosły.

Przestań wreszcie obrażać swoją rodzicielkę, do diabła! Jak do tej pory nie zaobserwowaliśmy w kanonie NIC, co mogłoby świadczyć o tym, że Renee to chodząca nieodpowiedzialność. Chcesz, żebym uwierzyła zapewnieniom twojego alter ego, SMeyer? TO DAJ MI JAKIŚ DOWÓD NA PRAWDZIWOŚĆ JEJ SŁÓW.

Zła córka: + 15

McSparkle wypytuje Belcię i jej stosunek do ojczyma; ta wyznaje, że – cóż za niespodzianka – nie jest nim specjalnie zachwycona, ale akceptuje wybór matki, skoro daje jej on szczęście.

Bardzo ładnie z twojej strony. Ciekawe...
Co?
Czy zachowałaby się w podobny sposób, gdyby chodziło o ciebie? Jak sądzisz? Zaaprobowałaby twój wybór? – Zrobił się nagle poważny i przyglądał mi się badawczo.
Chyba tak – wyjąkałam – ale jest w końcu matką. Z rodzicami to trochę inna sprawa.
No co, nie przeraziłby jej absztyfikant z piekła rodem? – Podjudził Edward.

Co ma piernik do wiatraka? Bella nie powiedziała, że Phil jest niebezpieczny – jedynie, że jej matka czuje się przy nim bardzo młodo. Edziu, bardzo proszę, zejdź wreszcie z tego tematu; wyrobiłeś dziś normę na następne kilka analiz.

Uważasz, że można by się mnie bać? – Uniósł jedną brew, jego twarz rozświetlił delikatny uśmiech. Zastanowiłam się, czy lepiej będzie skłamać, czy powiedzieć prawdę. Zdecydowałam się na to drugie.
Hm... Myślę, że tak, gdybyś się postarał.
A teraz się mnie boisz?
Nagle znów spoważniał na twarzy.
Nie. – Ale odpowiedziałam zbyt szybko.


Nie. Nie patrzcie tak na mnie. Odmawiam dalszych komentarzy na ten temat.

Tym razem to Belka wypytuje Warda o jego familię: chłopak wyznaje, że jego biologiczni rodzice zmarli wiele lat temu, został adoptowany i uwielbia Carlisle'a i Esme.

A twoje rodzeństwo? – zerknął na zegar na desce rozdzielczej.
Moje rodzeństwo, a także Jasper i Rosalie, nie będą zachwyceni, jeśli każę im czekać w deszczu.

...Hm? Jasper i Rosalie są twoim rodzeństwem na takich samych zasadach, jak Emmett i Alice – zgodnie z waszą sfałszowaną historią, żadne z was nie jest spokrewnione, bo wszyscy byliście adoptowani. To raczej Rose albo Jazz mieliby prawo wypowiedzieć tego rodzaju zdanie.

Głupota: +1

I pewnie chcesz, żeby twoja furgonetka wróciła przed komendantem Swanem, żebyś nie musiała opowiedzieć mu o tym incydencie na biologii? – Uśmiechnął się.

Chłopcze, gdyby ta rozwielitka miała choć gram osobowości, to jutro rano komendant Swan zapukałby do twoich drzwi z nakazem aresztowania.


Bella wysiada z auta, kończąc rozmowę krótkim zapytaniem o sobotnie plany McSparkle'a; okazuje się, że rudzielec wybiera się z Emmettem w góry.

Rozdział kończy się ostrzeżeniem ze strony Warda:

Nie obrażaj się, ale sprawiasz wrażenie osoby, która przyciąga wypadki jak magnes, więc postaraj się i nie wpadnij do oceanu albo pod samochód czy coś tam, dobra? – Posłał mi szelmowski uśmiech.
Moje rozmarzenie ustąpiło rozdrażnieniu.
Zobaczę, co da się zrobić – burknęłam, wysiadając.
Lało jak z cebra. Zatrzasnęłam z hukiem drzwiczki. Edward odjechał z uśmiechem na twarzy.


I to już wszystko na dzisiaj. Nie wiem, co czeka nas w analizie za tydzień, ale jedno jest pewne, Drodzy Czytelnicy – gorzej niż dzisiaj już raczej być nie może.

Statystyka:

Tyran: 29700
Głupota: 15151
Asshole: 6846
Zbędność: 100
Angst: 26
Zła córka: 20
Lenistwo: 20
Bitch: 16

Maryboo

29 komentarzy:

  1. Jeeejku on jest naprawdę tyranizującym potworem i to od początku! Wiem, że pisałam już to wiele razy ale: gdzie ja miałam oczy?! I czemu Belka jest taką debilką?

    co do tego, że gorzej być nie może, to bym się nie zapędzała. Jeszcze wykraczesz i co będzie ;)

    a i jeszcze do tego badania krwi, miałam też taką lekcję kiedyś w liceum więc tym bardziej może być taka w Stanach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jest z czasem na tym blogu, post pojawił się dopiero po 12 więc czemu widać 9:17?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger automatycznie ustawia jakąś dziwaczną strefę czasową, ale mało osób zwraca na to uwagę. Ale Autorki mogłyby to zmienić, chociaż mi osobiście taki czas nie przeszkadza.

      Usuń
  3. Nie pamiętałam takich szczegółów -to jest straszne.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym z moich ulubionych wątków Zmierzchu jest uodpornienie się na krew Belci. Najpierw nazywa ją ,,swoją własną odmianą marihuany" (czy coś w tym stylu), a już dwa tomy później spokojnie opatruje jej zranienie, bo ,,jego ciało broni się przed takim bólem, jakim byłaby utrata jej". To jest bez sensu. Jeśli Stefa porównuje Edzia do narkomana, to powinna się tego trzymać do końca (wiem, wiem - tu wszystkie wątki trwają dopóki autorka o nich pamięta). A nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć o narkomanie, którego ciało automatycznie rzucałoby się do ucieczki na widok narkotyku, bo ,,nie byłoby w stanie znieść bólu, jakim jest niszczenie samego siebie".
    Chciałbym posiadać takie moce jak Stefa w swoim świecie. Gdy jakaś cecha jest potrzebna - pojawia się, gdy staje się przeszkodą - znika. A do tego choćbym topiła w rzece noworodki, ludzie i tak by mnie uwielbiali. Żyć, nie umierać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, ha! Widzę, że nie tylko BUS miał dzisiaj problem z wyanalizowaniem xD

    Ja pierdzielę, to jest chore. Przecież każda normalna kopnęła by go w marmurowe jajca i opluła na odejście.
    Ja... pierdzielę...

    OdpowiedzUsuń
  6. W kwestii Belki i Edzia chyba nie mam do powiedzenia nic więcej, niż przedmówcy, z którymi w stu procentach się zgadzam. Jednak wczoraj rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz, bynajmniej nie korzystna dla Stefy: jak bardzo ta kobieta nie umie wymyślać tytułów. Przede wszystkim tytuły tomów są tak obrzydliwie pretensjonalne, że chyba osiągają nowy poziom w tej dziedzinie, nawet jak na książki o wampirach - już chyba strawniejsze byłoby "Bella Swan i tajemnica Forks", rili.
    No i tytuły rozdziałów, które osiągnęły szczyt głupoty w Przed Świtem w części Jackoba, gdzie Stefa waliła po prostu wyciętymi z tekstu wypowiedziami, które chyba miały być śmieszne i hipsterskie. Tutaj niby jest lepiej, ale i tak irytuje - ja wiem, że to jest pewien sposób, żeby nadawać tytuł od dowolnego słowa losowanego na zasadzie "dziabnij w ekran", ale to się sprawdza tylko przy jednowątkowych miniaturkach na pięćset słów! Póki co (patrząc na analizy) tylko pierwszy i czwarty rozdział mają sensowne tytuły, przy czym pierwszy jest sztampowy i maglowany tysiąc razy (wiadomo, pierwszy rozdział, pierwsze spotkanie...), ale niech tam, ujdzie w tłoku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie od dziś wiadomo, że warsztat pisarski poznaje się m.in. po tytułach... ;p
      Adria

      Usuń
  7. Mike to jedna z niewielu postaci w Zmierzchu którą chciałabym spotkać w realnym świecie. Bardzo go lubię dlatego strasznie się wściekam na Belkę za jej zachowanie.
    Co do analizy. Przy komentarzach dotyczących rozmowy w stołówce wyobraziłam sobie naszą bohaterkę z poodrywanymi kończynami, leżącą na stole przy którym siedzi Edward i konsumuje "ukochaną". Jestem nienormalna i doskonale zdaję sobiez tego sprawę. Uwielbiam wasze analizy i komentarze. Dziewczyny jesteście wielkie.

    Pozdrawiam, wasza od niedawna stała czytelniczka
    korano

    PS: Drama Llama <3

    OdpowiedzUsuń
  8. "Zatoczywszy się, uderzyłam o drzwiczki od strony pasażera." - Moje ulubione zdanie z dzisiejszego odcinka <3 cały świat i wszytkie zbiegi okoliczności chcą dednąć Belkę i ukrócić nam męki, ale wredna Stefa nie daje za wygraną, ehhh...
    Ale tak na troche bardziej poważnie, to postać Edwarda od początku nie wzbudzała we mnie żadnej sympatii, ale głupota i jakikolwiek brak intuicji/instynktu zachowawczego panny Izabelli poraża coraz bardziej. Krzyż jej na drogę i chciałoby się powiedzieć, żeby zmądrzała, ale płonne to nadzieje
    Oczywiście dziękuję za kolejny rozdział i pozdrawiam
    Pico

    OdpowiedzUsuń
  9. "– W kółko to powtarzasz – zauważyłam niby to obojętnie, usiłując zignorować dziwne rozedrganie pod sercem. "
    czym, u licha, jest rozedrganie pod sercem? Zastanawiam się nad tym, bo rozważanie, jak zachowuje się Edward, jest ponad moje możliwości. Na miejscu Belli uciekłabym jak najdalej, jakkolwiek by Edward nie wyglądał (a wg mnie sparklący się rudzielec z wyrazem twarzy jak przy bolesnym zaparciu nie jest wart uwagi ;p). Najgorsze jest to, że - czytając swego czasu "Zmierzch" - w ogóle nie zwróciłam uwagi na tę jego tyranię. Wydawał mi się po prostu zwyczajnie nieinteresujący i nie w moim typie. ;p
    pzdr, Adria ;)
    PS pomijając już polski KK, w USA bardzo łatwo jest uzyskać zakaz zbliżania się. Na miejscu Belli rozważyłabym tę opcję.

    OdpowiedzUsuń
  10. He, widziałam kiedyś taki obrazek: jaskiniowiec wlecze swoją samicę po ziemi, trzymając za włosy i stwierdza "Wiesz, chyba cię kocham". Edzio i Bella, jako żywo!

    Hasz

    OdpowiedzUsuń
  11. Okej, ponieważ jestem zdesperowana wpadłam na pomysł jak to psychologicznie można tłumaczyc.
    Edward jest socjo-psychopatą.
    Bella wyczuwa to podświadomie - świadomie czasem trochę się go boi, czasem się na niego gniewa, jest zniechęcona.
    Z drugiej strony jednak on ją fizycznie pociąga, więc to ją ciągnie do niego.
    Ale on zaczyna ją przerażać - choćby w tym momencie - ale podświadomie Bella zdaje sobie sprawę z tego, że on jej zagraża, ale że i zdecydował, że chce ją stalkować, więc żeby jej nie zrobił krzywdy, godzi się na takie traktowanie.
    Jednocześnie budzi się w niej dysonans poznawczy - on ją przeraża, ale ona idzie do niego. Dysonans jest redukowany w formie miłości/obsesji - skoro jest on dla niej zagrożeniem, a jednak ona przychodzi do niego, mimo, że nie powinna, i się z nim zadaje - znaczy jest jakiś powód. Np. Zakochała się.
    TAA-DAAAM!

    ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Still better love story than Twilight :D
      Pico

      Usuń
  12. Co za durne baby piszą w necie, że marzą o Edwardzie na miejsce ich chłopaka/narzeczonego/męża...

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinny takiego spotkać i na własnej skórze przekonać się jak bardzo wspaniały jest ich chłopak

      korano

      Usuń
  13. Czytałam wszystkie Wasze analizy, ale dopiero ta w pełni pokazała mi jakim potworem jest Edward. Brak mi słów na opisanie wstrętu, który teraz czuję. Po prostu brak mi słów. Podczas czytania musiałam robić sobie długie przerwy, bo nie wytrzymywałam nerwowo. Edzio budzi we mnie najgorsze emocje...
    Już nigdy nie będę w stanie spojrzeć tak samo na moje znajome, które kochają się w tym psycholu. To jest przerażające.
    Dziękuję za uświadamianie mnie i innych jakim tworem jest Zmierzch. Sama nigdy nie wzięłabym tej książki do ręki. Wy potraficie podać ją w całkiem przystępnej formie :)
    Pozdrawiam,
    Faasnu

    OdpowiedzUsuń
  14. Wy się śmiejcie, ale ja mam znajomą z takim facetem, wypisz wymaluj Edzio. Pare razy omal sie nie przeniosła na lepszy świat, bo psychicznie siadła :/ To jest poważny problem i moim zdaniem kreowanie takich postaw jako pozytywne powinno być w ogóle jakoś ścigane przez prawo, tak, jak nazizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako że nie mam wystarczających kompetencji intelektualnych, żeby jakoś skomentować tę aberrację, jaką jest przedstawienie tej ... relacji jako true love story, to tylko ustosunkuję się do słów athy: masz świętą rację. Dodałabym do tego odczyty i kampanie uświadamiającą społeczeństwo na przykładzie Zmierzchu właśnie, jak nie wygląda normalny związek i czemu nie ma to nic wspólnego z romantyzmem.

      A tak na dobitkę. Baba lat 30 i kilka, wykształcona, przynajmniej w teorii posiada jakąś kompetencję czytelniczą, bo po filologii, mąż, dzieci. I "och, Boże, jaką piękną i poruszającą historią o prawdziwej miłości i oddaniu jest Zmierzch!". Idę sobie pokwilić cichutko pod biurkiem.

      Usuń
    2. Już przerabialiśmy ściganie przez prawo nieodpowiednich postaw przedstawianych w literaturze. Nazywało się to "cenzura".
      Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz
      PS A zestawianie "Zmierzchu" z nazizmem jest w najwyższym stopniu niesmaczne. Delikatnie rzecz ujmując.

      Usuń
    3. Pardon, ale cenzura łapała się głównie tego, co było sprzeczne z aktualnie obowiązującym systemem politycznym i nie tyle stosowała sankcję, co nie dopuszczała do druku. Sankcjami zajmował się kto inny. Niedopuszczanie do druku skrajnych debilizmów nazywa się porządnie wykonaną robotą redaktora. Poza tym wydaje mi się, że akurat ściganie przez prawo zostało przez Athę użyte jako hiperbola, a w każdym razie przeze mnie zostało tak odebrane. Faktem jest, że po świecie chodzi cała masa ludzi, którzy największą głupotę łykną z uśmiechem i przyklaskiem, o ile tylko poruszy w nich odpowiednie uczucia. Niestety, ale parę lat temu byłam świadkiem, jak chłopak wyszarpał uczennicę na przerwie, a następnego dnia ona tłumaczyła koleżankom, że to przejaw jego troski, bo on ją tak kocha, a ona poszła gdzieś tam z innym uczniem, z którym akurat szarpiący pan nie był w najlepszych stosunkach. Nie wiem, czy powiedziała to natchniona Zmierzchem, czy ma tendencję do samoudręczenia, czy cokolwiek, ale mimo wszystko... I choć nie sądzę, że autorów gloryfikujących takie zachowanie w swoich dziełkach należy zaraz sadzać, to uważam, że głupotę takich dziełek należy obnażyć i napiętnować.

      A tak na marginesie - za nieodpowiednią postawę nadal można oberwać. Ot, gdyby Meyer napisała jadowity tekst wyśmiewający i mieszający z błotem homoseksualistów, to mogłaby się spodziewać co najmniej sprawy w sądzie.

      Usuń
    4. Porównanie z nazizmem nie jest, moim zdaniem, niesmaczne. Kontrowersyjne owszem, ale patrząc na to chłodnym okiem - eskalacja nazizmu była przerażającym epizodem, który nigdy nie powinien się powtórzyć. Znęcanie się nad kobietami i sprowadzanie ich do roli ścier do podłogi trwało od zawsze, trwa cały czas i myślę, że na przestrzeni dziejów pochłonęło dużo więcej ofiar...

      Usuń
    5. Jeśli ktoś czuje się zniesmaczony, niech sobie wyobrazi bliską osobę- córkę, siostrę- która na tej zasadzie planuje swoją drogę życia. Ponieważ już dość się napatrzyłam na to u "tylko" przyjaciółki (nie tylko napatrzyłam, ale też najeździłam pół kraju i natłumaczyłam, ale jak grochem o ścianę), mam do szerzenia takich postaw wyrobiony stosunek.
      Cenzura cenzurą, ale Werterem się zajęli, bo ludzie przez niego strzelali sobie w łeb, twierdząc, że to romantyczne. Tu jest "nieco bezpieczniejszy" przypadek, bo i literatura innego rodzaju i to "jedynie" patologiczne związki. Tylko oberwą na tym głupie, romantyczne małolaty. W imię wolności słowa.

      Usuń
  15. Co do cenzury - zgoda, ale mimo wszystko praca redaktora to coś zupełnie innego niż ściganie przez prawo. Jeśli to hiperbola, to nieprzemyślana, szczególnie w kontekście odniesienia do nazizmu.
    Jeśli zaś chodzi o Twój przykład - w latach osiemdziesiątych działał w Los Angeles bodajże psychopatyczny morderca, niejaki Richard Ramirez, który zabił i zgwałcił 18 osób, o ile nie myli mnie pamięć. Tak się składa, że jego ulubionym zespołem było AC/DC. I czy teraz należy winić AC/DC? Uważam, że nie, tak samo, jak nie powinno się winić "Zmierzchu", bo jeśli ktoś ma słaby kościec moralny, to zawsze będzie łatwy w manipulacji. Jeśli ta dziewczyna pozwala się szarpać, to chyba nie ma do siebie szacunku, a jeśli ten chłopak szarpie dziewczynę, to nie jest mężczyzną. Nie mieszałbym do tego "Zmierzchu" - szczególnie, że nie znam jakichkolwiek socjologicznych danych mówiących o tym, jak ta lektura wpływa na ludzi. A chętnie bym coś takiego przeczytał ;).
    Oczywiście, że dzieła zła i głupie należy piętnować, ale wszystko rozbija się o relatywizm i subiektywizm, tak więc takie działania są trudne. Bo jak wyjaśnisz, że to jest po prostu ZŁE, a nie że Ci się nie podoba.
    Można oberwać, masz rację, ale uważam, że targanie człowieka po sądach za to, że wypowiedział się nieprzychylnie na temat danej grupy (szczególnie, gdy ta wypowiedź miała charakter literacki, gdzie niemal zawsze miesza się fikcja z rzeczywistością) jest nieeuropejskie. A ja wolę zachowywać europejskie standardy :).
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie mówię, że targanie po sądach jest dobre, tylko, że ma miejsce, czyli, że sankcje za "nieodpowiednie" myślenie nie są reliktem przeszłości, po prostu zmieniły się kategorie.
    Cokolwiek byłoby zawarte w tekstach czy muzyce AC/DC nie próbuje udawać czegoś innego. Problem ze Zmierzchem nie tyle leży w tym, że pokazuje chory związek, ile w tym, że chory związek nazywa związkiem romantycznym, pełnym oddania, miłości i będącym niemalże przekroczeniem ideału.
    To dzieło, zupełnie obiektywnie, jest złą książką. Nie to, że mi się nie podoba (choć nie podoba, ale są inne książczyny, które podobają mi się, mimo oczywistej szmirowatości.) Taki Laclos pisał o chorych związkach, ale napisał to dobrze. Może się podobać, może się nie podobać, ale książka jest spójna, bohaterowie mają charakter, mają motywację i według niej postępują, że nie wspomnę o formalnym geniuszu dzieła, choć ten nie dla każdego musi być widoczny, czy istotny. Dziewczyny natomiast od czterech analiz wyjaśniają, że to dzieło jest źle napisane, źle pomyślane, niespójne i ogólnie nie wyszło tak, jak miało wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do pokazywania rzeczy takimi, jakimi nie są - w "Trans-Atlantyku" Gombrowicz wyśmiewa polską sarmacko-romantyczną tradycję (wspomnieć można choćby ministra Kosibudzkiego) i ktoś też może powiedzieć, że tchórzliwe i konformistyczne odrzucenie polskości i własnej tradycji pokazuje jako rzekomą "wolność". "Nie-boska komedia" nazywa z kolei męczone od stuleci przez szlachtę chłopstwo i naprawdę traktowani nieludzko robotnicy (że nie wspomnę o kobietach, których emancypacyjne dążenia także nie zostały przedstawione w pozytywnym świetle) "narzędziem szatana" (Henryk nazwał nawet Pankracego "młodszym bratem szatana"). Wszystko to rzecz epitetów, tego co się komu podoba i kto gdzie stoi.
    Nie, "Zmierzch" nie jest "obiektywnie" złą książką. Albo inaczej, jeśli "Zmierzch" jest OBIEKTYWNIE złą książką, to "Kartoteka" Różewicza jest OBIEKTYWNIE złą sztuką, a "Obłęd" Witkacego - OBIEKTYWNIE złą powieścią.
    Analizy na tym blogu podobają mi się i celnie punktują rzeczy, które uważam za złe w tej książce, ale chyba dawać im regalia obiektywności to przesada? Nawet gdyby najmądrzejszy krytyk literacki świata totalnie zmiażdżył, dajmy na to, "Dziady", to nie przestałyby one być w moich oczach arcydziełem, podobnie jak krytyka "Ferdydurke" (a nawet taka tęga głowa jak Kisielewski nie lubił tej powieści) nie sprawia, że ta książka podoba mi się mniej. Nie widzę powodu, dla którego "Zmierzch" należałoby traktować inaczej :). Nie podoba mi się, ale nie twierdzę, że dzieje się to ze względu na to, że łamie jakieś niezwruszalne prawidła (to nie XIX wiek, dziś już nie ma literackich reguł, których by ktoś nie naruszył).
    Nie chcę Cię urazić, ale kojarzy mi się to z usilną próbą udowodnienia, że Justin Bieber jest zgodnie z jakimś mistycznym, obiektywnym kryterium, gorszy od, powiedzmy, Freddiego Mercurego. A takiego kryterium nie ma :).
    Z niecierpliwością czekam na replikę :).
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

    OdpowiedzUsuń
  18. Gombrowicz CHCE pokazać sarmacką tradycję tak, jak ją pokazuje, Meyer chciała pokazać wspaniały związek, ale zrobiła to tak nieudolnie, że wyszło, co wyszło. Witkacy w Pożegnaniu jesieni pokazuje całkowitą degrengoladę moralną i robi to świadomie, nie dlatego, że chciał pokazać cnotliwe społeczeństwo, ale mu nie wyszło. Nie zgadzam się z postawą żadnego z bohaterów, każdy jeden to, w mojej opinii, dewiant, ale faktem jest, że i Gombrowicz i Witkacy ŚWIADOMIE I Z ROZMYSŁEM używają pewnych środków, żeby pokazać to, na czym im zależy. Nie obchodzi mnie, czy nazwą rozpustę nową cnotą, a czarny białym, jednak robią to, co robić chcieli.
    Obawiam się, że niejasno przedstawiam swoje poglądy, inaczej nie musiałabym tłumaczyć się tak rozwlekle, niemniej robię, co w mojej mocy. Co do Biebera i Mercurego - nie mam żadnych kompetencji muzycznych, o ile mogę to ocenić obaj są dobrzy w wybranej przez siebie kategorii, a daleka jestem od głoszenia, że jeden gatunek muzyki góruje nad drugim. Nie usiłuję nikomu wmawiać, że fantasy góruje nad obyczajówką, a horror nad romansem, więc ten zarzut wydaje mi się nietrafiony.

    Jeśli powieść napisana nieudolnie, gdzie to, co autorka mówi ma się nijak do tego, co przedstawia, gdzie nie trzyma się realiów własnego świata przedstawionego i nie zhańbiła się najbardziej podstawowym rozeznaniem w temacie (nieznajomość pór roku w Waszyngtonie chociażby), gdzie fabuła ledwie zipie i połowa rzeczy jest rozwiązywana na odwal, gdzie niczym nie jest w stanie czytelnika zaskoczyć i nie umie wprowadzić napięcia, bo i tak wiadomo, że wszystko się lukrowo rozwiąże nie jest złą książką, to przykro mi bardzo, ale nie potrafię wymyślić już nic więcej. Można zmieszać z błotem "Dziady", zresztą wcale mnie to nie oburza, ale to nie znaczy, że kategoryzacja na literaturę dobrą i niedobrą jest bezzasadna. Można też potraktować teksty piosenek disco polo jak wiersze Norwida i na takiej samej zasadzie spróbować je interpretować, ale to kpina z użycia nieodpowiedniej metody do danego surowca, która nijak nie zmienia wartości tegoż.

    Ostatecznie mogłabym uznać, że Meyer robi sobie jaja, wszelkie wywiady to gierka, a Zmierzch był czystą kpiną geniusza marketingowego, który postanowił zagrać światu na nosie i zbić fortunę na gównie. Co ani na jotę nie podnosi wartości sagi, ale przynajmniej stawia Meyer w interesującym świetle.

    OdpowiedzUsuń
  19. ...Natomiast Eschylos chciał przedstawić w "Orestei" zarówno Agamemnona, jak i Oresta jako postaci pozytywne. Ja natomiast zawsze kibicowałem Klitajmestrze, podobnie jak Szekspirowi "nie wyszło" przedstawienie w "Romeo i Julii" miłości doskonałej (choć i tu są interpretacje rozbieżne). Więc i tu mimo świadomości użytych środków mamy inną recepcję dzieła przez odbiorcę. Czy znaczy to jednak, że Ajschylos i Szekspir byli złymi dramaturgami?
    To, że dla Ciebie związek przedstawiony w "Zmierzchu" jako doskonały wychodzi jako toksyczny, nie znaczy, że dla fanek "Zmierzchu" (spośród których część to chyba też dorosłe kobiety) także tak będzie. Jeśli dla Meyer rzucanie o drzwi volvo, niesłuchanie kobiety i cała reszta zachowań Edwarda jest romantyczna, męska i akceptowalna, to nie można mówić, że jej "nie wyszło". Pokazała to, co chciała pokazać jako doskonały związek. Skoro są ludzie, którzy uwielbiają Snape'a albo uważają go za "mistrza sarkazmu"...
    Co do Biebera i Mercurego - miałem na myśli tylko pogląd, jakoby istniały jakieś obiektywne, niewzruszalne i uniwersalne sposoby oceny sztuki. Nie można powiedzieć, że jeden bądź drugi jest obiektywnie lepszy bądź gorszy, może tylko powiedzieć, że jeden podoba mi się bardziej lub mniej. Z literaturą jest analogicznie. Brak jest uniwersalnego kanonu, przecież nikt nie przestrzega zasad "Poetyki" Arystotelesa czy choćby Stendhalowskiego "zwierciadła przechadzającego się po gościńcu". Jedyne, co można powiedzieć o "Zmierzchu" to to, że mnie się nie podoba, nie lubię, etc. I tyle co do "nieudolności".
    Co do researchu i gubienia się we własnym uniwersum - zgoda, ale to nie jest obiektywny wyznacznik. Umberto Eco też się nie popisał resaerchem w portrecie Bernarda Gui, jaki stworzył w "Imieniu Róży", a Rowling popełnia niespójności w świecie Harry'ego Pottera. Tolkien podobnie (choć tu pewnie trudniej byłoby znaleźć, no i trzeba pamiętać o tym, że jego wizja Śródziemia była w ciągłym "ruchu").
    Nigdzie nie jest w stanie CIEBIE zaskoczyć ;). Kogoś innego może zaskoczyła, albo komuś się podobało, że wszystko dobrze przewidział.
    Oczywiście, że teksty disco polo i wiersze Norwida można interpretować na takiej samej zasadzie. Ustalić podmiot mówiący, sytuację liryczną, wachlarz środków stylistycznych, temat i remat wiersza. Co więcej uważam, że bliższe sobie są "Bema pamięci żałobny rapsod" czy "Malarz z konieczności" do "Ona tańczy dla mnie" niż do wierszy Śliwonika albo, dajmy na to, Rymkiewicza. I to nie jest "kpina z użycia nieodpowiedniej metody do danego surowca". Przecież po to mamy narzędzia interpretacyjne, by móc je stosować do każdego typu poezji (czy ogólniej rzecz biorąc, literatury).
    Co do "Zmierzchu" jako prowokacji - faktycznie, to byłoby ciekawe. Ale chyba nie doczekamy czegoś takiego :).
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz
    PS Bez przesady z tą "dewiacją"... Bohaterowie Witkiewicza są raczej zagubieni ;).

    OdpowiedzUsuń
  20. Okropne to, naprawdę. I te chore, psychopatyczne postacie są obiektem westchnień milionów "nastek"? W głowie mi się nie mieści.

    "I co będzie z furgonetką?"

    Serio ktoś tak nienaturalnie mówi o swoim aucie? Każdy by raczej powiedział: "Co będzie z moim samochodem?". Ewentualnie, jeśli samochód ma imię;) - można zapytać: Hej, a co z moją fieściną/skodziną? Mnie by nie przyszło do głowy, żeby o moim opelku powiedzieć: A co z minivanem? xD

    - tey

    OdpowiedzUsuń